Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Artykuły autora
autor

Daniel Arciszewski

Dziennikarz Goniec

Dziennikarz redakcji Goniec, zajmujący się tematami społeczno-politycznymi. Wcześniej związany z redakcjami „Vice”, „Playboya”, „Super Expressu” oraz „Noizz”.
Dwukrotnie nominowany do nagrody Wirtuale (News roku 2024, Wideo roku 2025) oraz wyróżniony nominacjami do Grand Video Awards (2024) i Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego (2025).

Skontaktuj się ze mną!

[email protected]
Publikacje Autora
Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [ODC. 5]
grzegorz o.
Fot. Goniec
26 lipca 2023 r. Centrum Kultury "Muza" w Lubinie. Prowadzący poszukiwania dziewczynki mł. aspirant M.K. otrzymuje wyróżnienie Prokuratury Rejonowej w Lubinie – "Złoty paragraf" to docenienie jego pracy na rzecz praworządności w powiecie.Część 5. cyklu „Co się stało z dziewczynką z Domu Zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu"Nagrodę wręczają osoby odpowiedzialne za przyjęcie i nadzór sprawy, o której w sierpniu 2022 r. pisała cała Polska.Wiceszef prokuratury Włodzimierz Hładyk i szefowa komendy mł. insp. Joanna Cichła, sami kończyli rok z niemałymi zasługami dla jawności życia publicznego. Dzięki nim, mieszkańcy Lubina nie dowiedzieli się o dziecku nagranym 13 czerwca 2022 r. w domu zakonnym Towarzystwa Salezjańskiego oraz o materiałach z torturami na dzieciach, odnalezionych przy przeszukaniu izby zakonnej księdza Grzegorza O.Nikt nie wiedział, że nadzorowane przez nich śledztwo było ślamazarne, nieintuicyjne oraz niestarannie dokumentowane oraz że prowadzący je policjant wyróżnienie.Za co konkretnie młodszy aspirant Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego otrzymał "Złoty paragraf" Prokuratury Rejonowej w Lubinie?Prokuratura Okręgowa w Legnicy dziś nie odpowiada na to pytanie.Powodów wyróżnienia próżno też szukać w aktach sądowych Grzegorza O.Wręcz przeciwnie – łatwiej odnaleźć tam błędy lubińskich policjantów, które po tekstach Gońca przekazano do procedowania Biurze Spraw Wewnętrznych Policji.Ciężko bowiem nie odnieść wrażenia, że śledczy stawali na głowie, aby nie wyjaśnić okoliczności nagrania dziewczynki szykowanej na seks w najstarszej polskiej parafii w Lubinie.I to akurat śledczym się udało. Mł. insp. Joanna Cichła i wiceszef lubińskiej prokuratury Włodzimierz Hładyk wręczają nagrodę dochodzeniowcowi, który nie odnalazł ofiar Grzegorza O./źródło: KPP LubinAkt oskarżenia ze stycznia 2023 r. nie będzie dotyczył więc żadnych zidentyfikowanych ofiar wieloletniego pedagoga salezjanów, ani żadnego z licznych pedofili, z którymi Grzegorz O. rozmawiał o przekazywaniu dziewczynki i "ogarnianiu" innych dzieci.Prokurator Hładyk i komendantka Cichła doprowadzili do aresztowania człowieka na sześć miesięcy, w ciągu których nie ustalono niczego, co nie było oczywistością już w dniu jego zatrzymania.Zresztą dziwne rzeczy zaczęły się dziać na długo przed postawieniem Grzegorzowi O. zarzutów 18 sierpnia 2022 r.Mimo uzyskania nagrań sugerujących przygotowania do handlu dziećmi, przyjmujący zawiadomienie prokurator Hładyk, 20 lipca nakaże badać sprawę Grzegorza O. pod kątem posiadania dziecięcej pornografii.Kwalifikacja postawiona po osobistym spotkaniu prokuratora z kierownictwem Towarzystwa Salezjańskiego, nigdy się nie zmieni.Jakby werdykt zapadł nim rozpoczęło się śledztwo. – Przede wszystkim życzę wam wytrwałości w codziennej służbie, zdrowia, ale też szacunku ze strony społeczeństwa, bo mimo przychylności mieszkańców i wielu ciepłych słów, które do nas docierają, ten szacunek nie do końca jest zauważalny – przemawiała do zgromadzonych komendantka lubińskiej policji mł. insp. Joanna