Ostre spięcie w Sejmie tuż po słowach Mateckiego. Wykrzyczał to prosto z mównicy
Sejmowa debata dotycząca Wołynia i relacji polsko-ukraińskich przyniosła wyjątkowo gorącą wymianę zdań między politykami PSL i PiS. Jarosław Rzepa w ostrych słowach ocenił działalność Dariusza Mateckiego, nazywając go między innymi "politycznym pasożytem”. Odpowiedź ze strony polityków PiS pojawiła się niemal natychmiast.
Rzepa uderzył w Mateckiego. Padły bardzo mocne słowa
Sejmowa debata dotycząca pamięci o rzezi wołyńsko-galicyjskiej oraz ostatnich wypowiedzi polityków szybko przerodziła się w personalny spór. Głos zabrał poseł PSL Jarosław Rzepa, który w ostrych słowach zwrócił się bezpośrednio do Dariusza Mateckiego z PiS.
Rzepa nawiązał do nagrania opublikowanego wcześniej przez Mateckiego, w którym polityk PiS zaatakował wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Poseł PSL stwierdził, że obecność Mateckiego w polskiej polityce jest "smutnym świadectwem postępującej degradacji standardów”, za którą sam parlamentarzysta ponosi odpowiedzialność.
To jednak był dopiero początek. Rzepa ocenił, że wystąpienia Mateckiego nie są już polityką, lecz "ordynarnym, rynsztokowym bełkotem”, który wywołuje u przyzwoitych ludzi jedynie zażenowanie i odrazę. Następnie zarzucił posłowi PiS brak hamulców moralnych, sianie zamętu i budowanie swojej działalności politycznej na agresji.
Najmocniejsze słowa padły pod koniec wystąpienia. Poseł Rzepa stwierdził, że Matecki nie jest reprezentantem narodu, lecz "politycznym pasożytem, który żeruje na najniższych instynktach”. W trakcie przemówienia poseł PiS wstał ze swojego miejsca i próbował zabrać głos, jednak marszałek prowadzący obrady nie dopuścił go do wypowiedzi od razu. Dopiero kilka minut później Matecki otrzymał możliwość odpowiedzi z sejmowej mównicy.
Czarnek stanął w obronie kolegi. Mocne słowa posła PiS
Do słów Jarosława Rzepy odniósł się jeszcze przed samym zainteresowanym poseł PiS Przemysław Czarnek. Były minister edukacji i obecny kandydat na premiara skupił się przede wszystkim na określeniu, którego polityk PSL użył wobec Dariusza Mateckiego.
Panie pośle Rzepa, trzeba być wyjątkowym hipokrytą i nie patrzeć w lustro, żeby mówić o kimś, że jest pasożytem – mówił z sejmowej mównicy.
Wypowiedź Czarnka była bezpośrednią reakcją na wcześniejsze wystąpienie Jarosława Rzepy. Poseł PiS przekonywał, że polityk PSL nie powinien używać tak ostrych określeń wobec Dariusza Mateckiego, jednocześnie wspierając rząd, który jego zdaniem toleruje kontrowersyjne wypowiedzi swoich przedstawicieli dotyczące UPA i historii Ukrainy.
Awantura szybko eskalowała a w mediach społecznościowych zaczęły krążyć nagrania z wymiany polityków.
Matecki nie pozostał dłużny. Odpowiedział na sejmowej mównicy
Po jakimś czasie na mównicy pojawił się sam Dariusz Matecki. Poseł PiS nie odniósł się szczegółowo do wszystkich zarzutów, ale zarzucił swojemu przeciwnikowi polityczne wykorzystywanie tematu Wołynia.
Wykorzystał pan pomnik poświęcony ludobójstwu wołyńskiemu do politycznego ataku. Wykorzystał pan wspaniałą postać śp. księdza Isakowicza-Zaleskiego do politycznego ataku na mnie – mówił parlamentarzysta.
Matecki przekonywał, że jego wcześniejsze wypowiedzi były reakcją na słowa polityków dotyczące odpowiedzialności za zbrodnię wołyńską. Odniósł się przede wszystkim do wypowiedzi wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Jeśli wicepremier polskiego rządu mówi, że naród ukraiński nie odpowiada za ludobójstwo wołyńskie, to faktycznie będę taką osobę nazywał zdrajcą – stwierdził.
Następnie wspomniał również o sporze dotyczącym publikowania historycznych fotografii dokumentujących zbrodnie dokonane na Polakach podczas rzezi wołyńskiej. Jego zdaniem ograniczanie dostępu do takich materiałów jest niedopuszczalne i powinno spotykać się ze zdecydowaną reakcją opinii publicznej.
Jeśli pan Kowal nie chce dopuścić do publikacji zdjęć dziecka zamordowanego przez Ukraińców, dlatego że miało za dużo gwoździ wbitych w czaszkę, to faktycznie będę uważać to za skandal i, moim zdaniem, za zdradę - zakończył
W ten sposób sejmowa debata dotycząca pamięci historycznej i relacji polsko-ukraińskich po raz kolejny przerodziła się w ostry konflikt personalny pomiędzy przedstawicielami dwóch ugrupowań politycznych.