Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Ekspert ds. bezpieczeństwa: NATO wchodzi w najpoważniejszy kryzys od dekad
Wojciech Mulik
Wojciech Mulik 19.01.2026 15:22

Ekspert ds. bezpieczeństwa: NATO wchodzi w najpoważniejszy kryzys od dekad

Ekspert ds. bezpieczeństwa: NATO wchodzi w najpoważniejszy kryzys od dekad
Fot. Canva

Stany Zjednoczone redefiniują swoją rolę w świecie, Chiny grają na czas, a Rosja przestawia gospodarkę na tryb wojenny. Nawet ewentualny rozejm na Ukrainie nie oznacza końca zagrożenia dla Europy. O tym, dlaczego dotychczasowy model bezpieczeństwa się wyczerpuje, jak zmienia się strategia Waszyngtonu i czy Europa musi zacząć poważnie myśleć o własnej broni jądrowej, mówi Marek Stefan, ekspert ds. geopolityki Strategy&Future.

„Uderz, odskocz, ogłoś zwycięstwo”

Zdaniem Marka Stefana polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa oznacza odejście od logiki długotrwałego zaangażowania militarnego. Choć media regularnie informują o napięciach wokół Iranu, Wenezueli czy Bliskiego Wschodu, nie są to działania porównywalne z wojnami z początku XXI wieku.

Donald Trump prowadzi taką taktykę, którą można streścić hasłem: uderz, odskocz i ogłoś zwycięstwo. Cokolwiek robi, bardzo szybko buduje wokół tego narrację sukcesu, nawet jeśli obiektywnie nim nie jest – tłumaczy Gońcowi Stefan.

Amerykańskie operacje są krótkie, punktowe i medialne. Mają pokazać siłę wobec słabszych przeciwników, a jednocześnie nie prowokować otwartej konfrontacji z innymi mocarstwami atomowymi.

To polityka bycia silnym wobec słabych i słabym wobec silnych – podsumowuje ekspert.

Ten model wywodzi się z doświadczeń „wojny z terrorem”: opiera się na przewadze wywiadowczej, siłach specjalnych i precyzyjnych uderzeniach. Jak jednak zauważa Stefan, jest to strategia całkowicie nieadekwatna wobec potencjalnej wojny z Chinami czy Rosją.

To jest wojna przeszłości. Konfrontacja z Chinami czy Rosją wyglądałaby zupełnie inaczej: drony, zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej i perspektywa długotrwałego konfliktu, wymagającego potężnych zdolności przemysłowych, których USA dziś po prostu nie mają.

Imperium, które przestało się opłacać

Zmiana amerykańskiej strategii nie jest – jak podkreśla Stefan – wyrazem nagłego izolacjonizmu, lecz konsekwencją rachunku zysków i strat. Przez dekady obecność USA w Eurazji była fundamentem globalnego porządku.

To nie była żadna organizacja charytatywna. Amerykanie zbudowali światowe imperium, które realizowało ich interesy. Zaangażowanie w Europie i Azji wynikało z bardzo konkretnie zdefiniowanych potrzeb bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych – mówi w rozmowie z Gońcem.

Z czasem jednak ten model zaczął podkopywać wewnętrzną stabilność USA.

Imperium zaczęło pracować głównie na dobrobyt wąskiej grupy – tej symbolizowanej przez Wall Street i Dolinę Krzemową – zamiast całego społeczeństwa.

Zmęczenie rolą „światowego policjanta” przekłada się dziś na coraz mniejszą gotowość do ponoszenia kosztów obrony sojuszników. To właśnie ten proces – a nie osobowość Trumpa – jest, zdaniem Stefana, prawdziwym źródłem kryzysu transatlantyckiego.

Chiny grają na czas

Na drugim biegunie globalnej rywalizacji są Chiny. Pekin, w przeciwieństwie do Waszyngtonu, unika gwałtownych ruchów.

Chiny dopiero wkraczają na ścieżkę bycia globalnym mocarstwem. One wciąż uczą się z podręcznika, jak demonstrować siłę na skalę światową – zauważa Stefan.

Państwo Środka potrzebuje czasu: na modernizację armii, transformację energetyczną i uniezależnienie się od morskich szlaków handlowych, które dziś łatwo zablokować.

Chińczycy będą odwlekać konfrontację. Rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi nie zakończy się szybko i z pewnością wykroczy poza jedną kadencję Trumpa.

