Konflikt Berlin-Waszyngton. Dlaczego Niemcy nie wyślą wojska do Zatoki?
Europejskie „nein” dla Waszyngtonu to moment zwrotny, którego wielu analityków – w tym i ja – mogło wcześniej nie doszacować. Obserwuję właśnie koniec ery ślepej uległości wobec kaprysów Białego Domu, gdzie Donald Trump, zamiast budować koalicję, próbuje zarządzać sojusznikami poprzez aroganckie żądania. Niemiecka odmowa wsparcia w cieśninie Ormuz to nie tylko dyplomatyczny chłód, to brutalne obnażenie słabości mocarstwa, które prosi o ratunek, jednocześnie gardząc tymi, którzy mieliby go udzielić.
Groteska na wodach cieśniny Ormuz
Sytuacja, w której najpotężniejsza marynarka wojenna świata, US Navy, unika przepływania przez kluczowe akweny, a jednocześnie Biały Dom domaga się od Europejczyków wystawienia własnych jednostek, jest dla mnie aberracją. Po prostu groteskowość całej tej sytuacji jest tak ogromna, że trudno o inne podsumowanie tego strategicznego absurdu. Uważam, że Stany Zjednoczone popełniły w ostatnim czasie zbyt dużo katastrofalnych błędów, by nawet najbardziej bezradne europejskie elity mogły to dalej znosić. To nie jest partnerstwo, to próba przerzucenia kosztów własnej niemocy na sojuszników.
Berlin kończy z kurtuazją
Najciekawszym elementem tej układanki jest postawa niemieckiego resortu obrony. Boris Pistorius, zamiast silić się na dyplomatyczne okrąglaki, uderzył prosto w czuły punkt Amerykanów. Wskazanie na fakt, że potężna US Navy nie otworzyła cieśniny Ormuz, a mimo to żąda wsparcia od znacznie słabszych flot, to moment rzadkiej w Europie szczerości. Moim zdaniem niemiecki minister obrony ma teraz pełną legitymację do satysfakcji, punktując hipokryzję sojusznika. I to jeszcze żądając – zwróćmy uwagę, Donald Trump nie prosił, on starał się z pozycji mocarstwowej żądać Europy od Europejczyków. Takie podejście w dzisiejszej geopolityce po prostu przestało działać.
Pułapka uległości wobec Trumpa
Część polityków wciąż wierzy, że spolegliwość wobec Donalda Trumpa kupi nam bezpieczeństwo. To niebezpieczna iluzja. Gdyby europejscy liderzy ulegli tym żądaniom, Trump gardziłby nimi jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Każde ustępstwo jest przez tę administrację traktowane nie jako fundament współpracy, ale jako dowód słabości. Musimy zrozumieć, że nasze ewentualne zaangażowanie w Zatoce Perskiej nie będzie miało żadnego znaczenia dla przyszłych decyzji Trumpa w kluczowych dla nas kwestiach bezpieczeństwa. Europa w końcu zrozumiała, że nie da się nasycić gracza, który szacunek buduje wyłącznie na dominacji.
Więcej w programie “Obraz Świata”: