Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Krwawa środa w restauracji Gama. Egzekucja, która wstrząsnęła polską mafią
Redakcja Gońca
Redakcja Gońca 07.05.2026 16:14

Krwawa środa w restauracji Gama. Egzekucja, która wstrząsnęła polską mafią

Krwawa środa w restauracji Gama. Egzekucja, która wstrząsnęła polską mafią
Fot. East News

Trzydziestego pierwszego marca 1999 roku o godzinie 13:00 polski świat przestępczy na zawsze zmienił swoje oblicze. W biały dzień, w pełnej ludzi restauracji na warszawskiej Woli, zginęło pięciu mężczyzn, w tym czołowi bossowie gangu wołomińskiego. Masakra w Gamie nie była tylko brutalnymi porachunkami – stała się symbolem początku końca zorganizowanych grup przestępczych w Polsce i dowodem na to, że w walce o władzę i pieniądze młode wilki nie cofną się przed niczym.
 

Bunt młodych i walka o wpływy

Lata 90. w Polsce to czas bolesnej transformacji gospodarczej, ale i bezpardonowych wojen gangów. Na prawym brzegu Wisły, gdzie operowała grupa wołomińska, od dawna wyczuwało się narastające napięcie. Starzy bossowie, tacy jak Marian Klepacki (znany jako „Maniek Klepak”) czy Ludwik Adamski („Lutek”), twardą ręką rządzili swoimi strukturami, wymagając od podległych im „żołnierzy” bezwzględnego posłuszeństwa i odprowadzania wysokich haraczy. Złodzieje samochodów i wymuszeniowcy musieli oddawać górze lwią część zysków za samą „licencję” na popełnianie przestępstw.

– Wiedzieliśmy, że w grupie wołomińskiej trwa duża walka o wpływy – wspomina w rozmowie z Gońcem Marek Dyjasz, były oficer stołecznego wydziału zabójstw, pracujący przy sprawie Gamy. – Zaczęły ścierać się różne opcje. Młodzi przestępcy podnosili głowy, nie godząc się na opłacanie zarządu. Widzieli, że bycie szefem grupy to zysk i estyma, na których można zbudować własny kapitał.

Atmosferę zagęściła styczniowa egzekucja „Juniora” (Grzymskiego), który próbował zawiązać sojusz z wpływowym międzynarodowym bossem z Wiednia, Jeremiaszem Barańskim („Baraniną”). Czarę goryczy przelało jednak zachowanie „Mańka Klepaka” wobec jednego z młodych pretendentów do tronu, Karola S. Boss publicznie spoliczkował swojego podwładnego. W mafijnym świecie takie upokorzenie oznaczało wyrok.

Rzeź w biały dzień

Wolska restauracja Gama (wcześniej funkcjonująca pod nazwą Dorotka) była ulubionym miejscem spotkań Mariana Klepackiego. Mimo że boss miał świadomość grożącego mu niebezpieczeństwa i w przeszłości przeżył już zamachy na swoje życie, tego tragicznego dnia odesłał ochroniarzy.

Atak był starannie zaplanowaną, błyskawiczną egzekucją. Do lokalu wpadło kilku napastników uzbrojonych w broń automatyczną. Przestępcy oddali do siedzących przy oknie mężczyzn blisko osiemdziesiąt strzałów.

– Skala tego zdarzenia i usytuowanie zwłok przerosły nasze wyobrażenia. Robiąc oględziny, brodziliśmy niemal po kostki w czerwonej wodzie, która wydostała się z przestrzelonych kaloryferów i wymieszała z krwią – relacjonuje śledczy obecny na miejscu zbrodni. – Sprawcy wpadli, oddali strzały i od razu dobijali ofiary, żeby mieć całkowitą pewność. Trwało to może dwie minuty. Zostali totalnie zaskoczeni.

Mimo że policja szybko odnalazła spalony samochód ucieczkowy marki Polonez, a z czasem zabezpieczyła również dwie jednostki broni, śledztwo natrafiło na mur. Jak mówi w “Gońcu Kryminalnym” Dyjasz, zastraszeni świadkowie zasłaniali się amnezją, a świat przestępczy błyskawicznie zszedł do podziemia, obawiając się masowych aresztowań. Sprawę formalnie umorzono po latach z braku twardych dowodów procesowych, choć poszlaki i logowania telefonów (przy wsparciu ABW) mocno wskazywały na ludzi z otoczenia Karola S.

Epilog zbrodni i upadek imperium

Masakra w Gamie była potężną, krwawą demonstracją siły, która miała zastraszyć starą gwardię. Jednak ci, którzy zlecili ten zamach, nie zdołali udźwignąć ciężaru władzy nad Wołominem. Śmierć bossów zachwiała kruchą stabilnością struktur mafijnych w całej Polsce. Nadeszła fala brutalnych rewanżów – od kul w Mikołajkach zginął m.in. syn Mariana Klepackiego, który na własną rękę próbował odnaleźć morderców ojca.

Eskalacja przemocy wymknęła się spod kontroli, przenosząc się do kolejnych miejsc publicznych, czego najdobitniejszym przykładem była późniejsza o trzy lata strzelanina w warszawskim centrum handlowym Klif.

– Członkowie zarządów tych przestępczych konglomeratów zobaczyli, że nie są już monolitem, a za ich plecami czai się ktoś następny, kto chce przejąć fotel – podsumowuje były oficer terroru kryminalnego. – Ten brak stabilności mocno wykorzystaliśmy w naszej policyjnej pracy – mówi Gońcowi.

Z pomocą przyszły nowe przepisy prawa, przede wszystkim instytucja świadka koronnego i świadka anonimowego. To właśnie one, w połączeniu z wewnętrznym rozkładem i bratobójczymi walkami gangów, ostatecznie zakończyły krwawą erę polskiej mafii, zamykając jej najgroźniejszych liderów w zakładach karnych na długie lata.

Źródło: Goniec
 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji