Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Sport > Kłopoty w sztabie Igi Świątek? Eksperci prześwietlają rolę Darii Abramowicz
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 30.03.2026 13:50

Kłopoty w sztabie Igi Świątek? Eksperci prześwietlają rolę Darii Abramowicz

Kłopoty w sztabie Igi Świątek? Eksperci prześwietlają rolę Darii Abramowicz
Prawdziwa rola Darii Abramowicz w sztabie Igi, fot.KapiF

Ostatnie wydarzenia na kortach w Indian Wells oraz niespodziewane rozwiązanie współpracy trenerskiej stawiają trudne pytania o sytuację Igi Świątek. Relacja najlepszej polskiej tenisistki z Darią Abramowicz staje się przedmiotem rosnących kontrowersji, a w środowisku nasilają się dyskusje o zatarciu profesjonalnych granic. Na łamach naszego portalu dziennikarz tenisowy Adam Romer poddaje wnikliwej analizie funkcjonowanie tego wyjątkowo zamkniętego układu. Poprosiliśmy o komentarz także psychologów sportu - Rafała Koszyka oraz Mateusza Brelę. 

  • Obecna rola Darii Abramowicz wykracza poza klasyczną psychologię sportową
  • Zgodnie z opiniami specjalistów, zbyt bliska relacja z pacjentem niesie ryzyko zaburzenia procesu 
  • Trudności Igi Świątek mogą wynikać bezpośrednio z problemów sfery mentalnej

Psychologia sportowa w cieniu

Funkcjonowanie współczesnego sportowca na najwyższym poziomie wymaga precyzyjnego podziału ról w zespole. W przypadku polskiej tenisistki ten tradycyjny model współpracy uległ poważnej modyfikacji. Adam Romer zwraca uwagę, że oficjalny tytuł Darii Abramowicz przestał pokrywać się z faktycznym stanem rzeczy.

- Nie ma co owijać w bawełnę: rola Darii Abramowicz już bardzo dawno i daleko wykroczyła poza funkcję psychologa sportowego. Trudno jednoznacznie powiedzieć, kim ona tak naprawdę jest dla Igi Świątek. Zajmuje się tam wieloma różnymi sprawami, a psychologia sportowa zeszła, jeśli nie na ostatnie miejsce, to z pewnością w cień.

- Sama Daria zdążyła zresztą powiedzieć, że wprowadza Igę w dorosłe życie i pomaga jej w wielu innych aspektach. To w zasadzie kompletnie nie nasza sprawa – to prywatna relacja między Igą a Darią. Jeżeli Iga chce, żeby to tak wyglądało, nic nam do tego. Wielki znak zapytania budzi jednak fakt, że Daria Abramowicz cały czas przedstawia się głównie jako psycholog sportowy. Wydaje mi się to nie do pogodzenia z tym, czym faktycznie zajmuje się w sztabie, bo – jak przed chwilą wspomniałem – robi tam znacznie więcej.

Zacieranie granic między relacją prywatną a zawodową niesie za sobą ryzyko dla długoterminowej higieny pracy. W środowisku terapeutycznym obowiązują ścisłe reguły dotyczące dystansu profesjonalnego, których celem jest ochrona pacjenta przed nadmiernym uzależnieniem od specjalisty.

- Czy to jakoś wpływa na Igę Świątek? Oczywiście nie można odmówić Darii Abramowicz tego, że była przy wszystkich największych sukcesach Igi i je współtworzyła. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Natomiast czy współtworzy je jako psycholog sportowy? Tu ponownie postawiłbym wielki znak zapytania. Nie znam się na psychologii, to nie jest mój obszar, ale specjaliści, którzy znają się na tym nieporównywalnie lepiej ode mnie, zaznaczają dwie kwestie. Po pierwsze: celem psychologa jest nauczenie pacjenta samodzielnego radzenia sobie w życiu. Po drugie: zbyt bliska relacja z pacjentem powoduje zachwianie pewnych profesjonalnych zasad. Nie ma wątpliwości, że mamy tu z tym do czynienia, bo relacja między Igą a Darią jest niewątpliwie bardzo zażyła.

