Trwa walka z pożarem pod Warszawą. "Mogliśmy mieć do czynienia z podpalaczem"
Gigantyczny pożar lasu w powiecie wołomińskim objął już ponad 100 hektarów i zmusił służby do przeprowadzenia jednej z największych akcji gaśniczych w regionie w ostatnich latach. Z ogniem walczą setki strażaków wspieranych przez policję, Lasy Państwowe i Wojska Obrony Terytorialnej. Coraz częściej pojawiają się jednak pytania nie tylko o skalę zniszczeń, ale przede wszystkim o przyczynę wybuchu ognia. Przedstawiciele służb i leśnicy otwarcie mówią o możliwym podpaleniu.
Pożar błyskawicznie wymknął się spod kontroli
Pożar wybuchł w czwartek 28 maja w powiecie wołomińskim. Początkowo informowano o kilku hektarach objętych ogniem, jednak sytuacja bardzo szybko zaczęła się pogarszać. Jeszcze tego samego dnia wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz przekazał, że żywioł objął już ponad 100 hektarów lasu.
Na miejscu pracuje około 400 strażaków i dziesiątki pojazdów. Do akcji skierowano również policyjny śmigłowiec Black Hawk oraz zbiornik typu Bambi Bucket o pojemności 3 tys. litrów. Wsparcie zapewniają także cztery samoloty Dromader i trzy śmigłowce Lasów Państwowych. Strażacy podkreślali, że ogromnym problemem były trudne warunki pogodowe. Rzecznik Mazowieckiej straży pożarnej, Łukasz Darmofalski zwracał uwagę na porywisty wiatr, który prędkość rozprzestrzeniania się pożaru
Jak donosi Wprost, w nocy strażacy próbowali wykorzystać spadek temperatury i wzrost wilgotności, aby ograniczyć rozwój pożaru. Wokół pożarzyska tworzono głębokie bruzdy przy użyciu ciągników, by zatrzymać rozprzestrzenianie się ognia. Służby zdecydowały również o zamknięciu fragmentu drogi krajowej nr 50 ze względów bezpieczeństwa.
Ewakuacje mieszkańców i wsparcie wojska
Skala zagrożenia sprawiła, że konieczna była ewakuacja mieszkańców okolicznych miejscowości. Szef stołecznej policji Krzysztof Ogroński poinformował, że z terenów Ołdakowizny i Rządzy ewakuowano 42 osoby z 20 budynków. Część mieszkańców została tymczasowo zakwaterowana w szkole podstawowej w Stanisławowie. Na razie służby nie planują kolejnych ewakuacji, jednak sytuacja pozostaje dynamiczna.
Od rana działania wspiera także Wojsko Polskie. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że do akcji skierowano 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Od rana 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej rusza do wsparcia działań przy pożarze w powiecie wołomińskim i mińskim. Sytuacja jest bardzo poważna. Z ogniem walczy już blisko 400 strażaków i 75 pojazdów, kolejne siły są kierowane na miejsce. W sytuacjach zagrożenia Wojsko Polskie działa natychmiast - ramię w ramię ze służbami i społecznością lokalną
– napisał minister w mediach społecznościowych.
Przedstawiciele służb zaznaczają, że kluczowe będą kolejne godziny i warunki atmosferyczne. Silny wiatr oraz wysuszona ściółka leśna sprawiają, że nawet niewielkie zarzewia ognia mogą bardzo szybko prowadzić do kolejnych pożarów.
Coraz więcej pytań o możliwe podpalenie
Choć oficjalna przyczyna pożaru nie została jeszcze ustalona, coraz częściej pojawiają się sugestie, że ogień mógł zostać podłożony celowo.
Robert Milewski, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Mińsk, przyznał w rozmowie z "Faktem”, że nie wyklucza celowego działania człowieka. Jak podkreślił, w ostatnich dniach na terenie nadleśnictwa dochodziło już do prób podpaleń, które udało się szybko ugasić.
Nie wykluczam, że mamy do czynienia co najmniej z amatorem piromancji – stwierdził.
Zaznaczył jednak, że ostateczne ustalenia będą należały do śledczych.
Nie ma pożarów z nieuwagi. Nie wykluczam, że mamy do czynienia co najmniej z amatorem piromancji. Nie jestem jednak prokuratorem ani służbami. To moje osobiste przeczucie – powiedział w rozmowie z “Faktem”.
W podobnym tonie wypowiadał się nadleśniczy Piotr Serafin. Według jego relacji kamera leśna początkowo zarejestrowała jeden słup dymu, jednak załoga samolotu gaśniczego zauważyła później kolejne ognisko pojawiające się przed frontem pożaru.
Wszystko wskazuje na to, że tutaj mogliśmy mieć do czynienia z podpalaczem – mówił, cytowany przez Polsat News.
To właśnie ten element sprawił, że służby zaczęły poważnie brać pod uwagę scenariusz celowego wywołania pożaru.
Na ten moment nie ma informacji o zatrzymaniach ani oficjalnych wynikach postępowania. Śledczy mają jednak analizować zarówno monitoring, jak i zapisy z kamer leśnych. Skala zniszczeń oraz okoliczności pojawienia się kolejnych zarzewi ognia sprawiają, że kwestia potencjalnego podpalenia staje się jednym z najważniejszych wątków całej sprawy.