Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Fakty > Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
Magdalena Fordymacka
Magdalena Fordymacka 03.03.2026 10:26

Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu

Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
Polacy utknęli na lotniskach fot. Gemini

Zamiast powrotu do Polski – koczowanie na lotnisku i nerwowe szukanie biletów za kilka tysięcy złotych. Po eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie i wstrzymaniu części operacji w Dubaju turyści z egzotycznego kraju nie mogą wrócić do kraju. Wygląda na to, że czeka ich albo dłuższy urlop albo kosztowne organizowanie powrotu na własną rękę. 

  • Dlaczego wymarzone wakacje zamieniły się w koszmar?
  • Kto odpowiada za powrót: linia lotnicza czy biuro podróży?
  • Czy po 3 dniach hotel trzeba opłacić z własnej kieszeni?
  • Czy kupno nowego biletu oznacza utratę prawa do zwrotu?
  • Kiedy Polacy będą mogli wrócić do domów?
  • Czy warto rozważyć alternatywne trasy – nawet mniej oczywiste i dłuższe?

Dlaczego turyści nie mogą wrócić do Polski?

Zakłócenia w ruchu lotniczym w rejonie Zatoki Perskiej sprawiły, że Dubaj – jeden z największych hubów przesiadkowych świata – czasowo ograniczył operacje. To właśnie przez to lotnisko wraca większość turystów z Malediwów, Azji i Oceanu Indyjskiego do Europy.

Efekt domina był natychmiastowy. Część rejsów została anulowana „do odwołania”, inne zniknęły z systemów rezerwacyjnych. Turyści relacjonują, że informacja o anulacji przychodziła na kilkanaście godzin przed wylotem. Alternatywnych połączeń brakuje, a ceny biletów – jeśli się pojawiają – są wielokrotnie wyższe niż pierwotne.

W mediach społecznościowych pojawia się mnóstwo wpisów informujących o sytuacji i proszących o pomoc w powrocie. 

Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
fot. zrzut ekranu wpisu na platformie Facebook 

Najbardziej poszkodowani są pasażerowie lecący z przesiadką w Dubaju liniami z ZEA. W praktyce oznacza to brak realnej możliwości powrotu w pierwotnym terminie i konieczność improwizowania na miejscu.

Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
fot. zrzut ekranu komentarzy na platformie Facebook 
Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu
fot. zrzut ekranu komentarzy na platformie Facebook 

Jakie obowiązki leżą po stronie linii lotniczej i biura podróży?

Kluczowe znaczenie ma to, czy wyjazd był kupiony jako pakiet w biurze podróży. W takim przypadku zastosowanie ma ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych.

Zgodnie z przepisami organizator ma obowiązek:

  • zapewnić podróżnemu pomoc,
  • zorganizować powrót do kraju,
  • pokryć koszty zakwaterowania maksymalnie do 3 nocy, jeśli powrót jest niemożliwy z powodu nadzwyczajnych okoliczności.

Wojna i zagrożenie bezpieczeństwa w regionie spełniają definicję takich okoliczności. Po upływie trzech dób ustawowy obowiązek finansowania hotelu wygasa. W praktyce oznacza to, że dalszy pobyt może obciążyć turystę – chyba że organizator dobrowolnie przedłuży wsparcie.

Dla wielu rodzin to moment największej niepewności. Koszty dodatkowego tygodnia pobytu w sezonie mogą sięgać kilku tysięcy złotych.

Samodzielny bilet? Tu sytuacja jest jeszcze trudniejsza

Osoby, które kupiły przelot bezpośrednio u przewoźnika, znajdują się w innej sytuacji prawnej. W przypadku konfliktu zbrojnego linie lotnicze powołują się na tzw. nadzwyczajne okoliczności.

Oznacza to, że:

  • nie przysługuje standardowe odszkodowanie 250–600 euro,
  • pasażer ma prawo do zwrotu ceny biletu lub zmiany rezerwacji,
  • zakres opieki (hotel, wyżywienie) zależy od regulaminu przewoźnika i lokalnych przepisów.

Dodatkowo wylot odbywa się z kraju poza UE, a przewoźnicy nie są liniami unijnymi. To oznacza, że rozporządzenie 261/2004 może nie mieć zastosowania. W praktyce pasażer musi wybierać między czekaniem na nowy termin a kupnem alternatywnego biletu – często za kilka tysięcy złotych.

Na forach i w mediach społecznościowych pojawiają się sugestie lotów przez Londyn czy Stambuł. Problem w tym, że takie decyzje podejmowane są pod presją i bez gwarancji odzyskania pieniędzy. Jeśli pasażer samodzielnie kupi nowy przelot bez pisemnej odmowy zapewnienia transportu przez organizatora lub linię, może mieć trudności z późniejszym dochodzeniem zwrotu kosztów. Do tego dochodzą:

  • rosnące ceny w dynamicznych systemach rezerwacyjnych,
  • ograniczona liczba miejsc,
  • ryzyko kolejnych anulacji w przypadku dalszej eskalacji konfliktu.

Dla czteroosobowej rodziny łączny koszt nagłego powrotu może przekroczyć 10 tys. zł. A to nie obejmuje utraconych dni pracy czy dodatkowych opłat za zmiany rezerwacji.

Czy czekać na decyzję linii, czy działać samodzielnie?

Najważniejsze są działania formalne:

  • uzyskanie pisemnego potwierdzenia anulacji lotu,
  • kontakt mailowy (nie tylko telefoniczny) z organizatorem lub linią,
  • zachowanie wszystkich rachunków,
  • sprawdzenie zakresu polisy ubezpieczeniowej,
  • rejestracja w systemie Odyseusz MSZ.

Polscy turyści utknęli w turystycznym raju. Nie mają jak wrócić do domu

W sytuacjach kryzysowych kluczowa jest dokumentacja. To ona decyduje później o możliwości odzyskania pieniędzy. Jeśli przewoźnik nie jest w stanie wskazać konkretnej daty powrotu, warto rozważyć alternatywne trasy – nawet mniej oczywiste.

W praktyce może to oznaczać:

  • lot do innego kraju w Europie (np. Włoch, Niemiec, Czech),
  • przelot do Turcji lub Kataru i dalszą podróż inną linią,
  • powrót „dookoła świata”, jeśli tylko dostępne są miejsca.

Takie rozwiązania często są droższe i dłuższe, ale w sytuacji przedłużającego się konfliktu mogą być jedyną realną drogą powrotu do kraju. Dynamiczne systemy sprzedaży biletów powodują, że ceny rosną z godziny na godzinę – decyzje trzeba więc podejmować szybko, ale racjonalnie. Kluczowe jest jednak zabezpieczenie się formalnie.

Sytuacja jest dynamiczna i zależna od rozwoju wydarzeń w regionie. Dla wielu turystów rajskie wakacje zamieniły się w kosztowną lekcję, jak bardzo globalne konflikty wpływają na prywatne plany.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji