Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Daniel Arciszewski
Daniel Arciszewski 15.04.2026 10:00

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Fot.Goniec.pl, liceum.salez-wroc.pl

18 sierpnia o siódmej rano pięciu funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji wchodzi do domu zakonnego przy ul. Prusa 4 w Lubinie. Są spóźnieni 66 dni, 4 godziny i 30 minut. W pokoju dyrektora salezjańskiej podstawówki nie ma już dziewczynki przekazywanej na seks w szokującym przestępczym procederze.

Część 3. cyklu "Co się stało z dziewczynką z Domu

Zakonnego w Lubinie. Został po niej tylko głos na nagraniu".

KLIKNIJ TUTAJ by przejść

do części 1. 
 

Na miejscu był Grzegorz O., ale nie zamierzał współpracować. Zdejmował nośniki z mebli i chował je po kieszeniach. Laptopa ze śladami dziewczynki przykrywał prześcieradłem. 

"Pytaliśmy, dlaczego ukrył laptopa, na co ten nie odpowiedział. Był bardzo zdenerwowany, chodził po mieszkaniu i musieliśmy mu zwracać uwagę", zezna posterunkowy wyliczający przedmioty chowane przez księdza. 

Wszystkie z drastyczną przemocą seksualną wobec dzieci.

Dom Zakonny.png
Dom Zakonny Towarzystwa Salezjańskiego w Lubinie, luty 2026, źródło: Goniec.pl

Brudy zostają w zakonie

Przeszukanie pokoju i białego fiata tipo trwało 40 minut. Zatrzymano dwa smartfony (Samsunga i Huawei), laptopa Acer, dysk zewnętrzny Western Digital, pendrive'a z napisem "Lubin.pl" oraz dysk twardy Seagate o pojemności 1TB (nigdy się nie dowiemy, co ksiądz na nim trzymał; biegły nie odczyta jego zawartości, gdyż zarówno elektronikę dysku, jak i powierzchnię magazynującą dane, zniszczono w sposób nie zostawiający  śladów na obudowie).

Następnie księdza przewieziono do szkoły. Z komputera w gabinecie dyrektora wyjęto napęd HDD i zabrano mu trzy pendrive’y, dysk USB i tablet. Z prawnego punktu widzenia, wszystkie nośniki zatrzymane w szkole okażą się "czyste". 

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Samochód w którym poszukiwano nośników z wykorzystywaniem seksualnym dzieci widziany na parafii  św. Jana Sarkandra w Lubinie, wrzesień 2023

(kolejny) Protokół po lubińsku

Nie wiadomo, czy nośników mogących pomóc w odnalezieniu dziewczynki szukano z taką starannością, z jaką sporządzono protokół przeszukania w domu zakonnym.

Prowadząca czynności z księdzem chowającym kolejne dowody przestępstw, uznała że „nie wystąpiły utrudnienia podczas przeszukania", a tak sporządzony dokument podpisali wszyscy jego uczestnicy, w tym policjant prowadzący dochodzenie, oficer w stopniu komisarza oraz posterunkowy, którego zeznania przytoczyliśmy wcześniej.

Przez niewłaściwie wypełniony protokół, posterunkowy musiał zeznawać już następnego dnia. Właśnie „utrudnianie czynności przeszukania" miały stanowić drugi argument organów wnoszących o trzymiesięczny areszt dla księdza.

Pierwszym argumentem były treści znalezione w domu zakonnym.

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Grzegorz O. jako dyrektor salezjańskiej szkoły podstawowej w Lubinie/Facebook

O 8.25 Grzegorz O. jest już na komendzie przy Traugutta i wydaje dostęp do ujawnionej na laptopie poczty WP. 

Jeszcze nie wiedział, że zabezpieczana poczta nigdy nie zostanie użyta. A jeśli bardziej go martwiła zawartość aplikacji Skype, to też niepotrzebnie - dowodu z dziewczynką również nie użyją. A to właśnie tam odnajdą wiadomości potwierdzające jej istnienie…

Spowiedź świętokradzka

Wpierw przesłuchują go w charakterze świadka - świadek nie może kłamać, bo zamiast pokuty, spotka go kara. Tak jak na spowiedzi. Pierwsze zdanie wpisane do protokołu wygląda więc tak:

"Czy świadek posiada jakiekolwiek treści z pornografią dziecięcą? - Nie. (Po dopytaniu o posiadane uprawnienia) Odmawiam odpowiedzi na to pytanie".

Przesłuchanie prowadzi mł. asp. M.K. Towarzyszy mu młodziutki posterunkowy, który następnego dnia sam będzie zeznawał o utrudnianiu kipiszu w domu zakonnym. 

Na księdza nie działa młodość policjanta. Idzie w zaparte. Świadek nagrany m.in. na udostępnianiu dziecka do seksu przez komputer, będzie twierdził, że z nikim nigdy nie sekstingował a już na pewno z nikim nie był w związku. 

Dlaczego kłamał w sprawie laptopa chowanego pod pościelą? "Jakoś samo tak wyszło" - zwodzi, by za chwilę już ordynarnie skłamać, że nie trzyma na nim treści z pornografią.

Zresztą to nie będzie miało znaczenia, bo z jego laptopa i tak korzystali wszyscy: - Jak ja biorę laptopa do szkoły, to różne osoby go użytkują na przykład animator, ale nie chcę podawać jego danych.

Policja nigdy nie wróci do wątku tajemniczego animatora. Nie będzie on jednym z trzech przesłuchanych do sprawy świadków. To kolejny poważny błąd. Jak odkryje biegły, materiały sugerujące torturowanie dzieci Grzegorz O. trzymał na pulpicie. 

Parafia, 14/08/2022

Zatrzymajmy się przy laptopie, który wzbudził takie zainteresowanie policji.

To na nim zapisano najnowszy nieusunięty "materiał pornograficzny z udziałem dzieci", który może być jednocześnie tropem prowadzącym do dziewczynki z nagrania.

Film nagrano w pomieszczeniu wyglądającym na typowy dom parafialny. 

Na tapczanie wykorzystywana seksualnie dziewczynka. Nad nią dawnego typu szafa, kapy liturgiczne, obszyte koronką komże. Na ścianach ikony, krzyże i portret - na wydruku niezbyt wyraźny, ale zapewne to Jezus Chrystus. 

Oprawca jest tak bezczelny, że nie kryje nawet twarzy. Wręcz przeciwnie. Na koniec obiektyw skieruje wprost na siebie, jakby się chciał pochwalić czy złożyć podziękowania. 

Nie jest to Grzegorz O., ale to niczego nie wyklucza. Nagraną w domu zakonnym dziewczynkę ksiądz mógł dawać w ofierze, na co dowody jego współbrat podsłuchał dwukrotnie.

Filmik "z parafii" i z dziewczynką pasującą do nagrań z zawiadomienia, zapisano 14 sierpnia 2022 r. 

Nakaz przeszukania czekał na realizację już dziesiątą dobę.

(Materiały z krzywdzeniem dzieci opisujemy jak widniały na wydrukach z opinii biegłego z dnia 19 sierpnia i 14 września 2022 r. oraz jak je opisano w oględzinach z 28 grudnia 2022 r.; organy nigdy nie zarejestrują istnienia filmiku z "parafii" i reszty plików mogących wiązać się osobą Grzegorza O.; dzieje się tak, choć w oględzinach zwrócono uwagę np. na "wygląd sugerujący pochodzenie indochińskie dużej ilości małoletnich poniżej 15 roku życia" w innym materiale z archiwum księdza.)

Skype Grzegorza O., czyli drugi ślad dziewczynki

Pełna powaga sytuacji musiała runąć na Grzegorza O. w momencie gdy pada pytanie: "Dlaczego na laptopie Acer po zalogowaniu się na Skype pojawia się konto o nazwie N. (imię dziewczynki z nagrań - red.)"?

Grzegorz O. może szukał, ale nie znalazł wiarygodnej wymówki: - "Kiedyś tak napisałem bardzo dawno temu i nie zmieniałem i tak zostało". 

Dodał, że to on pisał pod imieniem dziewczynki, a zresztą już dawno nie korzystał ze Skype'a. 

I to też będzie kłamstwo. 

Pokój zwierzeń

Spowiedzi przysłuchują się gapie. Gdy pada imię dziewczynki, ksiądz chyba wpada w panikę i prosi o przejście do miejsca "niedostępnego dla osób postronnych". 

10 minut później, dwaj policjanci i świadek siedzą już w sali 107, gdzie ksiądz zaczyna pękać na dobre. 

Grzegorz O.: - Ja chcę zmienić odpowiedź na pierwsze pytanie. Tak posiadam 20-30 krótkich filmików na zabezpieczonym nośniku pamięci, to jest twardy dysk zatrzymany u mnie w mieszkaniu. Chcę zaznaczyć, że nie wysyłałem ich nikomu.

