Niebywałe, co dzieje się na polskich stacjach. Kierowcy chcą tankować tylko taniej, oto efekt
Polsko-niemieckie pogranicze znów żyje jednym tematem – tanim paliwem. Coraz więcej kierowców z Niemiec przyjeżdża do Polski, by zatankować znacznie taniej, o czym piszą zagraniczne media, m.in. Neue Zürcher Zeitung oraz Bild. Różnice w cenach sięgające nawet 50 centów na litrze sprawiają, że ruch przy granicy rośnie z dnia na dzień, a sytuacja zaczyna budzić napięcia po obu stronach.
- Kolejki kierowców i rosnący ruch przy granicy
- Ograniczenia i kontrowersje wokół decyzji władz
- Skąd biorą się różnice w cenach paliw
- Czy regulacje zatrzymają turystykę paliwową
Kolejki kierowców i rosnący ruch przy granicy
W przygranicznym Lubieszyn paliwo kosztuje około 6,99 zł za litr, co dla wielu Niemców jest wystarczającym powodem, by przekroczyć granicę. Każdego dnia po południu stacje przeżywają prawdziwe oblężenie – ustawiają się długie kolejki aut na niemieckich numerach.
Jak opisuje „NZZ”, kierowcy nie ograniczają się tylko do tankowania baku – często napełniają też kanistry, by maksymalnie wykorzystać niższe ceny. Jeden z rozmówców, emeryt z Löcknitz, mówi wprost:
„Oszczędzam w ten sposób 20-30 euro przy każdym tankowaniu”.
Ograniczenia i kontrowersje wokół decyzji władz
Na rosnący problem zareagowały władze Świnoujście. Prezydentka miasta, Joanna Agatowska, zaproponowała, by ograniczyć sprzedaż paliwa do kanistrów do 20 litrów. Pomysł szybko odbił się echem w Niemczech – dziennik „Bild” zasugerował nawet, że „Polacy chcą zakazać Niemcom tankowania”.
Mieszkańcy regionu podchodzą jednak do takich rozwiązań z dystansem. W rozmowach z „NZZ” przyznają, że trudno będzie zatrzymać ludzi, którzy po prostu chcą zaoszczędzić. Cała sytuacja pokazuje, jak bardzo codzienne decyzje ekonomiczne mogą wpływać na relacje między sąsiadami. Władze próbują pogodzić interes mieszkańców z zasadami rynku, ale nie jest to łatwe.
Skąd biorą się różnice w cenach paliw
Klucz do całej sytuacji tkwi w podatkach. W Niemczech kierowcy płacą znacznie więcej – sam podatek energetyczny to około 65 centów na litrze, do tego dochodzi opłata CO2 i 19% VAT. W Polsce łączne obciążenia są wyraźnie niższe i wynoszą około 42 centów. To właśnie dlatego paliwo nad Wisłą jest bardziej atrakcyjne cenowo.
Dla mieszkańców przygranicznych miejscowości wybór jest prosty – nawet doliczając koszt dojazdu, tankowanie w Polsce nadal się opłaca. Dopóki te różnice się utrzymują, trudno się spodziewać, żeby ruch na granicy zmalał.
Czy regulacje zatrzymają turystykę paliwową
Na ceny paliw wpływa też sytuacja na świecie, w tym napięcia związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. W Niemczech pojawiają się pomysły na ograniczenie podwyżek – polityczka Katherina Reiche zapowiedziała regulacje, które pozwalałyby zmieniać ceny tylko raz dziennie. Ma to dać kierowcom większą przewidywalność, ale wielu ekspertów i mieszkańców regionu uważa, że to za mało.
Jak podkreślają rozmówcy „NZZ”, problem ma głębsze przyczyny i bez szerszych zmian - być może na poziomie całej Unii Europejskiej - niewiele się zmieni. Wszystko wskazuje na to, że turystyka paliwowa zostanie z nami na dłużej, a przygraniczne stacje będą musiały przyzwyczaić się do stałego napływu klientów.