Nowotwór chciał wyleczyć modlitwą. Niesłychane, co działo się przed śmiercią Vala Kilmera

Gdy popularny aktor ujawnił, że zmaga się z nowotworem, jego fani byli wstrząśnięci. Jednak prawdziwą burzę wywołała decyzja gwiazdora, by zrezygnować z konwencjonalnej terapii i zamiast tego zaufać alternatywnym metodom – modlitwie, medytacji i naturalnym suplementom. Czy jego wybór okazał się tragiczny w skutkach?
Modlitwa zamiast chemii? Tak Val Kilmer walczył z rakiem
Val Kilmer, aktor znany z kultowych ról w filmach takich jak "Batman Forever", "Top Gun", "Święty" czy "The Doors", w którym wcielił się w Jima Morrisona, zmarł 1 kwietnia w wieku 65 lat. Przyczyną jego śmierci było zapalenie płuc. Smutną informację potwierdziła jego córka. W przeszłości gwiazdor zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2015 r. trafił do szpitala, plując krwią. Okazało się, że choruje na raka przełyku. Odmawiał leczenia, ponieważ należał do Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Nauk. Członkowie grupy uważają, że jedynie gorliwa modlitwa może ich uleczyć i nie uznają lekarstw.
Zamiast podjąć chemioterapię i leczenie w renomowanych ośrodkach onkologicznych, aktor zaczął poszukiwać ratunku w modlitwie, medytacji i naturalnych suplementach. W wywiadach wielokrotnie podkreślał, że wierzy w siłę umysłu i duchowości. Korzystał z usług uzdrowicieli, uczestniczył w specjalnych ceremoniach i stosował nietypowe diety, mające oczyścić organizm z toksyn.
Wielu ludzi zostało uleczonych dzięki modlitwie. A wielu ludzi umarło mimo pomocy ze strony nowoczesnej medycyny - wspominał w jednym z wywiadów.
To podejście spotkało się zarówno z gorącym poparciem, jak i ostrą krytyką. Część fanów wspierała go, twierdząc, że każdy ma prawo do własnych decyzji dotyczących zdrowia. Inni jednak zarzucali brak odpowiedzialności i szerzenie niebezpiecznych przekonań, które mogą skłonić innych chorych do rezygnacji z naukowo potwierdzonych metod leczenia.
Nie żyje aktor Val Kilmer. Córka ujawniła przyczynę śmierciLekarze ostrzegali, ale on był nieugięty
Środowisko medyczne nie kryło obaw wobec decyzji aktora. Specjaliści wielokrotnie podkreślali, że brak naukowych dowodów na skuteczność metod, które stosował. Dla wielu było oczywiste, że "leczenie", które stosował Val Kilmer, może jedynie mu zaszkodzić.
Nowotwór to choroba, z którą nie można igrać. Opóźnienie skutecznej terapii może mieć tragiczne konsekwencje - ostrzegał jeden z lekarzy w rozmowie z mediami.
Pomimo tych głosów aktor przez długi czas trwał przy swoim. Dopiero gdy jego stan zdrowia znacząco się pogorszył, miał zacząć rozważać powrót do prawdziwej medycyny. Wiele osób zastanawia się, czy zdrowie aktora dałoby się uratować, gdyby od razu poddał się właściwemu leczeniu.
We wszystkich nowotworach, w tym w raku krtani, zasada jest bardzo prosta: im wcześniej, tym lepiej. Najlepiej jest rozpoznać stan przednowotworowy i go leczyć. Jeżeli to się nie udaje, to leczymy nowotwór mało zaawansowany. Wtedy jest bardzo dużo możliwości leczenia i one dają dobre wyniki. - wspominał prof. Romuald Krajewski w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
Czy dla Vala Kilmera było już za późno?
Ostatecznie gwiazdor trafił do szpitala w ciężkim stanie. Według nieoficjalnych doniesień miał w końcu zgodzić się na leczenie konwencjonalne, jednak jego organizm był już mocno osłabiony. Tragiczny finał aktora sprawił, że temat alternatywnych metod leczenia nowotworów znów stał się przedmiotem gorącej dyskusji.
Czy śmierć aktora była wynikiem błędnych decyzji i zwłoki z konwencjonalnym leczeniem, czy może jego los i tak był przesądzony?
Val Kilmer zmarł 1 kwietnia 2025 roku w Los Angeles. Informację o jego śmierci przekazał "The New York Times", powołując się na jego córkę. Oficjalną przyczyną zgonu było zapalenie płuc. Aktor pozostawił po sobie ogromne filmowe dziedzictwo, a kreacje, które stworzył, na zawsze pozostaną w pamięci widzów.





































