Elity napędzają populizm. Prof. Marcin Matczak o przyczynach nienawiści w polskiej polityce
Polska scena polityczna dawno przestała być przestrzenią merytorycznego sporu, zamieniając się w arenę bezwzględnej wojny. Pogarda wykształconych elit wobec zwykłych obywateli staje się najtańszym paliwem dla populizmu, a prawo – zamiast chronić ustrojowe fundamenty – służy jako partyjne narzędzie do niszczenia przeciwników. O przyczynach głębokiej polaryzacji społecznej i dewastacji instytucji państwowych opowiada prof. Marcin Matczak w wywiadzie przeprowadzonym przez Alberta Wójcika dla serwisu Goniec.pl.
Od różnicy poglądów do nienawiści
Współczesny dyskurs publiczny nad Wisłą znalazł się w punkcie krytycznym. Algorytmy mediów społecznościowych bezlitośnie spłycają wizerunek drugiego człowieka, zamykając obywateli w sztucznych bańkach i redukując ich do jednowymiarowych awatarów. Nakręcana przez polityków spirala strachu sprawia, że naturalne różnice światopoglądowe przeradzają się w lęk o własną egzystencję.
– Ludzie przestali sobie ufać. Przestają traktować drugą stronę po prostu jako przeciwnika, a zaczynają widzieć w niej śmiertelnego wroga – diagnozuje prof. Marcin Matczak.
W rozmowie z Gońcem prawnik przypomina również, że w codziennym życiu wciąż łączą nas role społeczne i pasje, o których zapominamy, gdy na pierwszy plan wysuwa się ślepe poparcie dla obozów Donalda Tuska czy Jarosława Kaczyńskiego.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA TUTAJ:
Grzech pychy napędza populizm
Zdaniem prawnika ważnym, choć wciąż zbyt rzadko podnoszonym czynnikiem radykalizującym nastroje społeczne, jest protekcjonalny stosunek środowisk wielkomiejskich do reszty kraju. Wyśmiewanie prostych, powszechnych zwyczajów – jak choćby majówkowe grillowanie – budzi naturalny opór i gniew polskiej prowincji.
Prof. Matczak wskazuje, że ta arogancja to wymarzony scenariusz dla populistów, przypominając lekcję z amerykańskich wyborów, kiedy to pogarda obozu Hillary Clinton utorowała drogę do prezydentury Donaldowi Trumpowi.
– Jeżeli ktoś się zastanawia, co zrobić, żeby obniżyć polaryzację, moja pierwsza rada brzmi: zastanów się, czy jako tak zwana elita nie dajesz powodu, by cię nienawidzono, wielokrotnie wyrażając pogardę dla zwyczajnego człowieka – radzi ekspert. – Zawsze przyjdzie polityk, który wmówi tłumom, że elitarne środowiska ich nienawidzą i zażąda władzy, by wreszcie zrobić z nimi porządek. To z kolei napędza kolejne ataki na demokrację, prawników czy lekarzy. Tak właśnie działa populizm – przestrzega.
Konstytucja otwartości w zderzeniu z ideologią
Kolejnym frontem tej samej wojny politycznej jest zjawisko instrumentalizacji prawa. Polska ustawa zasadnicza z 1997 roku była wyrazem potransformacyjnej tęsknoty za społeczną wolnością i integracją z cywilizacją Zachodu. Jej fundamenty w sposób bezdyskusyjny opierają się na wartościach progresywnych i proeuropejskich. Jak zauważa gość serwisu Goniec.pl, dla ugrupowań centrum i lewicy przestrzeganie tych norm jest całkowicie naturalne, podczas gdy dla rządu Zjednoczonej Prawicy przez lata stanowiło barierę ideologiczną.
– Organizacja polityczna Donalda Tuska nie musi instrumentalizować prawa, ponieważ liberalne i proeuropejskie wartości konstytucji są po prostu ich własnymi wartościami – tłumaczy prof. Matczak. – Problem ma Jarosław Kaczyński. To nie są jego wartości i dlatego chce je zmienić na bardziej konserwatywne i zamknięte. Właśnie dlatego prawa strona sceny politycznej musi naginać prawo, aby móc realizować swoje cele – dodaje stanowczo, obnażając kłamstwa o rzekomej niekompatybilności polskiej ustawy zasadniczej z prawem unijnym.
Prawo w roli kuchennego noża
Forsowanie wizji ustrojowej, która nie wpisywała się gładko w przepisy obecnej konstytucji, doprowadziło w Polsce do poważnej dewastacji trójpodziału władzy. Fundamentalne normy państwowe, zamiast gwarantować stabilność i sprawiedliwość, stały się w rękach polityków brutalnym orężem, służącym wyłącznie do realizacji partyjnych interesów i atakowania przeciwników.
– Prawo można porównać do noża kuchennego. Został stworzony do krojenia chleba, ale przecież można nim zabić. Mamy tu do czynienia z bezwzględnym użyciem instrumentu do zupełnie innego celu, niż ten, dla którego został pierwotnie zaprojektowany – podsumowuje smutno prawnik, wskazując na patologię, która toczy dziś polski system sprawiedliwości.
Źródło: Goniec