Cichła/źródło: UM LubinI tak najgłośniejsza sprawa badana przez komendę w 2022 r., zostawiła po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.Nikt badający sprawę "posiadania dziecięcej pornografii" Grzegorza O., nie będzie chciał stawiać zarzutów dla salezjanina-katechety, który 22 dni ukrywał nagrania sugerujące handel dziećmi przez dyrektora podstawówki.Po wszczęciu dochodzenia policja co prawda każe przyjść katechecie na komendę, lecz nie spyta, dlaczego nie sprawdził czy nagrywane przez ścianę dziecko nie potrzebuje pomocy i dlaczego nie powiadomił policji o nagraniach przed dniem jej planowanego przekazania na seks.Pytania nie padły, bo – jak się zdaje – nikt przed przesłuchaniem nie odsłuchał nagrań załączonych do zawiadomienia, które prokuratura kazała traktować jako dowód w sprawie posiadania "dziecięcej pornografii".Katecheta Karol K. uczył najmłodsze dzieci religii. O nagraniach z dziewczynką w pokoju powiadomił po trzech tygodniach. Poszedł do kolejnego księdza, nie na policję /źródło: Młodzież Salezjańska/FacebookA na milczenie Karola K. jest paragraf. Zagrożony trzema latami pozbawienia wolności.Ale w Lubinie jakby nikt o tym nie wiedział. Albo nie chciał badać błędów i wypaczeń ludzi zakonu.Na Święto Policji zjechała wieruszka rejonu. Gospodarz miasta twierdził, że policjanci nie dostają wystarczającego wsparcia polityków. "Wszyscy się wypierają policjantów jeśli są trudne tematy czy problemy do rozwiązania", diagnozował prezydent Robert Raczyński/źródło: UM LubinTak jak nie chciano drążyć okoliczności odnalezienia profesjonalnie zniszczonego dysku twardego w pokoju księdza, historii usunięcia licznych plików z seksualnymi torturami dzieci na jego komputerze czy kwestii nadpisanego monitoringu z dnia, gdy w domu zakonnym nagrano przymuszenie dziecka do seksu.W śledztwie nadzorowanym przez jednostki Joanny Cichły i Włodzimierza Hładyka, nie przesłuchano nawet szefa wrocławskich salezjan, ks. Bartłomieja Polańskiego, który nie tylko był wieloletnim przyjacielem Grzegorza O., (co wynika z jego próśb o widzenie z aresztowanym) ale który był trzecią osobą poinformowaną o nagraniach z 13 czerwca.  Ks. Bartłomiej Polański, inspektor (szef) wrocławskiego Towarzystwa Salezjańskiego. Karol K. powiedział mu o nagraniach z dziewczynką 5 lipca. Zakon przekaże je prokuraturze dopiero 15 dni późniejNikt nie chciał wiedzieć, dlaczego ks. Polański nie tylko nie zabezpieczył monitoringu i nie pobiegł na policję, lecz dlaczego sam zwlekał kolejne 5 dni z poinformowaniem osoby właściwej do zbadania pedofilii dyrektora salezjańskiej podstawówki – to jest salezjańskiego delegata ds. ochrony dzieci, ks. Piotra Lorka.W dniach zwłoki inspektora Polańskiego, urywa się zapis monitoringu z parkingu parafii.Nikt nie drążył też kwestii spotkania dla pedagogów i rodziców Salezjańskiej Szkoły Podstawowej w Lubinie, zorganizowanego przez kierownictwo zakonu po aresztowaniu księdza.Towarzystwo Salezjańskie już 24 sierpnia 2022 r. zapewniało społeczność szkoły, że wśród ofiar aresztowanego dyrektora nie ma uczniów salezjańskich szkół.W tamtej chwili wiedzieć o tym mógł tylko Grzegorz O., który – tak jak zakon – wyszedł obronną ręką ze śledztwa, które zostało oficjalnie wszczęte dopiero dzień po podejrzanym zebraniu.A ksiądz? Po sugestii przesłuchującego go policjanta, Grzegorz O. zaczął twierdzić, że to on był przymuszaną do seksu dziewczynką nagraną 13 czerwca w jego pokoju.Oficjalnie nie dano temu wiary i obiecano sądowi szukać dziewczynki (stąd pozwolenie na areszt), lecz w ciągu 6 miesięcy nie przesłuchano żadnego mieszkańca klasztoru, który realnie mógł widzieć, jak dziecko wchodziło lub wychodziło z pokoju księdza.Nie przesłuchano wieloletniego kierownika domu zakonnego, ks. Mariusza J., który mieszkając ścianę w ścianę z Grzegorzem O., mógł słyszeć wszystko to, co Karol K. nagrał dyktafonem przez inną sąsiadującą ścianę.Ksiądz Mariusz w klasztorze mieszkał 15 lat. Mógł więc posiadać nieocenioną wiedzę na temat życia prywatnego współlokatora, w tym o mężczyznach, których Grzegorz O. wprowadzał do budynku bez wpisywania na listę odwiedzin.Nikt nie chciał dociekać, czy to na pewno przypadek, że tego samego dnia, w którym policja wszczęła dochodzenie, księdza Mariusza J. zwolniono z pełnienia obowiązków kierownika Domu Zakonnego.Zamiast przesłuchiwać wartościowych świadków, zdecydowano się czekać na wyniki opinii fonoskopijnej, o którą zawnioskował adwokat Towarzystwa Salezjańskiego i Grzegorza O.Miała ona udowodnić prawdziwość zapewnień zakonnika o "udawaniu głosu dziewczynki".W ciągu 4 miesięcy mł. asp. M.K. nie przejrzał nawet jedynych nagrań z wewnątrz domu zakonnego, które mogły uchwycić wizerunek dziecka nagranego dyktafonem 13 czerwca ok. godz. 2.30 w nocy.Co ciekawe, aspirant przejrzał nagrania z 12 czerwca (dzień poprzedzający stręczenie dziecka) i skończył przeglądanie taśm na 13 czerwca o północy – punktualnie dwie i pół godziny przed momentem uchwycenia domu dziecka.Jakby chciał się dowiedzieć, czy dziecko nie weszło do klasztoru kwadrans po północy.Oficjalnie oglądanie przerwał "z uwagi na czasookres jaki obejmuje zapis kamer".Dokładnie z tego samego powodu M.K. nie odsłuchał do końca trwającego 42 minuty nagrania dołączonego do zawiadomienia, w którym ksiądz chwalił się na temat okrucieństw zadawanych dziewczynce i omawiał kolejny czyn handlu dziećmi (towar następnego dnia miał przekazać "tatuś z Chorzowa").Długość nagrania (42 min) uniemożliwiła policjantowi, ot pierwsza rzecz z brzegu, odsłuchać krytycznych informacji na temat stanu zdrowia dziewczynki bądź jej tożsamości.W aktach nie ma też śladu, by od sierpnia do grudnia próbowano ustalić tożsamość innych ofiar pedofili ujawnionych na demonicznych nośnikach księdza: tych gwałconych, płaczących z bólu kilkulatek, podpisanych polskimi imionami, przechowywanych obok "zdjęć z zajęć szkolnych lub wycieczek".Grzegorz O. jako dyrektor salezjańskiej szkoły podstawowej. Od sierpnia do grudnia, nie ma w aktach śladu po próbach ustalenia tożsamości ofiar pedofilów ujawnionych na nośnikach księdzaGdy w grudniu 2022 r. prowadzący postępowanie M.K. po ponad trzech miesiącach zaznajomił się z opiniami biegłego informatyka, stwierdził brak możliwości przypisania osoby Grzegorza O. w przeglądanych materiałach "pornograficznych z udziałem małoletnich poniżej 15 roku życia".Orzekł tak, mimo iż nie przejrzał do końca załączonych przez biegłego materiałów i nie dysponował oględzinami (czyli zdjęciami) nagiego ciała księdza.Te byłyby przydatne. Oprawcy i dzieci na zamieszczonych przez biegłego wydrukach z bestialskich filmów, często mieli zamaskowane twarze.Policjant robiący oględziny nie opisał też treści rozmów na Skype załączonych przez biegłego, mogących stanowić dowód do dużo poważniejszych zarzutów.Nie opisał rozmów narkotyzowaniu i wykorzystywaniu dziewczynki w czasie rzeczywistym. Jakby nie chciał wiedzieć, czy zaprzyjaźniony użytkownik Skype, nie mógł czasem być "wujkiem", któremu Grzegorz O. zarezerwował dziewczynkę na dzień 16 czerwca 2022 r.Młodszy aspirant całkowicie pominął fakt, że z innymi, szukającymi seksu z dziećmi użytkownikami Skype, Grzegorz O. wymieniał się polskimi numerami telefonów czy dyskutował o postępie w zdobywaniu nowych ofiar.Nawet biegły uznał to za istotne – wydruki z tych rozmów zawarł w swoich opiniach, otworzonych przez laureata "Złotego Paragrafu" dopiero