Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Technologia > "Dziewczyny z Vinted". Jak platforma do sprzedawania ubrań stała się narzędziem do wykorzystywania kobiet?
Nadia Reguła
Nadia Reguła 25.08.2025 15:36

"Dziewczyny z Vinted". Jak platforma do sprzedawania ubrań stała się narzędziem do wykorzystywania kobiet?

"Dziewczyny z Vinted". Jak platforma do sprzedawania ubrań stała się narzędziem do wykorzystywania kobiet?
Fot. Goniec.pl, Pixabay

Wystawiła ubrania na sprzedaż, a jej zdjęcia trafiły na stronę dla dorosłych. Ponad 2000 użytkowników Telegramu systematycznie upubliczniało zdjęcia kobiet na grupie "Dziewczyny z Vinted", seksualizując ich wizerunek. Platformy przerzucają odpowiedzialność na ofiary, które nie mogą się bronić z powodu "luki prawnej" i mierzą się z konsekwencjami na całe życie.

Sprzedaż odzieży używanej i "Dziewczyny z Vinted"

W świetle nowych przepisów unijnych nakazujących selektywną zbiórkę odpadów tekstylnych, aby uniknąć uciążliwej wizyty w Punkcie Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK) mieszkańcy poszukują alternatywnych form pozbycia się ubrań. Jedną z nich jest sprzedaż - w ten sposób można nie tylko pozbyć się ubrań, ale także otrzymać zwrot części pieniędzy wydanych na ich zakup. W ciągu ostatnich lat gwałtownie wzrosła popularność stron internetowych umożliwiających sprzedaż oraz zakup używanej odzieży, a najpopularniejszą platformą stała się aplikacja Vinted.

ZOBACZ TAKŻE: Cała Polska w (P)SZOKU. Przez nowe przepisy segregacji tekstyliów trudniej być eko

Proces sprzedaży na Vinted zaczyna się od darmowego wystawienia przedmiotu ze zdjęciami i opisem. Po zakupie, pieniądze klienta trafiają do depozytu Vinted, a sprzedający ma 5 dni na wysłanie paczki z wygenerowaną przez system etykietą. Widoczne dla kupującego dane sprzedawcy zależą od wybranej metody wysyłki. Przy zamówieniu kuriera z odbiorem z domu, na etykiecie może widnieć pełen adres sprzedawcy. Z kolei przy nadaniu paczki w punkcie odbioru, kupujący zazwyczaj widzi tylko imię lub nick oraz numer telefonu sprzedającego, natomiast pełne dane i tak znajdują się w systemie przewoźnika. Pieniądze trafiają do Portfela Vinted sprzedającego dopiero po potwierdzeniu przez kupującego, że otrzymał paczkę i wszystko jest w porządku. Vinted stanowczo zaleca, by cała komunikacja i płatności odbywały się wyłącznie za pośrednictwem ich platformy.

Kanał "Dziewczyny z Vinted" (ang. Girls of Vinted) został uruchomiony w czerwcu 2024 roku na komunikatorze Telegram. Przed zamknięciem grupy na początku 2025 roku, zgromadziła ona ponad 2000 użytkowników. Założycielką i administratorką kanału była osoba lub grupa działająca pod fałszywą tożsamością "Sary" - 29-letniej kobiety z Mediolanu. Wybór żeńskiej tożsamości był prawdopodobnie celowym zabiegiem socjotechnicznym, mającym na celu uśpienie czujności, stworzenie pozorów legalności lub uniknięcie natychmiastowej krytyki. Co istotne, członkowie grupy byli w przeważającej mierze mężczyznami.

W październiku 2024 roku brytyjska stacja telewizyjna Channel 4 ujawniła istnienie strony internetowej o nazwie "Vinted Sluts", do złudzenia przypominającej grupę "Sary". W ślad za brytyjskimi mediami, niemieccy dziennikarze z publicznych stacji radiowo-telewizyjnych NDR i WDR oraz renomowanej gazety Süddeutsche Zeitung połączyli siły, aby zbadać istnienie grupy "Dziewczyny z Vinted". W kwietniu tego roku światło dzienne ujrzały wyniki ich pracy.

Sprawcy i ich ofiary

Członkowie grupy "Dziewczyny z Vinted" po pierwsze systematycznie przeglądali platformę, wyszukując ogłoszenia, w których kobiety prezentowały ubrania na sobie. Następnie zapisywali te zdjęcia i publikowali je na kanale. Po drugie, i co najważniejsze, obok zdjęć zamieszczano bezpośrednie linki do profili Vinted, z których pochodziły fotografie. Ten krok był kluczowy, ponieważ deanonimizował ofiary, łącząc ich wizerunek z konkretnym kontem w serwisie. Po trzecie, w niektórych przypadkach udostępniano również dane osobowe, w tym adresy zamieszkania.

Mechanizm działania sprawców był niepokojąco prosty i opierał się na tzw. scrapingu - systematycznym gromadzeniu publicznie dostępnych informacji, które użytkowniczki same zamieszczały w serwisie. Dane kobiet mogły być pozyskiwane przez zakup jakiegoś ubrania, od przewoźników lub za pomocą ataków hakerskich oraz stosowania metod inżynierii społecznej (nazywanej też socjotechniką) - technik manipulacji psychologicznej, których celem jest nakłonienie człowieka do wykonania określonych, najczęściej szkodliwych dla niego działań oraz do dobrowolnego ujawnienia poufnych informacji.

Na kanale "Dziewczyny z Vinted" udostępniono ponad 1000 zdjęć kobiet, pobranych bez ich zgody z ogłoszeń na Vinted. Fotografie były wyjęte z kontekstu sprzedaży i prezentowane na tle seksualnym, opatrzone wulgarnymi, mizoginistycznymi komentarzami i sugestywnymi emotikonami. Ofiary pochodziły z różnych krajów Europy, w tym z Niemiec, Włoch, Francji i Austrii. Geograficzny rozkład ofiar odzwierciedlał międzynarodowy zasięg platformy Vinted i dowodził, że żadna użytkowniczka, niezależnie od lokalizacji, nie mogła czuć się w pełni bezpieczna.

Jedna z ofiar, Mina, opisała to zjawisko w następujący sposób:

Nie wiedziałam o kanale na Telegramie. Ale zauważyłam, że nagle dostaję o wiele więcej nieprzyjemnych wiadomości. Było ich tak wiele, że trudno mi było znaleźć prawdziwych nabywców. [...] Zostałam opublikowana na stronie dla dorosłych - bez mojej wiedzy

Analiza ujawniła, że za działaniami "Sary" krył się również motyw finansowy. Administratorka reklamowała na kanale usługi seksualne w zamian za wirtualną walutę w aplikacji Telegram. Co więcej, gdy dziennikarze prowadzący śledztwo próbowali się z nią skontaktować, spotykali się z automatycznymi odpowiedziami i żądaniami zapłaty za możliwość prowadzenia rozmowy, gdzie koszt pojedynczej wiadomości mógł sięgać nawet 113,99 euro. Kanał był zorganizowanym przedsięwzięciem komercyjnym, zbudowanym na fundamencie bezprawnego wykorzystywania wizerunku kobiet.

Bezkarność w sieci

Platforma Vinted w swoich komunikatach prasowych podkreślała, że stosuje "politykę zerowej tolerancji" dla niechcianej komunikacji o charakterze seksualnym. Firma wskazywała na istniejące narzędzia do zgłaszania nadużyć oraz na swoje standardy społeczności, które odradzają użytkownikom publikowanie zdjęć z widoczną twarzą.

Nie. Rozwiązaniem nie jest to, żebyśmy my, kobiety, mniej publikowały - napisała Mina w swoim poście. - To jest obwinianie ofiary (ang. victim blaming). Potrzebujemy lepszej ochrony dla kobiet w internecie. Potrzebujemy odpowiedzialności ze strony platform i społeczeństwa.

Mimo że ofiary zgłaszają obraźliwe konta na Vinted, a platforma je blokuje, działania te okazują się nieskuteczne, gdyż w miejsce usuniętych profili natychmiast pojawiają się nowe, kontynuujące ataki. W przypadku zdjęć skradzionych i opublikowanych na platformach zewnętrznych, Vinted odsyła ofiary do bezpośredniego kontaktu z administratorami tamtych serwisów, przerzucając na nie odpowiedzialność za usunięcie treści. Jest to podejście reaktywne i obciążające ofiary w całości ciężarem walki o swoje prawa.

Telegram usunął kanał po zgłoszeniach, a także zablokował konto administratorki. Działanie to, choć pożądane, nie rozwiązuje fundamentalnego problemu. Poprzez brak oficjalnej siedziby w Unii Europejskiej, serwisy takie jak Telegram wykorzystują "lukę prawną". Utrudnia to skuteczne egzekwowanie europejskich regulacji, takich jak Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), i pozwala tym platformom unikać odpowiedzialności za treści publikowane przez ich użytkowników. Podjęcie kroków prawnych jest więc niemal niemożliwe.

Obecnie szukam pracy - dodaje Mina ze łzami w oczach. - A gdy ktoś wpisuje moją nazwę użytkownika w wyszukiwarkę, pojawiają się tysiące moich zdjęć na stronach dla dorosłych.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News