Tajemnica testamentu Tomasza Komendy. Kto przejmie 13 milionów?
Tomasz Komenda pozostawił po sobie majątek wyceniany na blisko 13 milionów złotych, jednak od jego tragicznej śmierci w lutym 2024 roku ta gigantyczna kwota pozostaje całkowicie „zamrożona” przez wrocławski sąd. Choć zmarły sporządził u notariusza dokument wskazujący wyłącznie jednego, konkretnego spadkobiercę, wymiar sprawiedliwości wstrzymał procedurę ze względu na silne leki, które przyjmował w ostatnich tygodniach życia. Do gry właśnie wkroczyli nowi biegli lekarze, którzy zadecydują o ważności dokumentu.
- Historia zbrodni miłoszyckiej
- Wyjście na wolność Tomasza Komendy
- Co mówi testament zmarłego?
Historia zbrodni miłoszyckiej
Zbrodnia w noc sylwestrową 1996/1997 roku w podwrocławskich Miłoszycach to jedna z najmroczniejszych kart w historii polskiej kryminalistyki, która na zawsze wstrząsnęła opinią publiczną. Nastoletnia Małgorzata K., bawiąca się na dyskotece w lokalnym klubie, została brutalnie zgwałcona i pozostawiona na siarczystym mrozie, co bezpośrednio doprowadziło do jej tragicznej śmierci z wyziębienia.
Śledczy od początku odczuwali gigantyczną presję społeczną by szybko znaleźć morderców, co sprawiło, że śledztwo poszło w złym kierunku i oparło się na niezwykle kruchych poszlakach. Tomasz Komenda został aresztowany w 2000 roku na podstawie błędnej identyfikacji śladów uzębienia i wymuszonych zeznań, a następnie oskarżony o najgorszą z możliwych zbrodni.
Zszokowany, młody mężczyzna z Wrocławia został prawomocnie skazany na 25 lat pozbawienia wolności, a system sprawiedliwości na długi czas całkowicie zamknął oczy na jego rozpaczliwe wołania o pomoc. W rygorystycznym zakładzie karnym niesłusznie skazany spędził dokładnie 18 lat, gdzie każdego dnia przechodził prawdziwe piekło, stając się ofiarą przemocy ze strony innych osadzonych.
Dopiero po wielu latach niezależnego śledztwa sprawiedliwość dosięgła prawdziwych sprawców tego potwornego czynu w Miłoszycach, dając nadzieję na oczyszczenie imienia niewinnego człowieka. W wyniku ponownej analizy nowoczesnych badań DNA, na ławie oskarżonych zasiedli Ireneusz M. oraz Norbert B., którzy po długich procesach zostali ostatecznie uznani za winnych morderstwa.

Wyjście na wolność Tomasza Komendy
Prawdziwy przełom w tej dramatycznej sprawie nastąpił dopiero w 2018 roku, kiedy to niezależne badania ostatecznie wykluczyły jakąkolwiek obecność materiału genetycznego Tomasza Komendy na miejscu zbrodni. Za tym epokowym odkryciem stał uparty oficer policji Remigiusz Korejwo oraz dwóch zdeterminowanych prokuratorów, którzy z narażeniem własnej kariery postanowili na nowo prześwietlić zapomniane akta.
Sąd Najwyższy oficjalnie uniewinnił zszokowanego mężczyznę w maju 2018 roku, a moment, w którym po raz pierwszy od blisko dwóch dekad opuścił on mury zakładu karnego, transmitowały na żywo wszystkie stacje telewizyjne w kraju. Po wyjściu na wolność bohater narodowego skandalu musiał błyskawicznie odnaleźć się w zupełnie obcej rzeczywistości, ucząc się budowania relacji od absolutnego zera.
Za zrujnowane życie i utratę najlepszych lat młodości w 2021 roku przyznano mu rekordowe zadośćuczynienie oraz odszkodowanie w łącznej kwocie niemal 13 milionów złotych. Gigantyczne pieniądze i nowy początek dawały nadzieję na spokój, zwłaszcza gdy mężczyzna zaczął budować życie u boku nowej partnerki, Anny Walter, z którą wkrótce doczekał się narodzin syna.
Niestety, życie na wolności okazało się niezwykle trudne, a szeroko komentowany w mediach związek zakończył się głośnym rozstaniem i publicznymi sporami sądowymi o alimenty na dziecko. Niedługo później uwolniony mężczyzna usłyszał dramatyczną diagnozę o zaawansowanym nowotworze płuc, z którym ostatecznie przegrał trudną walkę 21 lutego 2024 roku.
Co mówi testament zmarłego?
Po tragicznej śmierci Tomasza Komendy w mediach błyskawicznie wybuchła debata dotycząca tego, co dokładnie stanie się z jego wielomilionowym majątkiem oraz cennymi nieruchomościami. Z informacji przekazywanych jeszcze za jego życia przez samą byłą partnerkę wynikało, że zmarły zdążył zabezpieczyć swoje finanse i dokładnie zaplanować podział imponującej fortuny.
— Tomek tak pomyślał o wszystkim, żebym w przyszłości mogła wykorzystać środki na potrzeby Filipa — przyznała w wywiadzie dla „Faktu”.
Zmarły pozostawił po sobie oficjalny dokument u notariusza, w którym jako jedynego prawowitego spadkobiercę kwoty blisko 13 milionów złotych wskazał wyłącznie swojego brata Gerarda. Ostatnia wola całkowicie pominęła innych członków najbliższej rodziny, a jeśli chodzi o syna Tomasz Komendy, małoletniego Filipa to właśnie on miałby otrzymać zachowek w wysokości dwóch trzecich wartości udziału spadku. To forma rekompensaty dla najbliższych członków rodziny zmarłego, których nie uwzględniono w podziale lub ich udział w spadku został zmniejszony.
Choć zapisy z pozoru wydają się prawnie wiążące, realizacja ostatniej woli została zablokowana przez wrocławski sąd, a cała głośna sprawa spadkowa stanęła w martwym punkcie. Pojawiły się bowiem niezwykle poważne wątpliwości medyczne co do tego, czy w momencie podpisywania dokumentów zmarły był w pełni świadomy i zdolny do swobodnego podejmowania tak kluczowych decyzji.
Głównym problemem analizowanym przez wymiar sprawiedliwości jest fakt, że walczący z nowotworem mężczyzna przyjmował pod koniec życia bardzo silne leki przeciwbólowe o działaniu odurzającym. Sąd powołał właśnie nowych, specjalistycznych biegłych lekarzy do drobiazgowego prześwietlenia całej dokumentacji medycznej, a do czasu wydania ostatecznej opinii przez ekspertów majątek jest całkowicie zamrożony.
