Karol Nawrocki zabrał głos ws. zachowania Tuska. Wyjawił, czego od niego oczekuje
Polska polityka znów nabiera tempa, a relacje pomiędzy prezydentem a premierem mogą wkrótce stać się jednym z najważniejszych tematów krajowej debaty. W ostatnich dniach padły słowa, które pokazują, że współpraca na szczytach władzy nie będzie oczywista. Czy czeka nas ostry spór, czy jednak szansa na porozumienie?
Brak gratulacji od premiera
Podczas rozmowy w Polsacie, Karol Nawrocki nie krył zdziwienia faktem, że premier Donald Tusk do tej pory nie pogratulował mu objęcia urzędu.
Jestem nowym prezydentem Polski, chyba najwyższy czas, żeby premier złożył gratulacje. Jeszcze to chyba nie przeszło przez gardło – powiedział.
Choć zaznaczył, że „nie siedzi i nie czeka na telefon”, to wyraźnie zasugerował, że taki gest jest elementarną zasadą kultury politycznej. Brak tego kontaktu może stać się symbolem obecnego dystansu między głową państwa a szefem rządu.
Zapowiedź reakcji i granice współpracy
Prezydent przedstawił swoją wizję kohabitacji z rządem.
W tych miejscach, w których pan premier Tusk… nie służy sprawie polskiej, zamierzam w sposób jasny reagować - podkreślił Nawrocki, jednocześnie deklarując gotowość do konstruktywnej współpracy w sprawach ważnych dla kraju.
Taka postawa może oznaczać dynamiczne i często medialne starcia na linii Pałac Prezydencki–Kancelaria Premiera, ale również szansę na osiąganie kompromisów tam, gdzie wymaga tego racja stanu.
ZOBACZ TAKŻE: Donald Tusk uderza w Karola Nawrockiego. Mocny wpis niesie się po Polsce
Planowane spotkania i Rada Gabinetowa
Choć Nawrocki nie zdradził konkretnej daty, zapowiedział, że jeszcze w sierpniu odbędzie się posiedzenie Rady Gabinetowej z udziałem Donalda Tuska. Wcześniej planuje rozmowę z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, aby omówić tematy należące do kompetencji prezydenta.
Nie musimy się ani lubić, ani spędzać ze sobą nadzwyczaj dużo czasu, żeby móc w sposób normalny… współpracować - stwierdził.
Słowa te brzmią jak manifest pragmatyzmu, ale też ostrzeżenie, że prezydent nie zamierza być biernym obserwatorem działań rządu.