po 105 ("opinia końcowa") i 131 ("opinia wstępna") dniach od ich powstania, co jest notabene rażącym naruszeniem prawa obowiązującego policjantów. Mł. asp. otworzył opinie po przeszło 100 dniach od ich powstania tylko po to, by dowiedzieć się, że są one niepełne. Nie wniósł jednak o ich uzupełnienieFakt. Byłoby niezręcznie opisać inkryminujące rozmowy ze Skype, bo wtedy padłyby pytania, dlaczego do tej pory nie wniesiono do Microsoft i operatorów GSM o dane użytkowników omawiających handel dziećmi z księdzem trzymanym już piąty miesiąc w areszcie.M.K. zapewne jeszcze głupiej było się tłumaczyć z całkowitego przeoczenia treści pedofilskich trzymanych na obu smartfonach zabezpieczonych przy podejrzanym, co w maju 2023 r. doprowadziło do decyzji sądu o zwrocie telefonu Huawei P30, na którym biegły ujawnił gwałt na kilkuletniej dziewczynce.Jakkolwiek M.K. nie wytłumaczył wpadki przełożonym – pomogło. Wszak w lipcu 2023 r. Prokuratura Rejonowa w Lubinie wyróżniła go dyplomem uznania. Policjant który prowadził nieudolne poszukiwania dziewczynki, został wyróżniony indywidualnie. Brawa bili: komendant wojewódzki, posłanka PiS, przedstawiciel kancelarii premiera czy szefowa Powiatowego Centrum Pomocy RodziniePrzełożonym nie przeszkadzało zatem to, że M.K. nie dowiedział się, czy zdjęć i filmików z ofiarami pedofili na zabezpieczonych telefonach, nie utworzono ich aparatami. To mógłby być kolejny dowód na poważniejsze zarzuty.Przez niezauważenie materiałów pedofilskich na zatrzymanych telefonach, nie można było też zbadać, czy dziewczynka z telefonu Samsung, jest tą samą osobą, którą biegły odnalazł na filmiku z komputera Acer.Dziewczynkę z Acera wykorzystywano seksualnie na filmie nagranym w pomieszczeniu przypominającym pokój dla księdza – z wiszącymi komżami, kapami liturgicznymi i katolickimi dewocjonaliami.Tego bardzo specyficznego i (na logikę) istotnego dla sprawy materiału, policjant M.K. także nie opisał w oględzinach.Tak jak nie odnalazł śladu po licznych zdjęciach z imieniem dziewczynki z nagrania 13 czerwca w tytule oraz wulgarnymi opisami jej miejsc intymnych – nawet biegły uznał je za istotne i załączył do badanej opinii.Policjant pominął zatem filmik z "polskiej parafii" i imieniem dziewczynki, przy czym nie było tak, że miał zerowe pojęcie o otaczającym go świecie.Robiąc oględziny materiału ze słowem "Cambodia" w tytule, policjant odważył się stwierdzić, że ofiarami pedofili na nagraniach są dzieci poniżej 15. roku życia "których wygląd sugeruje pochodzenie indochińskie".Dzięki pominięciu w oględzinach niewygodnych dla księdza materiałów (wszystkich nie obejrzał ze względu na ich ilość i drastyczność), "niemożliwość przypisania Grzegorza O. w przeglądanych treściach pornograficznych z udziałem małoletnich" mogło brzmieć choć trochę bezpiecznie.Największą zagadką jest jednak nazwisko o które pytał się policjant.Stawiał je obok imienia dziewczynki, na które założono konto Skype i którym posługiwał się ksiądz wołający do niej na nagraniu 13 czerwca.Policjant pytał się o to nazwisko każdego z trzech świadków przesłuchanych po aresztowaniu podejrzanego i każdy z trzech świadków twierdził, że nic mu to nazwisko nie mówi.W aktach nie ostał się żaden inny ślad o przełomowym ustaleniu w postaci danych osobowych potencjalnej ofiary.Jakim cudem? Prokuratura już czwarty tydzień nie odpowiada na pytanie o okoliczności pozyskania tej informacji, tak jak nie odpowiada proszona o komentarz do każdego z szeregu możliwych błędów popełnionych przez podwładnych komendantki Joanny Cichły. Mimo to, 26 lipca 2023 r., w Święto Policji, prowadzący opisane wyżej śledztwo, odbierał wyróżnienie za zasługi na rzecz praworządności.26 lipca 2023, Prowadzący nieudolne poszukiwania ofiar pedofilii w Kościele otrzymuje wyróżnienie prokuratury/Źródło:UM w LubinieDzień wcześniej, 25 lipca, Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu (dział ds. cyberprzestępczości 2. Wydziału Śledczego) wydała nakaz przeszukania i wydania nośników księdza trzymanych w Komendzie Powiatowej Policji w Lubinie.Nakaz mają realizować funkcjonariusze CBZC.                                                                                       ***30 grudnia 2022 r., 2:40 rano.Z Prokuratury Krajowej, za pośrednictwem systemu informatycznego PROK-SYS, wysłano żądanie o status aresztowanego do sprawy 4333-4.Ds.2423.2022.Tabelkę "tryb przyśpieszony (pilna sprawa)" uzupełniono literą "T" jak "tak".Sygnał z centrali przyspieszył koniec sprawy salezjanina podejrzanego o posiadanie "dziecięcej pornografii".Centrala prokuratury mieści się na warszawskim Mordorze, przy ul. Postępu 3 Fot. Goniec 
Czytaj dalej
Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc.1]
ksiądz Grzegorz O. salezjanin z lubina
Fot. Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubinie, SSP Facebook
Filmy gwałconych dzieci, których wygląd wskazuje na wiek poniżej 10 roku życia, z najbardziej drastycznymi filmami tych, które mogą mieć zaledwie roczek, odnaleziono między zdjęciami z zajęć szkolnych lub wycieczki. Był sierpień 2022 r. Do tamtej pory ksiądz Grzegorz O. pracował z dziećmi już kilkanaście lat. Ukoronowaniem zasług był awans z 2020 r. – z wicedyrektora salezjańskiego liceum we Wrocławiu na dyrektora salezjańskiej podstawówki w Lubinie. Nie wiadomo, czy zaczął krzywdzić dzieci już w Lubinie. Wiadomo, że w tym, co robił był bezlitosny i bezczelny. Nocne pogaduchy z pedofilami prowadził na głośnomówiącym. Bez żadnego skrępowania, bez żadnych hamulców. Aż  został nagrany z dziewczynką, którą za trzy dni miał przekazać na seks.Jej tożsamości nigdy nie ustalono.  Tak jak tożsamości innych dzieci z sadystycznego archiwum nauczyciela - zarówno tych ze szkolnych wycieczek, jak i tych gwałconych, opisanych polskimi imionami w nazwach plików. Do września 2023 r. Grzegorza O. skazano, zwolniono i uznano za zresocjalizowanego. Wyroki zapadały bez wiedzy na temat dokładnej liczby zabezpieczonych nielegalnych treści, bez ani jednej opinii biegłego seksuologa bądź psychiatry i w okresie, gdy wciąż szukano dziewczynki nagranej w pokoju księdza 13 czerwca 2022 r.Dziewczynki szukano do maja 2025 r. Później jej sprawę umorzono.Oto, jak do tego doszło. 
Czytaj dalej
Śledztwo Gońca: Jak ludzie Kaźmierskiej kazali płacić haracz za wolność. Mroczne tajemnice "Królowej życia" [ODCINEK TRZECI]
None
Dagmara Kaźmierska, fot. East News, Paweł Wodzyński
Babsi ma dość bicia i kar. Dzwoni do przyjaciela i ucieka. Ale to ledwie początek piekła: za jej wolność ludzie Kaźmierskiej zażądają pieniędzy. A mężczyźnie grozić będą, że “pojadą do jego ojca i połamią mu nogi”. Gdy w końcu przyniesie haracz, usłyszy od “Dagi”: nie chcę cię tu więcej widzieć, śmieciu.
Czytaj dalej
Śledztwo Gońca: Zły detektyw. Tak pracuje Krzysztof Rutkowski [ODCINEK 1]
Krzysztof Rutkowski, fot. KapiF
Krzysztof Rutkowski, fot. KAPiF
Tylko w ciągu dwóch lat Krzysztof Rutkowski oszukał ponad 200 osób przyjmując zlecenia na usługi detektywistyczne bez wymaganych do tego uprawnień. Goniec dotarł do zeznań pokrzywdzonych. "O tym, że nie miałam do czynienia z detektywem, a hochsztaplerem przekonałam się po kilku telefonach” - mówiła śledczym jedna z ofiar Rutkowskiego. Inni nie mieli takiego szczęścia. Rutkowski za popełnione przestępstwa został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Karę 1,4 mln zł spłaca do dziś.
Czytaj dalej
  • 1
  • 2