Odnotujmy. Grzegorz O. przyznaje się do posiadania "dziecięcej pornografii" w momencie, gdy policja dopytuje o prawdziwe dziecko. 

A jako miejsce przechowywania tych treści, wskazuje dysk, który zniszczono doszczętnie przed wejściem policji. 

Nigdy nie rozmawiaj z policją bez adwokata (chyba że jesteś księdzem na eksponowanym stanowisku)

Ale policja nie wie jeszcze o zniszczonym dysku. Do tej pory wszystko idzie znakomicie. Aspirant K. ma coraz mniej umiejętnie broniącego się księdza na widelcu. Duchowny nie prosi o adwokata. Nawet gdy padło imię jego ofiary z nagrania w domu zakonnym. 

Odnalezienie dziewczynki wydaje się już kwestią minut.

Niestety. Do przełomu nie dochodzi. Prowadzący czynność M.K. (albo ktoś wyższy stopniem, niewpisany do protokołu) decyduje się spełnić rolę nieobecnego adwokata i kończyć przesłuchanie.

Policja zadowala się postawieniem zarzutów z dekretacji prokuratora - art. 202 par. 4a kk - posiadanie "treści pornograficznych z udziałem małoletniego" - zarzut bez ofiar, z najniższą pokutą i który już nigdy się nie zmieni. 

Przed oddaniem sznurówek, Grzegorz O. przysięga, że nigdy nie uprawiał seksu z dziećmi. Prowadził rozmowy erotyczne na Czaterii, do której  "dzieci nie mają dostępu".

A w sali bez prześcieradeł mógł czuć ulgę, że przestali go pytać o dziewczynkę nagraną 13 czerwca w jego pokoju. 

Minęły trzy godziny od chwili wejścia na parafię.

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Zatrzymany na lubińskiej komendzie ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

Przerwa w czynnościach

Nie wiemy, co robią policjanci i prokuratorzy w ciągu pięciu godzin między oficjalnym zatrzymaniem Grzegorza O. a jego kolejnym przesłuchaniem.

Jedne z najbardziej drastycznych materiałów - z gwałtem na kilkuletniej dziewczynce - organy miały pod ręką. Odnaleziono je na telefonie Huawei. 

Na Samsungu do odnalezienia były intymne zdjęcia z przestępstw seksualnych dokonywanych na innej dziewczynce, bliższej wiekiem do ofiary z parafii - możliwy trzeci ślad dziewczynki. 

NN Skype

Ale to filmik z parafii zapisany 4 dni przed zatrzymaniem oraz profil dziewczynki na Skype, wydawały się największymi problemami Grzegorza O. 

Czat zawierał pedofilskie rozmowy z okresu maj-sierpień 2022 r. prowadzone z co najmniej ośmioma użytkownikami. Wśród nich - brutalne i degradujące seks-rozmowy oraz liczne wiadomości dotyczące spotkań z dziećmi w "realu". 

Raz z profilu pisało dziecko, innym razem opiekun-pedofil, dokładnie jak na nagraniach z dziewczynką w domu zakonnym. 

Przyjaciel z Windowsa

Relacja z jednym użytkownikiem Skype wygląda na szczególnie zażyłą i nieprzypadkową. Taką, w której nie pierwszy raz ogarnia się wspólne tematy od opiekunów dysponujących małymi dziećmi. 

To tej osobie wysyłano szczegółowe opisy okrucieństw zadawanych dziewczynce, łącznie z nieświadomym podawaniem jej narkotyków. 

To ta osoba, co wynikało z kontekstu rozmów, mogła dostawać intymne zdjęcia dziewczynki oraz łączyć się z dzieckiem i księdzem w pedofilskim trójkącie.

Nie wiadomo, czy to ten "NN użytkownik" był "wujkiem" nagranym 13 czerwca na parafii oraz "pewniakiem" vel "sprawdzonym kolegą", o którym Grzegorz O. wspominał w rozmowie z 20 czerwca.

(M3):  Mhm... Powiedz mi, a komuś jeszcze ją (molestowaną dziewczynkę - red.) w ogóle dawałeś, czy jeszcze nie?

(M2):  Mam kolegę jednego.

(M3):  Mhm...

(M2):  Ale sprawdzony. Pewniak. 

Niestety, policja nigdy nie spisała tego fragmentu nagrania, tak jak nigdy nie wniosła do Microsoftu o przekazanie wszelkich możliwych danych na temat rozmówców Grzegorza O. - szczególnie "NN użytkownika", z którym omawiano spotkanie z "mamuśką z Gdańska" i któremu mówiono, że "obcą to by ruchał na chama".

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Od lipca do grudnia 2022 r. polskie służby złożyły 174 wnioski o udostępnienie danych użytkowników Microsoft. Nie było wśród nich próby ustalenia rozmówców Grzegorza O. na Skype

Pedofilów z którymi ksiądz był w kontakcie, mogło być znacznie więcej. 

Z rozmów na Skype wynika, że podstawową aplikacją pedofilską zatrzymanego i jego kumpli był Wickr - aplikacja Amazona, która w przeciwieństwie do Skype'a, domyślnie szyfruje rozmowy.

Wątek bezpieczniejszego komunikatora potwierdzają fragmenty rozmowy z 20 czerwca, których nie odsłuchał aspirant M.K., a w których Wickr i problemy z jego używaniem, był jednym z tematów rozmowy. Prowadzonej oczywiście na Wickr.

(M2): No ok. Wyślę ci inne. (*dźwięk kliknięcia przycisku myszy na touchpadzie*) Wysłałem ci.

(M3): Nie musi być z twarzą.

(M2): Nie mam bez twarzy. Jak się robi takie zdjęcie, to trudno bez twarzy.

(M3): Mhm, fajne.

(M2): Doszło? 

(M3): No... Net bardzo muli. Będzie się ładowało. Zastanawiam się dlaczego na Wickr są takie wielkie pojemności na zdjęcia.

(M2): Idą filmy, idą. Kiedyś koleś wysłał mi film i normalnie mi 

         przeszło.


Z Wickr mieli też korzystać pedofile udostępniający rozmówcom swoje dzieci.

(M2): No... a to o której żeście się ustawili?

(M3): Wiesz co? Koło południa mamy się zdzwonić.

(M2): Dał numer?

(M3): Nie, przez Wickra.

(M2): Aaa...

(M3): Chociaż jest sprawdzony i tak dalej, to póki nie zobaczę, się

          nie przekonam, to nikomu nie daję...  Tego ziomeczka

          (któremu Grzegorz O. miał przekazywać dziewczynkę)

           jakoś liczysz? Jak to wygląda?

(M2):  Ale co liczę?

(M3):  No byłeś zdziwiony, że (samotny ojciec z Chorzowa) za 

          darmo daje (dzieci do seksu)...

(M2):  Nie... daję kasę, kieszonkowe, wiadomo.

Szyfrowanie na Wickr uniemożliwia przekazanie treści rozmów organom ścigania. Ale Amazon wydaje metadane, a to już coś, na czym mogliby pracować śledczy poszukujący dziewczynki, jej wujka oraz licznych „tatusiów" i „mamusiek" o których pisał Grzegorz O.

Niestety. Legniccy biegli i lubińska policja nie znajdą żadnych zachowanych śladów po Wickr - ani na komputerze, ani na dwóch telefonach księdza. 

Dziwne tym bardziej, że odszukali np. szyfrowany komunikator Signal czy aplikację Grindr, na której ksiądz prowadził pedofilskie rozmowy z użytkownikiem "Fajny z Rocznym Synkiem". 

Więc albo Wickra przeoczono, albo podzielił on los usuniętego monitoringu z nocy, gdy na parafii nagrano dziewczynkę i danych ze zniszczonego przed przeszukaniem dysku twardego Seagate. 

Z Lubina do Waszyngtonu

Prokuratura Okręgowa w Legnicy informuje nas, że o dowód do Microsoftu z siedzibą w amerykańskim stanie Waszyngton w końcu wystąpiono. 

Ale zrobiono to dopiero po wniesieniu aktu oskarżenia o "dziecięcą pornografię" w styczniu 2023 r.

Co z tego wynikło? Tego nadzorująca Lubin prokuratura już nie mówi. Po więcej informacji kieruje nas do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, która z kolei odmówiła nam wglądu do akt swojego umorzonego postępowania.

Wiemy tylko, że dziewczynki nagranej w domu zakonnym nigdy nie odnaleziono i że ani Grzegorzowi O. ani nikomu innemu nie postawiono żadnych zarzutów w związku z pedofilskimi rozmowami nagranymi w Domu Zakonnym Towarzystwa Salezjańskiego w Lubinie.

