Terenówka wbiła się w karetkę i SOR. Wiemy, co się dzieje
Spokojny, styczniowy wieczór na terenie wejherowskiego szpitala został niespodziewanie zakłócony przez potężny hałas, który wywołał poruszenie wśród pacjentów i personelu. Na podjeździe Szpitalnego Oddziału Ratunkowego doszło do niebezpiecznego incydentu z udziałem dużego samochodu. Choć sytuacja wyglądała bardzo poważnie, jej przebieg i przyczyny okazały się inne, niż początkowo przypuszczano.
– Groźny incydent przed SOR-em
– Kulisy zdarzenia i ustalenia policji
– Konsekwencje i ważna przestroga
Groźny incydent przed SOR-em
Do zdarzenia doszło 7 stycznia w godzinach wieczornych, tuż przed wejściem na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Wejherowie. Miejsce to, zwykle zarezerwowane wyłącznie dla karetek pogotowia i personelu medycznego, nagle stało się areną bardzo niebezpiecznego zajścia. Głośny huk, który rozległ się pod zadaszonym podjazdem, natychmiast przyciągnął uwagę pracowników szpitala oraz osób oczekujących na pomoc medyczną.
Na miejscu szybko okazało się, że masywny pick-up marki Ford wjechał z dużą siłą w elementy infrastruktury szpitalnej. Samochód sforsował automatyczną bramę wjazdową, a następnie uderzył w zaparkowaną karetkę pogotowia. Skala zniszczeń była znaczna – uszkodzeniu uległa brama, fragmenty konstrukcji zadaszenia oraz elementy elewacji budynku. Na ziemi leżały porozrzucane części pojazdu, kawałki plastiku, szkła i metalu.
Widok był na tyle poważny, że natychmiast wezwano policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli miejsce zdarzenia i rozpoczęli ustalanie jego okoliczności. Najważniejszą informacją było to, że mimo dramatycznego przebiegu kolizji, nikt nie odniósł obrażeń. Ani personel medyczny, ani pacjenci, ani osoby znajdujące się w pobliżu nie ucierpiały.

Kulisy zdarzenia i ustalenia policji
Początkowo wielu świadków zakładało, że doszło do klasycznego wypadku spowodowanego błędem kierowcy. Ustalenia policji szybko jednak wykluczyły taki scenariusz. Jak poinformowała Komenda Powiatowa Policji w Wejherowie, w chwili gdy pojazd ruszył i doprowadził do serii zderzeń, za kierownicą nie było żadnej osoby.
Samochód znajdował się na postoju, a w jego wnętrzu przebywała 43-letnia kobieta, która zajmowała miejsce pasażera. Według ustaleń funkcjonariuszy to właśnie jej zachowanie doprowadziło do uruchomienia pojazdu. Najprawdopodobniej doszło do chwilowej nieuwagi lub nieostrożnej manipulacji przy elementach sterujących, w wyniku czego auto zostało przypadkowo wprawione w ruch.
Pick-up, ustawiony na biegu wstecznym, zaczął samoczynnie cofać, nabierając prędkości. W krótkim czasie uderzył w bramę wjazdową, a następnie w zaparkowaną karetkę, powodując poważne szkody materialne. Policja podkreśla, że kierowca pojazdu nie brał bezpośredniego udziału w samym incydencie i nie ponosi odpowiedzialności za jego przebieg.
Konsekwencje i ważna przestroga
Choć zdarzenie zakończyło się bez ofiar, nie obyło się bez konsekwencji. Kobieta, której nieuwaga doprowadziła do kolizji, została ukarana mandatem karnym w wysokości 2500 złotych. To jednak tylko część kosztów, jakie wygenerował incydent. Straty materialne poniesione przez szpital oraz pogotowie ratunkowe są znaczne i ich pełna wartość będzie znana dopiero po dokładnej wycenie uszkodzeń.
Policjanci wykorzystali tę sytuację jako okazję do przypomnienia o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Funkcjonariusze zwracają uwagę, że odpowiedzialność za pojazd nie kończy się w momencie wyłączenia silnika czy opuszczenia miejsca kierowcy. Nawet osoby siedzące na miejscu pasażera powinny zachować ostrożność i unikać działań, które mogą doprowadzić do niekontrolowanego uruchomienia auta.
Zdarzenie na terenie SOR-u w Wejherowie pokazuje, jak niebezpieczne mogą być pozornie błahe sytuacje. Jedna chwila nieuwagi w miejscu, gdzie codziennie toczy się walka o ludzkie życie, mogła doprowadzić do tragedii. Tym razem skończyło się na zniszczeniach i mandacie, ale to wyraźny sygnał, że ostrożność jest konieczna zawsze – niezależnie od tego, czy prowadzimy samochód, czy tylko w nim przebywamy.