W tej sprawie swoją opinię wyraził także psycholog sportu Mateusz Brela: 

 - Jeśli mam być uczciwy, pewne rzeczy w tej współpracy są dla mnie
dyskusyjne. Relacja zawodnik – psycholog na tym poziomie powinna mieć
określone granice, a tutaj można odnieść wrażenie, że one momentami się
zacierają, być może nawet wychodząc poza klasyczne standardy pracy. Być
może to jest coś nowego, coś co w pewnym momencie działało, ale w
dłuższej perspektywie może wymagać uporządkowania. I tu też pojawia się
rola samej zawodniczki – bo na tym poziomie to ona jest „szefem” swojego
zespołu i to po jej stronie leży odpowiedzialność za to, jak ten zespół
funkcjonuje i jakie są w nim role. Najłatwiej jest oceniać z zewnątrz,
najtrudniej zrozumieć, co naprawdę dzieje się w środku, a prawda jest
taka, że 95% tej pracy odbywa się poza kamerami. Być może zamiast szukać
winnych, warto zobaczyć w tym coś bardziej ludzkiego, bo nawet na
najwyższym poziomie rozwój nie jest linią prostą - powiedział.

- Dużo mówi się ostatnio o emocjach Igi Świątek i jej współpracy z
psycholożką i mam wrażenie, że w tej dyskusji gubi się jedna bardzo
ważna rzecz. To, co widzimy na korcie, to tylko fragment całego procesu.
Emocje, frustracja, momenty napięcia nie są dowodem na to, że coś nie
działa, tylko że ktoś jest w procesie i to często bardzo wymagającym.
Sport na najwyższym poziomie nie polega na tym, że przestajesz czuć,
tylko że uczysz się funkcjonować z tym, co czujesz. Iga przez ostatnie
lata była w roli osoby, która goniła, a dziś jest w roli tej, którą
wszyscy chcą pokonać i to jest zupełnie inna presja, odpowiedzialność i
obciążenie mentalne. Z mojej perspektywy to nie wygląda jak problem,
tylko jak naturalny etap rozwoju zawodnika na najwyższym poziomie,
moment, w którym dotychczasowe narzędzia trzeba poszerzyć i na nowo
poukładać relację z presją, oczekiwaniami i samym sobą - dodał.

Hermetyczna bańka i karuzela trenerska

Rzetelna ocena sytuacji utrudniona jest przez wyjątkowo szczelną barierę informacyjną nałożoną przez otoczenie zawodniczki. Brak transparentnych komunikatów po kryzysie w Indian Wells generuje pytania o stabilność całego projektu. Dziennikarz Adam Romer zauważa wyraźną korelację między trudnościami na korcie a czynnikami pozasportowymi, co bezpośrednio rzutuje na pozycję kolejnych szkoleniowców.

- My oczywiście obracamy się w sferze spekulacji i pewnie będziemy to robić nadal, ponieważ mamy bardzo mało twardych informacji. Sztab Igi jest niezwykle hermetyczny, niewiele stamtąd wypływa. Jesteśmy więc zdani na to, co sami obserwujemy. Ostatnio nastąpiło pewne wzmożenie, bo z jednej strony widzieliśmy, co działo się w Indian Wells, a z drugiej doszło do rozstania z trenerem. Chciałbym zauważyć, że to już trzeci taki przypadek: Piotr Sierzputowski został zwolniony, Tomasz Wiktorowski odszedł sam, a teraz Iga rozstała się z Wimem Fissette'em. Trzeci trener odchodzi, a Daria Abramowicz trwa na stanowisku.

- Dlatego twardo stoję przy tym, że w tym przypadku Wim poniósł konsekwencje nie ze swojej winy. Iga nie ma problemu z tenisem jako takim; w ostatnim czasie ma kłopot raczej ze sferą mentalną. Dlaczego tak się dzieje? Tego nie wiemy ze względu na brak informacji ze sztabu, który funkcjonuje w zamkniętej bańce. Opierając się na historii innych zawodników, mogę powiedzieć, że kłopoty widoczne na korcie są bardzo często konsekwencją rzeczy dziejących się poza nim, których po prostu nie widzimy. W zawodowym tenisie rywalizacja jest tak wyśrubowana, że najdrobniejsze szczegóły mogą zaburzyć porządek u najlepszych. Przykładowe ziarnko grochu, na którym śpi królewna, może wpłynąć na to, czy zawodnikowi rywalizuje się lepiej, czy gorzej.