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
W pierwszej połowie zeszłego roku, na 331 wniosków polskich organów ścigania, 224 nie spełniało wymogów prawno-formalnych Microsoftu. Programów codziennego użytku milionów Polaków jak MS Windows, Office 365 czy Xbox

Piekło dzieci 120GB

Przed kolejnym przesłuchaniem księdza, śledczy mogli odkryć piekło dzieci na dysku Western Digital 120GB. 

„Ilość, treść i drastyczność filmów przedstawiająca gwałt na małoletnich oraz różne nazewnictwo plików, uniemożliwiają ich policzenie. Wśród filmów o charakterze pedofilskim znajdują się również zdjęcia o charakterze pedofilskim, a także zwykłe zdjęcia przedstawiające dzieci podczas np. wycieczek szkolnych oraz zajęć pozalekcyjnych", czytamy w protokole oględzin danych.

To na dysku WD odnaleziono plik "SSz(2)", który na wydrukach z opinii biegłego wygląda jak gwałt na dziewczynce w wieku ofiary nagranej przy księdzu.

Nazwa też kojarzy się z Grzegorzem O. W "Salezjańskich Szkołach" był wieloletnim nauczycielem i dyrektorem. 

Mężczyzna z pliku "SSz" nie miał tuszy Grzegorza O., lecz wiemy już, że ksiądz dziewczynką mógł handlować. Tak wynikało z nagrań Karola K. 

Na dysku WD zabezpieczono też filmik z kilkulatkiem zapisany w formacie "video_rrrr-mm-dd-gg_mm-ss.mp4". Tak nagrywają Samsungi. Telefon tej marki zabrano Grzegorzowi O. 

Wydruki dwóch powyższych plików policja dostanie następnego dnia.

Zdjęciem z wycieczki nie był też plik "EtPa1h8m", gdzie zamaskowany mężczyzna o większej tuszy (a Grzegorz O. był sytym księdzem), dokonuje gwałtu na zamaskowanej dziewczynce - również w wieku pasującym do dziewczynki z domu zakonnego.

Zdjęciami z zajęć nie były też filmy z „gwałconymi, krzyczącymi z bólu dziećmi", z których przynajmniej część opisano polskimi imionami.

I w końcu - to na tym dysku odnaleziono intymne zdjęcia nazwane imieniem dziewczynki z domu zakonnego i Skype'a, opatrzone wulgarnymi określeniami intymnych części ciała. 

Zdjęcia o imieniu dziewczynki były trzymane też na komputerze, lecz przed przeszukaniem zostały usunięte. 

Tak jak plik "SSz(2)".

Jak ocalić cierpiących na nośnikach

Cokolwiek policja i prokuratura robiły przed kolejnym przesłuchaniem Grzegorza O., nie miało żadnego związku z udostępnieniem zabezpieczonych przy nim plików do baz NASK, Interpolu czy innych bibliotek gromadzących "materiały przedstawiające wykorzystywanie seksualne dzieci" (ang. CSAM).  

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Do czerwca 2024 r. baza ICSE pomogła zidentyfikować 42 tys. dzieci z materiałów pedofilskich oraz przeszło 18 tys. oprawców. W Lubinie nikt nie przekaże demonicznego archiwum księdza profesjonalistom

Takie bazy powstały z myślą o jednym - aby identyfikować i ratować dzieci uwiecznione w pedofilskich materiałach rozpowszechnianych w sieci. 

Dzieci, których wizerunki zabezpieczono na nośnikach pedofilów i do których (nigdy nie wyjaśnionym sposobem) dotarł także salezjanin z Lubina mogą wciąż być więzione przez swoich oprawców. Bazy dają szansę na ich ocalenie.

Dzięki narzędziom takim jak International Child Sexual Exploitation database, można też próbować wymierzyć sprawiedliwość gwałcicielom, wytwórcom i dealerom treści pedofilskich.

Do bazy dostęp ma każdy kraj Interpolu. Narodowe komórki zajmujące się cyberbezpieczeństwem, mogą więc łączyć sprawy z różnych państw i wspólnie zdejmować pojedynczych wytwórców czy całe siatki pedofilskie - tak jak w przypadku radnej KO z Kłodzka i jej męża, których sprawa ruszyła dopiero po cynku ze strony szwedzkich służb. 

Jeśli chodzi o Grzegorza O. wystarczyły dwa nagrania podsłuchane w domu zakonnym, by wiedzieć, że miał on bliski kontakt ze środowiskiem pedofilskim. 

Milczenie nośników

Pliki wrzucone do baz CSAM trafiają też do tzw. systemów hashujących. 

Zdjęcia i filmy z krzywdzonymi dziećmi są w nich tak oznaczane, by uniemożliwić ich dalsze rozpowszechnianie oraz oznaczać przestępców próbujących włączać je do obrotu.

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Identyfikacja dzieci nagranych przez pedofili i powstrzymanie dalszej dystrybucji materiałów z ofiarami - najwyższe priorytety służb na Zachodzie, w Polsce nie istnieją

Niestety. Gdyby zdjęcia dzieci zabezpieczono na nośnikach pedofila zatrzymanego w 2022 r. w Lubinie, nie byłoby nawet cienia szansy, by uratować je przed dalszą krzywdą i wykryć sprawców ich cierpienia.

Dzieci z nośników zwyczajnie przekazano by do utylizacji.

"Nie można przyjąć, że czyn z art. 202 par. 4a kk popełniono na szkodę osób małoletnich".

Dzieci 200, dzieci 300 

Wróćmy na komendę w Lubinie, wiedząc już mniej więcej, co zdobyli policjanci po przeszukaniu w domu zakonnym. 

Jest 15.25. Podejrzany o posiadanie "treści pornograficznych z udziałem małoletnich" wciąż jest bez adwokata i wciąż chce odpowiadać na pytania. 

Z miejsca przyznaje się do niskiego zarzutu i składa wyjaśnienia, w których kłamstwo nie będzie wiązać się z konsekwencjami. 

Ksiądz nie wie, ile dokładnie ma tej "pornografii z dziećmi". Do "tego dysku" (twardego, zniszczonego bez śladów) często nie zaglądał, nie pamięta ile tam "tego". 

Na telefonie może coś być, bo "miał dawno temu incydent i nie usunął" i "może coś być na laptopie, jak nie skasował, ale i tak nie będzie tego dużo". 

To ostatnie to akurat prawda. 

Na laptopie Grzegorza O. znaleziono tylko 3 nieusunięte materiały z okrucieństwami na dzieciach. W tym jeden sprzed czterech dni, nagrany w scenerii domu parafialnego.

Niezliczoną ilość "dziecięcej pornografii" ze słowami "torture" oraz dokładnym wiekiem i opisem gwałtów na kilkulatkach w tytułach, usunięto z pamięci laptopa. 

Biegły zdąży tylko ustalić, że usunięte pliki o takich nazwach odtwarzano wielokrotnie.

I że wśród nich były zdjęcia z imieniem dziewczynki. 

Czy ksiądz zatem zna dzieci na nośnikach? - Nie, kategorycznie nie. Na pewno to nie są dla mnie realne dzieci, na dwieście, na trzysta procent! To są filmiki z internetu, nie wiem kto je wyprodukował i gdzie. 

Ksiądz na TOR

Część z nich ksiądz znalazł w TOR (The Onion Router, przeglądarka internetowa maskująca IP i zapewniająca anonimowy dostęp do witryn z nielegalnymi towarami i usługami). 

Jakiś "koleś" miał dać mu "kod do TOR" (coś takiego nie istnieje, TOR to darmowa przeglądarka do pobrania przez każdego), lecz "potem to zablokowane zostało" (policja nie dopytuje co zablokowano). 

Grzegorz O. przynajmniej częściowo mówił prawdę. Biegły znajdzie na laptopie przeglądarkę TOR. Dostęp do niej również trzymał na pulpicie.

Druga część archiwum to "bardzo stare filmiki i nie pamiętam". Trochę ktoś mu wysłał na Czaterii i "nie wie po co je trzymał". Oczywiście ich nie powielał ani nie rozsyłał dalej.

Salezjanin tworzy też niewinny obraz konsumpcji gromadzonych materiałów: - "Ja tego tak cały czas nie oglądałem, tyko to była taka fantazja. Jak oglądałem filmik to go drugi raz nie oglądałem. Niektóre jak były takie zwyrodnialcze, to mnie to w ogóle nie ten. Jak taki filmik oglądałem, to do niego nie wracałem". 

To kłamstwo zweryfikuje biegły, wyliczający konkretnie ile razy odtwarzano usunięte pliki z laptopa, których nazwy sugerują brutalną przemoc seksualną na dzieciach w wieku przedszkolnym – wśród nich plik m.in. ze słowem "torture" w tytule.


Wstydliwe sprawy, głupie akcje

Aspirant K. w końcu wraca do imienia dziewczynki ze Skype i z nagrań w lubińskim zakonie. 

