Ewakuacja szpitala w Poznaniu. Służby dostały zgłoszenie o możliwym zagrożeniu
W środę przed południem służby zostały postawione na nogi po zgłoszeniu dotyczącym Szpitala Miejskiego im. F. Raszei w Poznaniu. Z budynku ewakuowano około 300 osób. Podobne wiadomości o możliwym zagrożeniu mogły trafić także do innych poznańskich placówek.
Ewakuacja szpitala Raszei w Poznaniu. Służby dostały zgłoszenie
Do zdarzenia doszło w środę, 24 czerwca, w Szpitalu Miejskim im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Przed południem służby otrzymały informację o możliwym podłożeniu ładunku wybuchowego na terenie placówki. W takich sytuacjach procedury są uruchamiane natychmiast, ponieważ nawet jeśli podobne zgłoszenia często okazują się fałszywe, nie można ich lekceważyć.

Jak przekazał redakcji Głos Wielkopolski dyżurny wielkopolskich strażaków, zgłoszenie wpłynęło dokładnie o godzinie 10:19. Na miejsce skierowano pięć zastępów straży pożarnej. Działania służb objęły przede wszystkim zabezpieczenie terenu i wsparcie przy ewakuacji osób przebywających w budynku.
Z placówki wyprowadzono około 300 osób. To duża skala działań, szczególnie że mowa o szpitalu, w którym przebywają pacjenci wymagający opieki medycznej. W takich przypadkach każda decyzja musi uwzględniać zarówno bezpieczeństwo osób znajdujących się w budynku, jak i stan zdrowia pacjentów oraz możliwości organizacyjne szpitala.
Seria alarmów w Poznaniu. Podobne wiadomości mogły trafić do innych szpitali
Według nieoficjalnych informacji wiadomości o możliwym podłożeniu ładunków wybuchowych mogły zostać wysłane również do innych poznańskich szpitali. Nie oznacza to jednak automatycznie, że w każdej placówce konieczna była ewakuacja. Takie decyzje są podejmowane osobno, po analizie sytuacji i po konsultacji z odpowiednimi służbami.
O tym, czy pacjenci, personel i osoby odwiedzające muszą opuścić budynek, każdorazowo decydują dyrekcje konkretnych placówek. Znaczenie ma m.in. treść zgłoszenia, aktualna sytuacja w szpitalu, liczba osób przebywających na miejscu oraz możliwość bezpiecznego przeprowadzenia ewakuacji.

Służby traktują tego typu informacje bardzo poważnie. Powód jest prosty: dopóki zagrożenie nie zostanie zweryfikowane, nie można zakładać, że alarm jest fałszywy. Jednocześnie policja od lat zwraca uwagę, że sprawcom takich zgłoszeń często zależy na wywołaniu chaosu, strachu i szerokiego rozgłosu.
Dlatego w podobnych przypadkach apeluje się do mediów i osób przekazujących informacje, by nie nagłaśniać szczegółów ponad to, co jest konieczne. Nadmierne rozpowszechnianie niesprawdzonych wiadomości może potęgować niepokój pacjentów, ich rodzin oraz mieszkańców miasta.
Fałszywy alarm bombowy. Co grozi za takie zgłoszenie?
Informacja o ewakuacji została przekazana ze względu na skalę działań oraz liczne pytania kierowane przez pacjentów i ich bliskich. W takich sytuacjach najważniejsze jest podawanie sprawdzonych komunikatów, które pozwalają ograniczyć panikę i wyjaśnić, co dzieje się na miejscu. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo oraz uspokojenie osób, które mogły usłyszeć o alarmie i obawiać się o swoich bliskich.
Podobne zgłoszenia bardzo często kończą się ustaleniem, że nie było realnego zagrożenia. Nie zmienia to jednak faktu, że każde takie zawiadomienie uruchamia kosztowne i angażujące działania służb. Na miejsce kierowani są strażacy, policjanci i inne jednostki, a placówki muszą zmieniać normalny tryb pracy.
W przypadku szpitala konsekwencje są szczególnie poważne. Ewakuacja oznacza konieczność zabezpieczenia pacjentów, czasowe zakłócenie pracy personelu i ogromne obciążenie organizacyjne. Nawet krótkotrwały alarm może przełożyć się na funkcjonowanie całej placówki.
Za wywołanie fałszywego alarmu grożą surowe konsekwencje. Osoba, która zawiadamia o nieistniejącym zagrożeniu, musi liczyć się z odpowiedzialnością karną. Przypomnijmy, że za takie działanie grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.