Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
Zamiast powrotu do Polski – koczowanie na lotnisku i nerwowe szukanie biletów za kilka tysięcy złotych. Po eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie i wstrzymaniu części operacji w Dubaju turyści z egzotycznego kraju nie mogą wrócić do kraju. Wygląda na to, że czeka ich albo dłuższy urlop albo kosztowne organizowanie powrotu na własną rękę.
- Dlaczego wymarzone wakacje zamieniły się w koszmar?
- Kto odpowiada za powrót: linia lotnicza czy biuro podróży?
- Czy po 3 dniach hotel trzeba opłacić z własnej kieszeni?
- Czy kupno nowego biletu oznacza utratę prawa do zwrotu?
- Kiedy Polacy będą mogli wrócić do domów?
- Czy warto rozważyć alternatywne trasy – nawet mniej oczywiste i dłuższe?
Dlaczego turyści nie mogą wrócić do Polski?
Zakłócenia w ruchu lotniczym w rejonie Zatoki Perskiej sprawiły, że Dubaj – jeden z największych hubów przesiadkowych świata – czasowo ograniczył operacje. To właśnie przez to lotnisko wraca większość turystów z Malediwów, Azji i Oceanu Indyjskiego do Europy.
Efekt domina był natychmiastowy. Część rejsów została anulowana „do odwołania”, inne zniknęły z systemów rezerwacyjnych. Turyści relacjonują, że informacja o anulacji przychodziła na kilkanaście godzin przed wylotem. Alternatywnych połączeń brakuje, a ceny biletów – jeśli się pojawiają – są wielokrotnie wyższe niż pierwotne.
W mediach społecznościowych pojawia się mnóstwo wpisów informujących o sytuacji i proszących o pomoc w powrocie.

Najbardziej poszkodowani są pasażerowie lecący z przesiadką w Dubaju liniami z ZEA. W praktyce oznacza to brak realnej możliwości powrotu w pierwotnym terminie i konieczność improwizowania na miejscu.


Jakie obowiązki leżą po stronie linii lotniczej i biura podróży?
Kluczowe znaczenie ma to, czy wyjazd był kupiony jako pakiet w biurze podróży. W takim przypadku zastosowanie ma ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych.
Zgodnie z przepisami organizator ma obowiązek:
- zapewnić podróżnemu pomoc,
- zorganizować powrót do kraju,
- pokryć koszty zakwaterowania maksymalnie do 3 nocy, jeśli powrót jest niemożliwy z powodu nadzwyczajnych okoliczności.
Wojna i zagrożenie bezpieczeństwa w regionie spełniają definicję takich okoliczności. Po upływie trzech dób ustawowy obowiązek finansowania hotelu wygasa. W praktyce oznacza to, że dalszy pobyt może obciążyć turystę – chyba że organizator dobrowolnie przedłuży wsparcie.
Dla wielu rodzin to moment największej niepewności. Koszty dodatkowego tygodnia pobytu w sezonie mogą sięgać kilku tysięcy złotych.
Samodzielny bilet? Tu sytuacja jest jeszcze trudniejsza
Osoby, które kupiły przelot bezpośrednio u przewoźnika, znajdują się w innej sytuacji prawnej. W przypadku konfliktu zbrojnego linie lotnicze powołują się na tzw. nadzwyczajne okoliczności.
Oznacza to, że:
- nie przysługuje standardowe odszkodowanie 250–600 euro,
- pasażer ma prawo do zwrotu ceny biletu lub zmiany rezerwacji,
- zakres opieki (hotel, wyżywienie) zależy od regulaminu przewoźnika i lokalnych przepisów.
Dodatkowo wylot odbywa się z kraju poza UE, a przewoźnicy nie są liniami unijnymi. To oznacza, że rozporządzenie 261/2004 może nie mieć zastosowania. W praktyce pasażer musi wybierać między czekaniem na nowy termin a kupnem alternatywnego biletu – często za kilka tysięcy złotych.
Na forach i w mediach społecznościowych pojawiają się sugestie lotów przez Londyn czy Stambuł. Problem w tym, że takie decyzje podejmowane są pod presją i bez gwarancji odzyskania pieniędzy. Jeśli pasażer samodzielnie kupi nowy przelot bez pisemnej odmowy zapewnienia transportu przez organizatora lub linię, może mieć trudności z późniejszym dochodzeniem zwrotu kosztów. Do tego dochodzą:
- rosnące ceny w dynamicznych systemach rezerwacyjnych,
- ograniczona liczba miejsc,
- ryzyko kolejnych anulacji w przypadku dalszej eskalacji konfliktu.
Dla czteroosobowej rodziny łączny koszt nagłego powrotu może przekroczyć 10 tys. zł. A to nie obejmuje utraconych dni pracy czy dodatkowych opłat za zmiany rezerwacji.
Czy czekać na decyzję linii, czy działać samodzielnie?
Najważniejsze są działania formalne:
- uzyskanie pisemnego potwierdzenia anulacji lotu,
- kontakt mailowy (nie tylko telefoniczny) z organizatorem lub linią,
- zachowanie wszystkich rachunków,
- sprawdzenie zakresu polisy ubezpieczeniowej,
- rejestracja w systemie Odyseusz MSZ.

W sytuacjach kryzysowych kluczowa jest dokumentacja. To ona decyduje później o możliwości odzyskania pieniędzy. Jeśli przewoźnik nie jest w stanie wskazać konkretnej daty powrotu, warto rozważyć alternatywne trasy – nawet mniej oczywiste.
W praktyce może to oznaczać:
- lot do innego kraju w Europie (np. Włoch, Niemiec, Czech),
- przelot do Turcji lub Kataru i dalszą podróż inną linią,
- powrót „dookoła świata”, jeśli tylko dostępne są miejsca.
Takie rozwiązania często są droższe i dłuższe, ale w sytuacji przedłużającego się konfliktu mogą być jedyną realną drogą powrotu do kraju. Dynamiczne systemy sprzedaży biletów powodują, że ceny rosną z godziny na godzinę – decyzje trzeba więc podejmować szybko, ale racjonalnie. Kluczowe jest jednak zabezpieczenie się formalnie.
Sytuacja jest dynamiczna i zależna od rozwoju wydarzeń w regionie. Dla wielu turystów rajskie wakacje zamieniły się w kosztowną lekcję, jak bardzo globalne konflikty wpływają na prywatne plany.
Źródło: Goniec