"Fikcyjna postać", słyszy w odpowiedzi. "Kiedyś rozmawiałem z kimś na Czaterii przez dźwięk i on zadawał pytania co lubisz i zacząłem wymyślać fikcyjne rzeczy", mówi dociskany.

K. zatrzymuje księdza: "Podejrzany udawał głos dziewczynki?". 

Grzegorz O. chwyci się sugestii jak tonący.

 "Tak. Ale to było sporadyczne, nie nagminne", a w ogóle "to były akcje niepotrzebne i głupie" i natychmiast wyprzedza kolejne pytania: - "Nie było żadnych realnych osób małoletnich, N. jest fikcyjną osobą, bo tak było".
 

Miną kolejne 4 miesiące, zanim biegli ostatecznie stwierdzą, że zasugerowana przez policjanta hipoteza nie będzie prawdą.

Grzegorz O. nie mówił głosem dziewczynki. Zgadzać się będzie tylko jedno - że kogokolwiek przygotowywano na seks z  "wujkiem", znajdował się w sypialni księdza.

 

Kłamać jak salezjański pedagog

Dochodzeniowiec porzuca temat dziewczynki. Teraz usłyszy, jak Grzegorz O. kłamie w innych kwestiach. 

Że do prowadzenia rozmów o pedofilii korzystał tylko z Czaterii i Skype, że nie ma kontaktu z osobami z którymi rozmawiał o pedofilii oraz że styczność z dziećmi miał dopiero odkąd dwa lata temu został dyrektorem salezjańskiej podstawówki w Lubinie. 

Ostatnie kłamstwo jest najbardziej bezczelne. 

Cała kariera Grzegorza O. jest związana z najmłodszymi. Informacje które znaleźliśmy w internecie, łączą Grzegorza O. z dziećmi już w 2005 r., kiedy salezjanin po święceniach miał udać się na pierwsze z licznych sympozjów Towarzystwa Salezjańskiego dla kadry nauczycielskiej, takich jak "Tożsamość nauczyciela w Szkole Salezjańskiej", "Jak przepowiadać młodzieży o Bogu", "Dyscyplina na lekcji religii" i tak dalej.

W październiku 2008 r., Grzegorza O. wpisano w KRS jako dyrektora Dolnośląskiego Ośrodka Młodzieżowego im. św. Jana Bosko we Wrocławiu. Był nim do października 2010 r.

To właśnie z tamtego okresu pochodzą najstarsze materiały pedofilskie zapisane na dysku Western Digital. 

Jedyny pracownik szkoły zeznający w śledztwie po aresztowaniu salezjanina, umiejscawia go w 2012 r. na stanowisku kierownika parafialnego oratorium im. św. Jana Bosko w Lubinie, który w ramach stowarzyszenia Dominik organizował liczne wyjazdy dla najmłodszych - w tym kolonie, letnie i zimowe. 

Ślady po nich również można znaleźć w internecie.  

W drugiej połowie lat 10. Grzegorz O. wyjechał do Wrocławia, gdzie w 2018 r. awansował na wicedyrektora Salezjańskiego Liceum, aby w 2020 r. wrócić do Lubina i zostać dyrektorem Salezjańskiej Szkoły Podstawowej. 

Nigdy nie zrezygnował z ulubionych wycieczek z dziećmi. 

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Kwalifikacje ks. Grzegorza O. jak stronie salezjańskich szkół we Wrocławiu; źródło: liceum.salez-wroc.pl

Dlaczego warto wspomnieć kłamstwa Grzegorza O. z tego zeznania?  

Bo w wyrokach sądów okoliczności "przyznania się do winy, wyrażenia skruchy i złożenia wyjaśnień" będą uzasadniały wymierzane kary.

Za posiadanie "pornografii z dziećmi".

Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc. 3]
Budynek lubińskiego sądu i prokuratury. autor: s_mile źródło: fotopolska.eu licencja: Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Na sanki

Przesłuchanie M.K. z dnia 18 sierpnia 2022 r. można uznać za ostatnią realną czynność wykonaną w sprawie, której lubińska prokuratura nadała sygnaturę 4333-4.Ds.2423.2022.

Prowadzący dochodzenie co prawda nie zadał istotnego pytania, z kim Grzegorz O. planował handlować żywym towarem (O to dopyta następnego dnia wiceprokurator rejonowy na przesłuchaniu w siedzibie organu; usłyszy że Grzegorz O. nie wie kim był ten mężczyzna), 

Ale wielokrotnie pytał się o nagraną na parafii dziewczynkę, której istnienie potwierdzały zabezpieczone u Grzegorza O. urządzenia i ich zawartość.

