Tak urabiano rektora. Ryszard Kalisz odsłania mechanizm Collegium Humanum
Mecenas Ryszard Kalisz, obrońca byłego rektora Collegium Humanum Pawła C., przerywa milczenie i ujawnia kulisy funkcjonowania uczelni, która stała się symbolem jednego z największych skandali ostatnich lat.
W rozmowie z Gońcem mówi o mechanizmach politycznego nacisku, psychologicznym podporządkowaniu rektora oraz systemowych rozwiązaniach prawnych, które – jak twierdzi – zostały stworzone pod konkretne potrzeby kadrowe spółek Skarbu Państwa.
Z jego relacji wyłania się obraz starannie zaprojektowanego układu, w którym zmiany ustawowe, interesy polityczne i zależności personalne stworzyły warunki do masowego wydawania dyplomów MBA – dokumentów otwierających drogę do lukratywnych stanowisk w państwowych firmach.
Początek afery
Początek tej historii Kalisz lokuje w 16 grudnia 2016 roku, gdy podczas kontrowersyjnego posiedzenia Sejmu na Sali Kolumnowej przegłosowano zmiany w przepisach dotyczących obsady rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa.
Nowe regulacje dopuściły możliwość zasiadania w tych organach osoby legitymującej się jedynie dyplomem MBA, bez wcześniejszych, znacznie ostrzejszych wymogów kompetencyjnych.
– To był moment przełomowy. Stworzono masowy popyt na dyplomy MBA, bo nagle stały się one przepustką do rad nadzorczych i wysokich wynagrodzeń – wskazuje mecenas.
Jak podkreśla, rozwiązania te bardzo szybko znalazły praktyczne zastosowanie w największych instytucjach finansowych. Szczególną rolę odegrał tu państwowy gigant – PKO BP.
– Zarząd PKO BP wskazywał członków rad spółek córek, a jednocześnie wyznaczał im wynagrodzenie. W praktyce oznaczało to, że te same osoby mogły same siebie powoływać i same sobie ustalać pensje – mówi Gońcowi Ryszard Kalisz.
"Mentalnie zawładnięty". Kalisz o rektorze
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy jest opis relacji pomiędzy Pawłem C. a politykami, którzy – według obrońcy – stopniowo przejmowali nad nim kontrolę. Kalisz podkreśla, że 39-letni wówczas rektor nie był od początku samodzielnym twórcą całego mechanizmu.
– W przypadku Pawła C. dochodziło do długotrwałego procesu urabiania. Restauracje, kawiarnie, nieformalne spotkania, obietnice pomocy w sprawach uczelni w Ministerstwie Nauki – relacjonuje mecenas.
Jak dodaje, młody rektor, prowadzący rozbudowane przedsięwzięcie edukacyjne, potrzebował instytucjonalnego wsparcia. To – zdaniem Kalisza – zostało bezwzględnie wykorzystane przez doświadczonych polityków powiązanych z ówczesnym kierownictwem resortu nauki.
– On został przez nich niejako mentalnie zawładnięty i doprowadzony do sytuacji, w której podpisywał dla nich dyplomy – mówi Gońcowi Ryszard Kalisz, adwokat Pawła C.
"Sprawa jest rozwojowa"
Mecenas zaznacza, że śledztwo w sprawie Collegium Humanum nie opiera się wyłącznie na wyjaśnieniach Pawła C., który w przyszłości może ubiegać się o status tzw. małego świadka koronnego. Prokuratura – jak mówi – dysponuje rozbudowanym materiałem dowodowym.
W jego skład wchodzą nie tylko zeznania podejrzanych, ale również wyniki czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym podsłuchów i obserwacji. To właśnie one umożliwiły zatrzymania byłych prezesów i wiceprezesów banków oraz osób związanych z dyplomacją – jeszcze zanim opinia publiczna w pełni poznała skalę afery.
– To, co dziś wiemy, to tylko fragment całości. Mogę powiedzieć jedno: sprawa jest rozwojowa – zaznacza Ryszard Kalisz w rozmowie z Gońcem.
Tajemnica adwokacka nie pozwala mu ujawnić nazwisk, ale z jego słów wynika jasno, że w kręgu zainteresowania śledczych mogą znajdować się osoby z najwyższych szczebli władzy, których rola w procederze nie została jeszcze ujawniona. Kolejne tygodnie – jak zapowiada – mogą przynieść dalsze, istotne przełomy.
Źródło: Goniec