Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Globalna sieć oprawców zdemaskowana. Wstrząsający polski trop w śledztwie CNN
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 01.04.2026 12:07

Globalna sieć oprawców zdemaskowana. Wstrząsający polski trop w śledztwie CNN

Globalna sieć oprawców zdemaskowana. Wstrząsający polski trop w śledztwie CNN
Fot. Nur Photo/East News

Wielokrotne odurzanie, nagrywanie własnej żony i setki oprawców klaszczących w internetowym mroku. Przemoc wobec kobiet przestała być wyłącznie dramatem rozgrywającym się w ciszy czterech ścian. Dziś to zorganizowany system, nagradzany internetowymi zasięgami i napędzany poczuciem całkowitej bezkarności. Śledztwo amerykańskiej stacji CNN ujawniło globalną sieć mężczyzn, którzy podają swoim partnerkom środki nasenne, rejestrują napaści i chwalą się tym w zamkniętych grupach na popularnych komunikatorach. W centrum tej przerażającej układanki pojawia się polski wątek i mężczyzna, dla którego krzywda najbliższej osoby stała się po prostu lukratywnym materiałem.

  • Infrastruktura przemocy przeniosła się na popularne platformy, tworząc gigantyczne, zamknięte społeczności wymieniające się tysiącami nagrań i szczegółowymi poradami dotyczącymi skutecznego odurzania partnerek
  • Polski wątek w śledztwie CNN ujawnia postać mężczyzny funkcjonującego pod pseudonimem "Piotr", który z zimną krwią dokumentował gwałcenie własnej żony, postrzegając swoje działania jako bezpieczny proceder i unikając jakichkolwiek podejrzeń
  • Proces normalizacji przemocy sprawia, że przestępstwa z użyciem pigułek gwałtu (drug-facilitated violence) stają się w tych kręgach swoistą subkulturą oraz rosnącym w siłę międzynarodowym modelem biznesowym

Anatomia internetowej szkoły przemocy

Historia, która zszokowała opinię publiczną na świecie, nie zaczęła się na naszym podwórku. Punktem wyjścia dla międzynarodowego śledztwa dziennikarzy CNN działających w ramach projektu As Equals była głośna sprawa Dominique’a Pelicota. Francuz przez niemal dekadę odurzał swoją żonę Gisèle Pelicot i zapraszał do ich wspólnego domu dziesiątki obcych mężczyzn, by ją gwałcili. Ten wstrząsający przypadek skłonił amerykańskich reporterów do zadania fundamentalnego pytania o rzeczywistą skalę zjawiska. Szybko okazało się, że nie mówimy o mrocznym zakątku dark webu, zarezerwowanym wyłącznie dla zaawansowanych hakerów, ale o działalności bazującej na aplikacjach codziennego użytku.

W raportach ze śledztwa wymienia się konkretne przestrzenie internetowe, w których oprawcy bezkarnie dystrybuują swoje materiały. Jednym z centralnych punktów wymiany była grupa na komunikatorze Telegram oznaczona symbolem Zz, co w internetowym slangu wprost odnosi się do snu. Użytkownicy nie tylko publikowali tam filmy ze swoich napaści, ale również dzielili się makabrycznym know-how. Udzielali sobie nawzajem instrukcji dotyczących tego, jakich substancji użyć, by ofiara straciła świadomość i niczego nie pamiętała po przebudzeniu. Pojawia się tu między innymi wątek handlarza z hiszpańskiej Ceuty, oferującego za 150 euro bezsmakowy płyn służący do obezwładniania kobiet, z gwarancją wysyłki na cały świat.

Mechanizm tego procederu opiera się na zasadach typowych dla cyfrowych subkultur. Mężczyźni dają sobie wsparcie, wzmacniają w sobie poczucie racjonalności własnych działań i całkowicie rozmywają odpowiedzialność za zbrodnię. Zgodnie z bezlitosną logiką internetu, jeśli jeden kanał – jak wspomniana grupa Zz czy zlikwidowany później czat Koko – zostanie usunięty, problem natychmiast migruje w inne miejsce. Według ustaleń śledczych CNN, jedna z zamkniętych przestrzeni grupowała ponad 20 tysięcy filmów w samej kategorii związanej ze snem, a tylko w lutym miała wygenerować szokujące 62 miliony odsłon. To dowodzi, że mamy do czynienia z prężnie działającą infrastrukturą przemocy.

"Piotr" z Polski i złudzenie bezpiecznej prywatności

W tym potężnym systemie handlu krzywdą dziennikarze natrafili na bardzo konkretny, polski ślad. Użytkownik funkcjonujący w raportach pod imieniem "Piotr" przez wiele miesięcy korespondował z podstawionymi reporterami amerykańskiej stacji, nie zdając sobie sprawy z tego, z kim w rzeczywistości ma do czynienia. Chętnie dzielił się z nimi szczegółami ze swojego życia, a przede wszystkim opisywał własne metody na odurzanie i gwałcenie żony. Ze zgromadzonych przez CNN dowodów wynika, że cały ten proces był przez niego pieczołowicie nagrywany i fotografowany, by następnie zasilać cyfrowe archiwa zamkniętych grup.