Policjant nawet pytał, czy ksiądz podda się dobrowolnie oględzinom ciała. Chciał porównać jego nagie ciało z demonicznymi materiałami znalezionymi na nośnikach. Jakby naprawdę mu zależało.

Ale do oględzin ciała nigdy nie dojdzie. 

Tak jak nie dojdzie do wykonania innych czynności, które 19 sierpnia zapowiadał zastępca prokuratora rejonowego w drastycznym wniosku o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu dla Grzegorza O. 

Poniżej jego fragmenty:

"Podejrzany utrudniał czynność przeszukania, chowając w kieszeni jeden z zabezpieczonych telefonów, a pod pościelą pokoju sypialnego, laptopa marki Acer (...)

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że filmy posiadane przez podejrzanego przedstawiają gwałcone dzieci, których wygląd wskazuje na wiek poniżej 10 roku życia, a najbardziej drastyczne filmy przedstawiają gwałcone dzieci, których wygląd wskazuje na 1. rok życia (…) 

podejrzany nadal wykazuje tendencje pedofilskie, a mając na względzie sadystyczny charakter tych filmów, uznać należy, że skłonności dewiacyjne podejrzanego eskalują (…) 

w folderach w których znajdowały się filmy i zdjęcia o treściach pornograficznych z udziałem małoletnich poniżej 15 roku życia, ujawniono zwykłe zdjęcia dzieci zrobione najprawdopodobniej podczas zajęć szkolnych lub wycieczki.

Podejrzany odniósł się również do zabezpieczonego nagrania jego rozmowy erotycznej z n/n mężczyzną przy udziale dziewczynki o imieniu N., która ma być w wieku (...), gdzie twierdził, że dziewczynka nie istnieje, zaś głos utrwalony na nagraniu naśladował on sam, co jednak nie jest przekonującym wyjaśnieniem mając na względzie charakter tej rozmowy". 


Prokurator Hładyk mówił o potrzebie ustalenia pełnej skali pedofilskich przestępstw Grzegorza O., w tym na odnalezieniu "wujka" z nagrania oraz dziewczynki, którą handlowano.

Trzymiesięczny areszt miał zapewnić organom wystarczająco dużo czasu, na ewentualne otrzymanie danych od operatorów telefonii komórkowej.

Do czego oczywiście nie dojdzie.

Prokurator nie powoła biegłego seksuologa bądź psychiatry, który mógłby zweryfikować własną hipotezę o "eskalujących skłonnościach dewiacyjnych" księdza nagranego z dziewczynką w pokoju, ze zdjęciami gwałconych kilkulatków na telefonie. 

"W czynie z art. 202 par. 4a kk, opinia taka nie była wymagana", tłumaczy nam Prokuratura Okręgowa w Legnicy. 

Przestępstwo bez ofiar...

Wszystko zostało mi zabrane!

Ale Grzegorz O. jeszcze nie wie, jak wielkie szczęście go czeka.

19 sierpnia sąd w Lubinie otworzy posiedzenie aresztowe. Prokuraturę reprezentuje już przydzielony w dekretacji 20 lipca  E.W. Za jego sprawą do protokołu z rozprawy trafi taki zapis: 

 

  „Na pytanie Prokuratora:

- Ja mogę udawać głos tego dziecka.

  Prokurator:

- Proszę coś powiedzieć głosem dziecka.

  Podejrzany:

podejrzany dziecięcym głosem wypowiada niezrozumiałe słowo

  Podejrzany:

- Ja nie jestem w stanie teraz więcej powiedzieć głosem dziecka (...) Wszystko zostało mi zabrane".

Sąd posyła go do Aresztu Śledczego we Wrocławiu, lecz organom ścigania daje zaledwie dwa miesiące na odnalezienie ofiar i przeprowadzenie dowodów, w przeciwieństwie do trzech, o które prosiła prokuratura.

To powinno jeszcze bardziej zmotywować śledczych do odszukania dziewczynki. 

I jak zwykle, dzieje się zupełnie na odwrót. 

koniec cz. 3

>>> Część 1. cyklu "Co się stało z dziewczynką z Domu Zakonnego w Lubinie. Został po niej tylko głos na nagraniu
KLIKNIJ TUTAJ

>>> Część 2. cyklu "Co się stało z dziewczynką z Domu Zakonnego w Lubinie. Został po niej tylko głos na nagraniu 
KLIKNIJ TUTAJ
 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji