Wypisali 32-latkę po operacji do domu. Kilka dni później już nie żyła
Śmierć młodej pacjentki po pozornie rutynowej operacji wraca dziś z pełną siłą, stając się ostrzeżeniem przed zbyt pochopnymi decyzjami medycznymi. Sprawa, która latami pozostawała w cieniu, ponownie odbija się szerokim echem, zarówno wśród lekarzy, jak i opinii publicznej.
Decyzja o wypisie, która zmieniła wszystko
Pozornie standardowy pobyt w szpitalu zakończył się dramatem. 32-letnia kobieta, świeżo po operacji pęcherzyka żółciowego, została odesłana do domu mimo sygnałów świadczących o pogarszającym się stanie zdrowia.
Wysokie parametry stanu zapalnego, zgłaszane dolegliwości, niepokojące wyniki - wszystko to zostało odnotowane w dokumentacji, a jednak nie zatrzymało decyzji o wypisie. Osiem dni później pacjentka zmarła, a pytania o to, czy tragedii można było uniknąć, nabrały dramatycznej aktualności.
Proces, który ujawnił błędy i wątpliwości
Po latach sprawa wróciła na salę sądową, obnażając kulisy pracy oddziału, na którym rutyna mogła wziąć górę nad ostrożnością. Prokuratura wskazała, że decyzja chirurga, kierownika oddziału - uniemożliwiła wdrożenie właściwego leczenia i doprowadziła do niebezpiecznego pogorszenia stanu pacjentki.
W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła, że działanie lekarza nacechowane było pośpiechem, choć jednocześnie zaznaczyła, iż nie da się w pełni ustalić, czy większa ostrożność na pewno zapobiegłaby tragedii.
ZOBACZ TAKŻE: To najczęstsze grzechy Polaków. Księża ujawnili, co słyszą w konfesjonałach
Wyrok i zapowiedź dalszej walki
Sąd Rejonowy w Jaśle uznał chirurga Szymona N. winnym nieumyślnego narażenia pacjentki na utratę życia. Osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywna w wysokości 10 tys. zł i obowiązek pokrycia kosztów sądowych - to kara, która jednak nie zamyka sprawy.
Lekarz nie przyznał się do winy i zapowiedział apelację, twierdząc, że pacjentka czuła się dobrze, a sekcja zwłok nie potwierdziła jednoznacznego związku między zgonem a powikłaniami pooperacyjnymi.