Z udostępnionej korespondencji "Piotra" wyłania się obraz człowieka działającego z przerażającym chłodem i pełną kalkulacją. W jednej z wymienionych wiadomości mężczyzna miał wprost napisać do swoich rozmówców:

— Na razie wszystko dobrze ukrywam, ale muszę być ostrożny.

To jedno zdanie obnaża jego pełną świadomość przestępczego charakteru sytuacji. Dopóki nikt go nie demaskuje, a zbrodnia przynosi mu atencję oraz gratulacje od anonimowych widzów na czacie, zjawisko to w jego ocenie mieści się w wykrzywionej normie. Zagraniczne teksty nie traktują polskiego użytkownika jako anomalii czy odosobnionego zwyrodnialca. Przeciwnie – jest on opisywany jako powszechny element zjawiska normalizacji, w którym gwałt i poniżenie zostają pozbawione realnego ciężaru gatunkowego.

Amerykańscy dziennikarze śledczy podjęli próbę weryfikacji swojego odkrycia, przyjeżdżając na miejsce do Polski. Zlokalizowali tak zwanego "Piotra" i jego żonę w lokalnej restauracji. Obserwując ich w całkowicie zwyczajnej sytuacji, reporterzy zrezygnowali z bezpośredniej konfrontacji. Słusznie ocenili, że zdemaskowanie sprawcy przy kawiarnianym stoliku mogłoby stanowić bezpośrednie fizyczne zagrożenie dla kobiety. Zamiast publicznej demaskacji, zebrane w śledztwie As Equals ustalenia zostały przekazane polskiej policji. To dobitnie pokazuje, z jak pozornie normalnymi ludźmi mamy tu do czynienia – oprawca potrafi zjeść obiad z żoną, by niedługo potem udostępniać obcym ludziom materiał z pozbawienia jej świadomości i podmiotowości.

Odpowiedzialność państwa i granice bezkarności

Przekazanie akt organom ścigania rodzi kluczowe pytanie o szybkość i skuteczność reakcji polskiego państwa. Nie ma komunikatu ze strony KGP lub prokuratury, który potwierdzałby zatrzymanie sprawcy czy chociażby natychmiastowe zabezpieczenie nośników danych. To rażący dysonans, zwłaszcza że polski Kodeks karny jest wyposażony w bardzo konkretne instrumenty do kwalifikowania i bezwzględnego ścigania tego typu czynów:

  • artykuł 197 kk. – definiujący przestępstwo zgwałcenia, obejmujący doprowadzenie do obcowania płciowego z wykorzystaniem braku zgody lub stanu uniemożliwiającego ofierze świadome decydowanie,
  • artykuł 198 kk. – odnoszący się bezpośrednio do seksualnego wykorzystania bezradności lub stanu, w którym pokrzywdzona nie może rozpoznać znaczenia czynu,
  • artykuł 191a kk. – pozwalający na surowe ściganie za utrwalanie i rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby bez jej wyraźnej wiedzy i zgody,
  • artykuł 202 kk. – uderzający w dystrybucję materiałów pornograficznych, szczególnie tych powiązanych z prezentowaniem jawnej przemocy.

Skuteczne egzekwowanie prawa w dobie internetowych grup to jednak proces znacznie bardziej skomplikowany niż aresztowanie jednego mężczyzny. Śledczy muszą udowodnić własność kont, prześledzić ukryte strumienie kryptowalut, zidentyfikować tysiące cichych obserwatorów i usunąć kopie z rozsianych po świecie serwerów. Problem drug-facilitated violence (przemocy z użyciem środków odurzających) przestał być lokalnym incydentem. Dowodzi tego zaangażowanie brytyjskiego regulatora rynku mediów OFCOM, który publikuje wytyczne weryfikacyjne dla serwisów pornograficznych, czy stanowisko Crown Prosecution Service (CPS) w Wielkiej Brytanii, prokuratury która kategoryzuje obezwładnianie partnerek pod kątem brutalnego wojeryzmu jako priorytetowe zagrożenie.

Międzynarodowe orzecznictwo udowadnia, że ten system niszczenia życia kończy się w końcu realnymi kratami. W historycznym procesie we Francji, główny oprawca Dominique Pelicot został ostatecznie skazany na 20 lat pozbawienia wolności, a kilkudziesięciu jego naśladowców usłyszało wyroki od 3 do 15 lat więzienia. W Niemczech, na podstawie zabezpieczonych dziesiątek nagrań, w podobnej sprawie sąd orzekł karę ponad 8 lat pozbawienia wolności. Zasadnicze pytanie na dziś brzmi zatem: ilu takich "Piotrów" wymienia się jeszcze przerażającymi poradami i ile lat więzienia zapłaci za to ten polski sprawca, zanim ofiara ponownie zostanie skrzywdzona w kolejnej odsłonie na kolejnym anonimowym komunikatorze.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji