Znowu głośno o słowach Sikorskiego. Tym razem uderza w ten kraj. Burza w sieci
Wystąpienie polskiego ministra spraw zagranicznych podczas jednego z najważniejszych światowych forów bezpieczeństwa wywołało poruszenie daleko poza salą obrad. Padły słowa o narzucaniu wartości, ingerencji w wybory i nowej, niepokojącej dynamice w relacjach transatlantyckich. Dyskusja momentami była tak ostra, że uczestnicy nie kryli emocji.
- Sikorski w Monachium: twarde stanowisko wobec USA i spór o wolność słowa
- Ingerencja w wybory i zmiana reguł gry. Ostrzeżenie pod adresem Trumpa
- Clinton, Putin i „portret w Białym Domu”. Panel, który podzielił Zachód
Sikorski w Monachium: twarde stanowisko wobec USA i spór o wolność słowa
Podczas tegorocznej edycji Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa jednym z najmocniejszych wystąpień było to wygłoszone przez Radosław Sikorski. Szef polskiej dyplomacji odniósł się do napięć między Europą a Stanami Zjednoczonymi, zwłaszcza w kontekście rozumienia wolności słowa i zasad funkcjonowania demokracji.
Sikorski podkreślił, że choć wspólnota transatlantycka nadal istnieje, to różnice w podejściu do niektórych kwestii są głębokie i wynikają z odmiennej historii oraz doświadczeń. W jego ocenie Europa – zwłaszcza państwa takie jak Polska – ma szczególne powody, by ograniczać propagowanie ideologii totalitarnych. Przypomniał, że w wielu krajach europejskich publiczne wspieranie faszyzmu czy komunizmu jest prawnie zakazane.
Minister nawiązał również do wcześniejszych słów przedstawicieli administracji USA, którzy krytykowali europejskie regulacje jako formę cenzury. W odpowiedzi zaznaczył, że Europa opowiada się za wolnością słowa powiązaną z odpowiedzialnością. Próby narzucania jednego modelu drugiemu uznał za niedopuszczalne, wskazując, że relacje między partnerami powinny opierać się na wzajemnym szacunku, a nie presji ideologicznej.

Ingerencja w wybory i zmiana reguł gry. Ostrzeżenie pod adresem Trumpa
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków była kwestia domniemanej ingerencji w sprawy wewnętrzne Polski. Sikorski odniósł się do sytuacji, w której amerykańscy politycy publicznie wyrażali poparcie dla konkretnych kandydatów w polskich wyborach. W tym kontekście wymienił nazwisko Donald Trump, wskazując, że takie działania zmieniają dotychczasowe reguły gry między sojusznikami.
Szef MSZ przypomniał, że przez dekady relacje polsko-amerykańskie były ponadpartyjne. Niezależnie od tego, kto rządził w Warszawie, poparcie dla sojuszu z USA było szerokie i stabilne. W jego ocenie sytuacja, w której jedna ze stron zaczyna otwarcie wspierać wybrany obóz polityczny w kraju sojuszniczym, może doprowadzić do powstania nowej, trudnej do przewidzenia dynamiki.
Sikorski zwrócił uwagę, że dawniej państwa demokratyczne ingerowały w politykę autokracji w imię obrony demokracji. Dziś – jak sugerował – role zaczynają się odwracać, co uznał za zjawisko niepokojące i destabilizujące relacje międzynarodowe. Jego słowa wywołały natychmiastową reakcję części uczestników konferencji oraz komentatorów politycznych.
Clinton, Putin i „portret w Białym Domu”. Panel, który podzielił Zachód
Panel, w którym uczestniczył Sikorski, szybko nabrał ostrzejszego charakteru. W dyskusji udział wzięła również Hillary Clinton, która bardzo krytycznie oceniła linię polityczną Donalda Trumpa wobec Rosji i wojny w Ukrainie. Jej wypowiedzi były jednoznaczne i nacechowane emocjonalnie, co dodatkowo podgrzało atmosferę.
W trakcie debaty padły również odniesienia do Władimir Putin. Sikorski, reagując na głosy broniące Trumpa przed oskarżeniami o zbyt łagodne podejście do Kremla, wtrącił uwagę o symbolice obecnej w przestrzeni publicznej. Zaznaczył, że on sam nie trzyma w domu portretu rosyjskiego przywódcy, sugerując tym samym różnice w postawie wobec Moskwy.
Dyskusja objęła także temat wykluczania skrajnych ugrupowań politycznych z debaty publicznej w Europie. W tej kwestii Sikorski był stanowczy, podkreślając, że państwa europejskie mają prawo bronić swojego porządku konstytucyjnego przed ideologiami, które w przeszłości doprowadziły do tragedii.
