Zaskakujące słowa Świątek po Wimbledonie. „Nie dbam już tak bardzo o wyniki”
Iga Świątek przedwcześnie zakończyła udział w tegorocznym Wimbledonie, ulegając w trzeciej rundzie niżej notowanej Alexandrze Eali. Na pomeczowej konferencji prasowej Polka mówiła jednak nie tylko o samej porażce, lecz także o głębszej zmianie w podejściu do kariery. Przytaczamy jej najważniejsze słowa, które rzucają nowe światło na sportową przyszłość zawodniczki.
Świątek o przyczynach porażki
Podczas spotkania z mediami obrończyni tytułu przeanalizowała, dlaczego przegrała z reprezentantką Filipin. Pierwsza rakieta Polski otwarcie mówiła o problemach, z jakimi mierzyła się na londyńskiej trawie.
„Najtrudniej było mi zaakceptować nietrafione returny przy wolnych serwisach. Odbieranie takiego podania bywa znacznie trudniejsze niż normalnego serwisu” – tłumaczyła Świątek.
Nietypowy rytm gry przeciwniczki uniemożliwił jej, jak przyznała, wypracowanie stabilnej przewagi.
Zawodniczka nie szukała jednak usprawiedliwień i samokrytycznie podsumowała swoje decyzje na korcie:
„W dużym stopniu po prostu grałam głupio i źle taktycznie. Nie będę wrzucać wszystkiego do jednego worka, bo tenis jest zbyt złożoną grą, żeby tak robić”.
Nowa filozofia i mniej presji
Największe poruszenie wywołały słowa Świątek o przewartościowaniu celów i zmianie nastawienia do rywalizacji. Polka mówiła o zdjęciu z siebie dotychczasowych oczekiwań.
„Szczerze mówiąc, nie dbam już tak bardzo o same wyniki, bo wcześniej byłam na nich tak skupiona, że aż trudno było funkcjonować. Staram się odpuścić” – wyznała.
Przyznała też, że jej obecna dyspozycja wymaga powrotu do podstaw i budowania formy od nowa.
„Teraz nie mam dobrych rezultatów, więc nie będę oczekiwać od siebie cudów, nie znajduję się jeszcze na takim poziomie. Muszę zacząć pracę od początku i skupić się na tym, aby moja gra była lepsza” – zapowiedziała.

Uniwersalne wyzwania w zawodowym sporcie
Świątek zwróciła również uwagę, że jej problemy wcale nie są odosobnionym przypadkiem, lecz naturalnym elementem rywalizacji na najwyższym poziomie. Polka podkreśliła, że kryzysy mentalne dotykają w zawodowym tenisie właściwie każdą zawodniczkę, choć rzadko mówi się o nich otwarcie.
„Czasami nie jest łatwo, ale wszystkie się z tym zmagamy. Każda z nas walczy z emocjami, czasem myślami, których nie powinno być. To nie jest tak, że tylko ja mam takie wyzwania” – podsumowała tenisistka.
Mimo tych trudności Świątek zadeklarowała zaufanie do realizowanego procesu treningowego.
Przebieg meczu i sytuacja w turnieju
Wypowiedzi Polki trzeba czytać w kontekście przebiegu sobotniego pojedynku. Świątek przegrała z Alexandrą Ealą 6:7 (9), 6:2. Pierwszy set był niezwykle wyrównany. Polka obroniła nawet piłkę setową przy stanie 4:5 i doprowadziła do tie-breaka, jednak przegrała go 9:11. Utrata tak długiej i zaciętej partii wyraźnie odbiła się na jej grze, bo w drugim secie Eala szybko przejęła kontrolę i oddała rywalce już tylko dwa gemy.
Zeszłoroczna mistrzyni nie była jedyną faworytką, która przedwcześnie pożegnała się z Londynem. Tego samego dnia z turnieju odpadła również druga z finalistek Wimbledonu sprzed roku, Amerykanka Amanda Anisimova, która w trzeciej rundzie uległa rodaczce Madison Keys. Odpadnięcie obu zeszłorocznych finalistek tego samego dnia pośrednio potwierdza diagnozę Polki o presji ciążącej na najlepszych. Dla Świątek, która wcześniej pokonała Taylor Townsend i Karolinę Pliskovą, nadszedł czas na powrót do podstawowej pracy treningowej.