- Dlaczego o tym mówię? Choć tego nie wiemy, można przypuszczać, że coś wybija Igę z jej dobrostanu, który pozwala rywalizować na najwyższym poziomie. Mamy jednak za mało danych i poruszamy się w sferze domysłów, właśnie dlatego, że sama Iga tego nie komunikuje. Postawa Darii Abramowicz nie jest zaskakująca – generalnie mówi tylko to, co chce i tam, gdzie chce. Ma do tego pełne prawo, którego nie możemy jej odbierać. W zawodowym tourze, który jest dość zamkniętym środowiskiem, nie jest wielką tajemnicą, że Daria Abramowicz jest absolutnie najważniejsza w sztabie. Czy ktoś to akceptuje, czy nie, to inna sprawa, ale tak po prostu jest, co zresztą widać od lat. Ponownie możemy tylko spekulować, bo nie mamy oficjalnego potwierdzenia, ale Tomasz Wiktorowski odszedł ze sztabu Igi najprawdopodobniej właśnie ze względu na to, że Daria Abramowicz miała silniejszą pozycję od niego.

Struktura władzy a poszukiwania nowego szkoleniowca

Akceptacja specyficznego układu sił to od dawna twardy warunek pracy z liderką, wymagający od trenera rezygnacji z pełnego przywództwa w zespole. Na rynku funkcjonują szkoleniowcy, którzy traktują taki kompromis jako cenę za dostęp do pracy z wybitną tenisistką, jednak dla wielu fachowców z najwyższej półki jest to wada dyskwalifikująca ofertę. Adam Romer komentuje:

- Myślę, że Wim Fissette od początku wiedział, do jakiego sztabu wchodzi. Funkcjonują w tym zakresie dwie szkoły. Pierwsza: mamy do trenowania wybitną zawodniczkę, jedną z najlepszych na świecie, i możemy dzięki temu zarobić duże pieniądze. Druga: przychodzę do sztabu, w którym to ja nie jestem najważniejszą osobą. Każdy szkoleniowiec musi sam dokonać wyboru. Dla niektórych będzie to bariera nie do przeskoczenia, a inni jakoś to przełkną.

- Jeśli pyta mnie pan o konkretne nazwiska, to trzeba by zapytać po kolei potencjalnych kandydatów. Wymieniano Francisco Roiga czy Juana Carlosa Ferrero. Przewijało się nazwisko Michaela Joyce'a, który pracuje teraz z Katie Boulter, ale nie sądzę, by zrezygnował z tej współpracy. Z kolei kandydatury Carlosa Rodrigueza czy Piotra Woźniackiego to moim zdaniem pomysły absolutnie wyciągnięte z kapelusza, zwłaszcza że fachowców z absolutnego topu nie ma na rynku zbyt wielu.

- Kiedy półtora roku temu Iga decydowała się na Fissette'a, okoliczności były o tyle szczęśliwe, że on chwilę wcześniej skończył współpracę z Naomi Osaką. Fissette to topowy trener – nie wiem, czy potrafiłbym wymienić pięciu lepszych od niego. Myślę, że w trójce najlepszych szkoleniowców w kobiecym tourze znalazłby się spokojnie, więc to był strzał w dziesiątkę. Jak sytuacja będzie wyglądała teraz? Nie wiemy, zobaczymy.

"Sygnały, które widzimy, świadczą o tym, że warto stawiać pytania"

Komentarza udzielił nam także psycholog sportu, Rafał Koszyk: 

– Relacja pomiędzy terapeutą a zawodnikiem/podopiecznym zaczyna być realnym problemem i zagrożeniem w momencie, kiedy przestaje być tylko wsparciem, a zaczyna wpływać na autonomię i decyzje codzienne zawodnika. Granice (nawet w psychologii sportu, która uważana jest za coś innego niż zwykłe wsparcie psychologiczne) są stałe, jasne i niezaprzeczalne. Psycholog ma wspierać rozwój mentalny zawodnika, ma mu pomóc w tym, żeby podczas zawodów potrafił samodzielnie poradzić sobie z narastającym stresem, presją czy emocjami wywołanymi niesprzyjającym wynikiem – ocenia.

Jak zauważa ekspert, niebezpieczeństwo ubezwłasnowolnienia pojawia się właśnie wtedy, gdy profesjonalne ramy ulegają zatarciu. 

– Kiedy granice się rozmywają, rośnie ryzyko, że te decyzje przestają być w pełni niezależne, nawet jeśli nadal wyglądają racjonalnie. Proces łamania granic jest procesem, który bardzo rzadko jest zauważalny z poziomu samej osoby będącej w takiej zawiłej relacji. Z zewnątrz częściej widać już same tego skutki niż jeden moment, w którym granice faktycznie zostały przekroczone. Czy mamy z tym do czynienia w tym konkretnym przypadku? Tego z zewnątrz nie da się jednoznacznie ocenić. Natomiast pewne sygnały, które widzimy, mogą sugerować, że warto takie pytania w ogóle stawiać. I to nie jest kwestia jednoznacznej diagnozy, tylko zauważenie pewnych mechanizmów, które w sporcie na tym poziomie mają realne znaczenie i mogą przynieść swoje konsekwencje. Im wyższy poziom, tym większe znaczenie mają detale, które z pozoru są niewidoczne – analizuje Koszyk.

Mentalny chaos i utrata automatyzmów na korcie

Załamanie dyspozycji, którego kulminacją był nie tylko turniej w Kalifornii, ale i późniejsza porażka z Magdą Linette w Miami, ma złożone podłoże. Zamiast płynności i dominacji, u byłej liderki rankingu WTA widoczna jest frustracja, która w momentach kryzysowych blokuje jej potencjał. Rafał Koszyk przestrzega jednak przed sprowadzaniem tego stanu wyłącznie do jednej przyczyny.

– Na poziomie mistrzowskim, międzynarodowym spadki formy rzadko mają jedną przyczynę i jest to zwykle połączenie zarówno czynników fizycznych, technicznych i mentalnych. Niektórzy psychologowie sportu nazywają, że sportowiec ma wtedy bigos. Co gorsze, to bardzo często jest tak, że te wszystkie elementy zaczynają na siebie nachodzić i wzajemnie się rozbijać. Jeden obszar wpływa na drugi i zawodnik zaczyna funkcjonować w coraz większym napięciu, nie wiedząc do końca, co się dzieje – wyjaśnia psycholog.

Zjawisko to bezpośrednio uderza w wypracowane odruchy, które są fundamentem na najwyższym poziomie rozgrywek. Kiedy do głosu dochodzi napięcie podsycane chaosem w zespole, mózg sportowca odrzuca schematy na rzecz analitycznego myślenia o każdym ruchu, co w tenisie bywa zabójcze dla skuteczności.

– Jeśli chodzi o sam mental, to kluczowym pytaniem jest to, czy zawodnik jest w stanie wejść w automatyzm działania pod silną presją, którą taki bigos potęguje. Jeżeli pojawia się napięcie, frustracja i tzw. zawężenie perspektywy, to bardzo szybko odbija się to na każdej decyzji i każdej akcji. A wtedy nawet dobrze wypracowane schematy przestają działać tak, jak powinny. Pojawia się więcej kontroli, mniej płynności i coraz większe zmęczenie psychiczne. A im bardziej próbujemy coś kontrolować, tym bardziej nam się to nie udaje – dodaje specjalista.

Rola sztabu a ostateczna odpowiedzialność za wyniki

Zachowanie Darii Abramowicz z trybun przyciągnęło uwagę nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dziennikarz The New York Times, Charlie Eccleshare, pisał wprost o skomplikowanej dynamice w boksie Igi Świątek, odnotowując, że podczas porażek wylewała ona swoją frustrację na zespół, w którym kluczową rolę gra właśnie Abramowicz. Pytanie o to, czy cała struktura sztabu nie wymknęła się spod kontroli – szczególnie w świetle niedawnego rozstania z trenerem Wimem Fissettem – pozostaje otwarte.

– Czy sytuacja w sztabie ma na to wpływ? Może mieć, ale nie musi być główną tego przyczyną. Na pewno jest jednym z elementów, który w takim dołku warto analizować, zamiast skupiać się wyłącznie na technice czy taktyce zawodnika. To, tak jak mówię, tylko jeden z obszarów, który może wzmacniać pojawiające się problemy, ale równie dobrze może być tylko ich konsekwencją – diagnozuje Rafał Koszyk.

Mimo ewidentnych sygnałów ostrzegawczych, ekspert nawołuje do zachowania odpowiednich proporcji w osądach, podkreślając fundamentalną rolę odpowiedzialności samego sportowca za swoje otoczenie i karierę. Choć spekulacje na temat toksyczności relacji będą prawdopodobnie narastać wraz z każdym słabszym występem, to ostateczny głos należy do Igi Świątek.

– Nie grillujmy też zawodniczki i nie oczekujmy od niej konkretnych decyzji, jakie nam się wydaje, że powinny być najlepsze. To jej sztab, jej decyzje i jej odpowiedzialność za własną formę. Ale to też nie znaczy, że nie możemy zadawać pytań w sytuacji i na temat zachowań, które z zewnątrz są przynajmniej niezrozumiałe – podsumowuje psycholog.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji