Bertold Kittel: Od osiedlowych dilerów po baronów narkotykowych. Ewolucja przestępczości w latach 90.
Upadek komunizmu zapoczątkował w Polsce nie tylko transformację gospodarczą, ale i bezwzględną, krwawą wojnę gangów. Na ulicach Trójmiasta w latach dziewięćdziesiątych polała się krew, a po wyeliminowaniu starych bossów władzę przejęło zupełnie nowe pokolenie przestępców. Błyskawicznie ewoluowali oni z drobnych, osiedlowych dilerów w potężnych, międzynarodowych baronów narkotykowych, nawiązując równorzędną współpracę z kartelami z Ameryki Południowej. O kulisach tej kryminalnej rewolucji opowiada wielokrotnie nagradzany dziennikarz śledczy Bertold Kittel w wywiadzie przeprowadzonym na łamach serwisu Goniec.pl.
Terror na ulicach Trójmiasta
Pierwsza dekada transformacji ustrojowej nad Wisłą przyniosła niespotykaną wcześniej falę brutalnej przemocy zbrojnej. Wyłaniający się z cienia kapitalizm tworzył ogromne możliwości, z których skwapliwie korzystały raczkujące zorganizowane grupy przestępcze. Trójmiasto, ze względu na swoją specyfikę portową i otwarcie na świat, szybko stało się areną bezwzględnej walki o lukratywne strefy wpływów. Strzelaniny w biały dzień, napady na restauracje i eksplozje ładunków wybuchowych na stałe wpisały się w ówczesny krajobraz Gdańska, Sopotu i Gdyni.
– W latach dziewięćdziesiątych w Trójmieście panowało poczucie terroru. Zwykli mieszkańcy czuli się po prostu zagrożeni – opowiada w “Rozmowie Gońca” Bertold Kittel. – Zamachy w tamtych czasach to nie były przypadkowe bójki, lecz często ataki z użyciem materiałów wybuchowych i broni maszynowej. Zdarzały się przypadki, kiedy snajperzy strzelali do jadących samochodów.
Obywatele byli sterroryzowani, a organy ścigania, wciąż uczące się nowych metod zwalczania przestępczości zorganizowanej, nierzadko pozostawały o krok w tyle za brutalnymi gangsterami.
Zmiana warty na blokowiskach
Intensywne wojny gangów oraz pierwsze poważne uderzenia policji doprowadziły do szybkiego przetrzebienia starych struktur mafijnych. Aresztowania lub wręcz fizyczna eliminacja dawnych bossów wytworzyły na rynku potężną lukę, która nie pozostała pusta zbyt długo. Błyskawicznie wypełniła ją zupełnie nowa generacja kryminalistów. Byli to najczęściej młodzi, żądni władzy ludzie, wychowani na szarych blokowiskach, którzy jeszcze chwilę wcześniej zajmowali się kradzieżami aut czy drobnym handlem środkami odurzającymi.
– W tę próżnię weszli bardzo pomysłowi, młodzi przestępcy, którzy momentalnie zrozumieli, że liczą się kontakty, współpraca i budowanie zaufania. Szybko zaczęli szukać partnerów za granicą – tłumaczy dziennikarz śledczy w rozmowie z Gońcem.
Młode wilki podziemia zorientowały się, że mogą rozszerzać swoją nielegalną działalność niemal bezkarnie. Zrozumieli również, że prawdziwe, wielomilionowe fortuny nie leżą w prymitywnych wymuszeniach rozbójniczych, ale w globalnym obrocie narkotykami.
Zobacz także:
Awans do międzynarodowej ekstraklasy
Nowi baronowie z Pomorza porzucili dresy i wizerunek lokalnych watażków na rzecz świetnie zorganizowanych przedsiębiorców kryminalnych. Zamiast ograniczać się do stosunkowo płytkiego, rodzimego rynku zbytu, polscy gangsterzy nawiązali bezpośrednie relacje z potężnymi dostawcami z Ameryki Południowej. Dzięki sprawnemu zarządzaniu i rozległym kontaktom w Hiszpanii, Holandii czy krajach skandynawskich, zdołali stworzyć ogromne i niezwykle dochodowe kanały przerzutowe kokainy, często całkowicie omijając terytorium Polski.
– Nasi przestępcy funkcjonują w strukturach międzynarodowych jako samodzielne byty. Nie są to już ludzie, którzy sprowadzają narkotyki wyłącznie na użytek polski. Organizują potężne kanały przerzutowe między Afryką Północną, Włochami, Ameryką Południową a Skandynawią – zaznacza rozmówca Gońca.
Doskonałym przykładem tak oszałamiającej kariery w półświatku był Artur B., znany jako Artuś. To jeden z prominentnych bossów trójmiejskiego podziemia, który z osiedlowego dilera przeistoczył się w kluczowego gracza na europejskim rynku przemytu kokainy.
– Artuś, który zaledwie dziesięć lat wcześniej był zwykłym rzezimieszkiem z gdyńskiego osiedla i stawał się obiektem żartów, gdy kupił sobie Hummera przerobionego na gaz, nagle miał świat u stóp – podsumowuje Kittel. – Okazało się, że świetnie dogadywał się z Latynosami, regularnie jeżdżąc do Boliwii czy Ekwadoru.
To właśnie tacy ludzie wprowadzili polską przestępczość w XXI wiek, zamieniając kije bejsbolowe na nowoczesną logistykę i międzynarodowe inwestycje, z którymi globalne służby zmagają się do dziś.
Źródło: Goniec