Demonstracje siły USA w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza w Wenezueli, należy więc czytać jako element gry przed negocjacjami z Pekinem – próbę wypchnięcia Chin z obszaru uznawanego przez Waszyngton za własną strefę wpływów.

Europa i tabu atomu

Najbardziej niepokojące konsekwencje globalnych przetasowań dotyczą Europy. Jeśli USA ograniczą swoje zaangażowanie militarne na kontynencie, dotychczasowe gwarancje bezpieczeństwa mogą okazać się niewystarczające.

Elity rządzące w Europie są dziećmi końca historii. Ich kariery polityczne rozwijały się w zupełnie innych realiach geopolitycznych – ocenia Stefan.

W efekcie europejska debata o bezpieczeństwie często grzęźnie w emocjach, zamiast opierać się na chłodnej analizie. Dotyczy to zwłaszcza broni nuklearnej.

Czas przestać traktować ten temat jak tabu. Nie żyjemy już w takich czasach. Społeczeństwo zasługuje na poważną dyskusję o zdolnościach, które decydują o podmiotowości i niepodległości państwa – przekonuje ekspert.

Jako kontrast Stefan wskazuje Koreę Południową.

Koreańczycy bardzo konsekwentnie tworzą sobie grunt pod decyzję atomową. Gdy nadejdzie moment, będą przygotowani. Europejczycy są na zupełnie innym etapie tej rozmowy.

Wspólny europejski parasol nuklearny wydaje się mało realny. Różnice w percepcji zagrożeń między Portugalią, Irlandią a Polską czy krajami bałtyckimi są zbyt duże. Bardziej prawdopodobne są regionalne koalicje lub narodowe programy odstraszania.

Rosja po wojnie nie zniknie

Równie złudne – zdaniem Stefana – są nadzieje, że zakończenie wojny w Ukrainie przyniesie trwałą stabilizację.

– Rosja weszła w tryby gospodarki wojennej i bardzo trudno będzie jej wrócić do funkcjonowania w warunkach pokoju – ostrzega.

Demobilizacja armii i wygaszenie produkcji zbrojeniowej mogłyby zagrozić stabilności reżimu. Historia pokazuje, że autorytarne państwa w takich sytuacjach szukają kolejnych konfliktów.

– Mamy wiele przykładów państw, które po wejściu na ścieżkę wojenną potrzebowały następnych wojen, by zachować spójność reżimu – mówi Stefan, przywołując Napoleona czy Saddama Husajna.

Celem Moskwy pozostaje wypchnięcie USA z Europy i stworzenie próżni bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rosji zależy na rozmontowaniu natowskiej infrastruktury i wyparciu Amerykanów z naszego regionu, by móc go infiltrować politycznie i militarnie.

Dlatego – nawet po rozejmie – Polska musi liczyć się z presją hybrydową, cyberatakami i prowokacjami.

NATO na rozdrożu

W tej nowej rzeczywistości przyszłość NATO przestaje być oczywista. Stefan nie wyklucza scenariuszy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niewyobrażalne.

Gdyby Donald Trump zdecydował się na zbrojne uderzenie w Grenlandię, oznaczałoby to koniec NATO – mówi wprost.

W miejsce dotychczasowych struktur mogą pojawić się luźniejsze, regionalne sojusze.

Na świecie będziemy obserwować powstawanie koalicji chętnych – odpowiedzi na niepewną postawę Stanów Zjednoczonych.

To, czy Europa poradzi sobie w tej nowej epoce, zależy od jednego: czy zdoła porzucić mentalność pokoju i zbudować realne zdolności odstraszania. Być może także takie, które dziś wciąż budzą lęk – i polityczne tabu.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Komisja Europejska, Karol Nawrocki
Bruksela pozywa Polskę do TSUE i wnosi o kary. To pokłosie decyzji Nawrockiego
dr Milczanowski, Trump
To weteran z Iraku uważa o Trumpie. Padły mocne słowa
Donald Trump
Ekspert ostrzega: "Trump zrywa maskę. Ameryka wraca do polityki siły"
USA kontra Iran? Kulisy napięcia, które może zmienić układ sił na Bliskim Wschodzie
Niespodziewany zwrot ws. ataku na Iran. Ujawniono dalsze plany Trumpa
Grenlandia, flaga USA
Scenariusz przejęcia Grenlandii przez USA budzi pytania o bezpieczeństwo Europy
płyta indukcyjna
[QUIZ] Ile naprawdę wiesz o swoich rachunkach za prąd? Możesz się zdziwić