Jest decyzja Sejmu w sprawie szefa IPN. Teraz czas na Senat
Sejm zdecydował w sprawie obsady stanowiska prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Wybór wywołał ostry spór na sali plenarnej, a kandydatowi Kolegium IPN zarzucano upolitycznienie instytucji. Stanowisko pozostaje nieobsadzone od niemal roku, a ostatnie słowo należy teraz do Senatu.
Wynik głosowania i rekomendacja Kolegium
Podczas piątkowego posiedzenia Sejm powołał na prezesa IPN doktora Mateusza Szpytmę, dotychczasowego wiceprezesa Instytutu. Za jego kandydaturą opowiedziało się 226 posłów, 194 było przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu. Poparły go kluby opozycyjne, czyli PiS i Konfederacja, a także PSL i niektórzy posłowie Polski 2050. Zdecydowanie przeciwne były Koalicja Obywatelska i Lewica. Kolegium IPN rekomendowało Szpytmę w połowie kwietnia, po rozmowach z dziesięcioma kandydatami.
„W imieniu Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej pragnę zarekomendować doktora Mateusza Szpytmę jako kandydata ubiegającego się o stanowisko prezesa" — mówił z trybuny sejmowej przewodniczący Kolegium Tadeusz Wolsza, wskazując na wieloletnią znajomość instytucji przez kandydata.
Pod koniec kwietnia kandydaturę poparła też sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka stosunkiem 21 do 13.
Spór o upolitycznienie instytucji
Kandydatura mocno spolaryzowała izbę. Poseł Patryk Jaskulski z KO przekonywał, że „funkcja prezesa IPN to nie tylko funkcja naukowa, to również funkcja publiczna wymagająca zdolności odbudowy wiarygodności instytucji wobec całego społeczeństwa". Zarzucił kandydatowi współodpowiedzialność za niegospodarność wykazaną przez NIK. Podobnie argumentował Sławomir Ćwik z Polski 2050, twierdząc, że IPN stał się politycznym łupem.
To echo wcześniejszego sporu, bo podczas kwietniowego posiedzenia komisji poseł Tomasz Zimoch odczytał apel podpisany przez ponad 240 byłych pracowników Instytutu, zarzucający Szpytmie, że jest „jedną z twarzy skrajnego upolitycznienia IPN". Sam kandydat te zarzuty odrzucał.
„Prowadzimy działalność, która nie jest partyjna, a medialny obraz IPN w mojej ocenie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości" — mówił.
W jego obronie stanęli posłowie PiS, Konfederacji i PSL. Paweł Szrot podkreślał, że to wybitny naukowiec zaangażowany w obronę polskiej prawdy historycznej, a Janusz Kowalski przekonywał, że Szpytma „udowodnił, że potrafi łączyć, a nie dzielić".

Kim jest nowy prezes?
Szpytma jest związany z IPN od 2000 roku, a stanowisko wiceprezesa objął dziesięć lat temu, gdy Instytutem pokierował Jarosław Szarek. Wcześniej był ekspertem w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie oraz asystentem i wicedyrektorem sekretariatu prezesa Janusza Kurtyki.
W latach 2015–2016 kierował Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej imienia Rodziny Ulmów w Markowej. Absolwent historii i prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawie ratowania Żydów przez Polaków poświęcił kilka publikacji naukowych, pisał też o historii polskiego ruchu ludowego po drugiej wojnie światowej.
Jeszcze podczas studiów uczestniczył w wyprawach na Ukrainę i je współorganizował, a w ich trakcie inwentaryzowano inskrypcje i herby sprzed 1945 roku, między innymi w kościołach, pałacach i na pomnikach. Jako prezes zapowiada stworzenie „Rejestru zbrodni 1939–1956", który obejmie nie tylko zbrodnie niemieckie, ale też sowieckie, komunistyczne i dokonane przez ukraińskich nacjonalistów.
Wakat od niemal roku i decyzja Senatu
Stanowisko prezesa IPN jest nieobsadzone od sierpnia 2025 roku, gdy wygasła kadencja Karola Nawrockiego, który został prezydentem. W listopadzie Sejm odrzucił poprzedniego kandydata Kolegium, Karola Polejowskiego, a głosowanie nad Szpytmą dwukrotnie zdejmowano z porządku obrad na wniosek PSL.
Źródłem problemów jest układ sił: Kolegium IPN wybrano, gdy większość w Sejmie miało PiS, a prezydentem był Andrzej Duda. Zgodnie z ustawą prezesa powołuje Sejm za zgodą Senatu, na wniosek Kolegium, a kadencja trwa pięć lat.
Nominacja wejdzie w życie dopiero po akceptacji izby wyższej.
