Afera korupcyjna w PESA Mińsk Mazowiecki. Śledczy badają ponad tysiąc przetargów
Według ustaleń prokuratury i CBA w jednym z czołowych zakładów produkujących tabor kolejowy funkcjonował przez lata układ korupcyjny. Sprawa dotyczy gigantycznych kwot i setek ustawionych zamówień na usługi naprawcze. Funkcjonariusze dokonali już pierwszych zatrzymań, a śledztwo nabiera tempa.
Akcja służb i zatrzymania podejrzanych
We wtorek, 16 czerwca, funkcjonariusze warszawskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili skoordynowaną akcję na terenie województwa mazowieckiego. Działania odbyły się na bezpośrednie polecenie prokuratora z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Służby zatrzymały łącznie siedem osób podejrzanych o udział w korupcji w zakładach PESA Mińsk Mazowiecki.
Wśród ujętych znalazło się trzech pracowników spółki oraz czterech przedsiębiorców, w tym jeden były żołnierz. Równolegle śledczy przeszukali mieszkania podejrzanych, siedziby ich firm, a także biura w samych zakładach. Jak podaje zespół prasowy CBA, funkcjonariusze zabezpieczyli tam obszerną dokumentację oraz sprzęt elektroniczny.
Mechanizm ustawiania przetargów
Z komunikatu CBA wynika, że układ działał przez ponad cztery lata, od grudnia 2019 do stycznia 2024 roku. Jego istotą była nieformalna, oparta na łapówkach współpraca między kierownictwem zakładu a zewnętrznymi firmami.
„[Proceder] polegał na przyjmowaniu korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje kierownicze w spółce w zamian za przekazywanie poufnych informacji przedsiębiorcom na temat planowanych postępowań przetargowych oraz na bezpośrednim wpływaniu na ich przebieg" – tłumaczy CBA.
W praktyce oznaczało to, że przetargi na naprawę i modernizację taboru kolejowego nie były uczciwe. Zamiast otwartej rywalizacji o zlecenia, wygrywały firmy z układu, które z góry znały warunki i mogły wpływać na wynik postępowań.
Wielomilionowa skala i zarzuty karne
Prokuratura szacuje, że ujawniony proceder obejmuje ponad 1150 zamówień publicznych o łącznej wartości przekraczającej 28,5 miliona złotych. Zatrzymanych doprowadzono do warszawskiej prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty łapownictwa menedżerskiego, czyli przestępstwa z artykułu 296a Kodeksu karnego. Jak poinformował zespół prasowy biura, „część zatrzymanych przyznała się do zarzucanych im czynów".
Żaden z podejrzanych nie trafił jednak do aresztu. Prokurator zdecydował o łagodniejszych środkach zapobiegawczych. Podejrzani musieli wpłacić poręczenia majątkowe, zostali objęci dozorem policji, a także zakazem kontaktowania się z osobami powiązanymi ze sprawą. Ten ostatni warunek ma uniemożliwić im wpływanie na zeznania innych uczestników postępowania.
Służby apelują o zgłaszanie się świadków
CBA zaznacza, że śledztwo ma charakter rozwojowy. Dlatego biuro zaapelowało do osób zamieszanych w ten proceder, by same się ujawniły. Mogą wtedy skorzystać z tak zwanej klauzuli niekaralności, dzięki której unikną kary, jeśli „zawiadomią o tym fakcie organ powołany do ścigania przestępstw i ujawnią wszystkie istotne okoliczności przestępstwa, zanim organ ten się o nich dowiedział". Warunek dotyczy jednak czasu. Zgłoszenie trzeba złożyć, zanim śledczy sami ujawnią udział danej osoby.
Świadkowie oraz uczestnicy procederu mogą zgłaszać się bezpośrednio do warszawskiej delegatury biura.