Niebiezpieczne hormony w wołowinie od listopada. Dopiero teraz ruszyły pilne kontrole GIW
Komisja Europejska poinformowała państwa UE 11 listopada o wykryciu w brazylijskiej wołowinie estradiolu – zakazanego w UE hormonu wzrostu. Pilne kontrole w Polsce ruszyły dopiero teraz – wynika z informacji RMF FM. Polska została objęta alertem w systemie RASFF. Sprawa rodzi pytania o tempo reakcji służb i o to, jakie działania podjęto w czasie między otrzymaniem alertu a ogłoszeniem dodatkowych kontroli. Wyjaśniamy, co już wiadomo i co to oznacza dla rynku oraz konsumentów.
Sprawdzamy:
- kto, kiedy i o czym poinformował Polskę,
- czy mięso mogło trafić do sklepów,
- dlaczego decyzja o pilnych kontrolach zapadła po czasie.
Kto, ile, kiedy – co wykryto i gdzie?
Z informacji przekazanych mediom przez Główny Inspektorat Weterynarii wynika, że 11 listopada Komisja Europejska przekazała państwom członkowskim alert o nieprawidłowościach w partiach wołowiny z Brazylii. Wcześniej – już w październiku – służby unijne zidentyfikowały obecność estradiolu.
Estradiol to hormon, którego stosowanie w celu stymulowania wzrostu zwierząt jest w UE zakazane. Informacje o zakwestionowanych partiach zostały wprowadzone do systemu wczesnego ostrzegania RASFF.
Mateusz Morawiecki w materiale opublikowanym na swoich mediach społecznościowych mówi:
- Skażona wołowina z Brazylii trafiła na Europejski Rynek! Mięso zawierało estradiol - hormon całkowicie zakazany w UE! (…) Obiecuję Wam, będziemy walczyć o bezpieczny rynek żywnościowy!
Czy brazylijska wołowina mogła trafić do polskich sklepów?
Z formalnego punktu widzenia – import wołowiny z państw trzecich, w tym z krajów Mercosur, jest możliwy pod warunkiem spełnienia wymogów UE i kontroli granicznych.
Kontrole obejmują:
- badania dokumentacyjne i identyfikowalność partii,
- kontrole fizyczne i pobór próbek,
- nadzór w handlu detalicznym.
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych poinformowała, że w ramach doraźnych kontroli pobrano próbki mięsa na etapie sprzedaży detalicznej. Badania laboratoryjne są w toku.
Na dziś nie ma komunikatu o wykryciu estradiolu w mięsie dostępnym w Polsce.
Dlaczego pilne kontrole ruszyły dopiero teraz?
To kluczowe pytanie. Skoro alert z KE wpłynął 11 listopada, dlaczego decyzja o „pilnych kontrolach” została ogłoszona później?
Z przekazanych informacji wynika, że:
- GIW i IJHARS nie odpowiedziały na pytania mediów o działania podjęte bezpośrednio po otrzymaniu alertu,
- nie podano szczegółowego harmonogramu czynności kontrolnych między listopadem a ogłoszeniem doraźnych kontroli.
W praktyce system RASFF działa tak, że państwo członkowskie analizuje, czy wskazane partie trafiły na jego terytorium. Jeżeli kraj nie jest wymieniony jako odbiorca, działania mogą ograniczyć się do monitoringu. Decyzja o rozszerzeniu kontroli bywa podejmowana prewencyjnie – zwłaszcza gdy sprawa nabiera rozgłosu.
Cała ta sprawa jest szeroko komentowania w mediach społecznościowych:

Co to oznacza dla konsumentów i branży?
Na ten moment:
- nie ma potwierdzenia obecności skażonego mięsa w Polsce,
- badania próbek z rynku detalicznego trwają,
- służby deklarują stały monitoring.
Dla importerów i sieci handlowych oznacza to potencjalne:
- zwiększenie częstotliwości kontroli,
- konieczność pełnej identyfikowalności partii,
- ryzyko czasowego wstrzymania obrotu przy najmniejszych wątpliwościach.
Dla konsumenta kluczowa jest informacja, czy pojawi się oficjalny komunikat o wycofaniu produktu. Takie decyzje – jeśli zapadają – są publikowane niezwłocznie przez GIW w oparciu o dane z RASFF. Jeżeli badania laboratoryjne potwierdzą brak nieprawidłowości, sprawa zakończy się na etapie prewencyjnych kontroli. W przypadku wykrycia estradiolu w próbkach z rynku – uruchomiona zostanie procedura wycofania i publiczny komunikat.
Na dziś obowiązuje jedno: Polska nie figuruje jako odbiorca zakwestionowanych partii, a służby zapewniają o braku skażonego mięsa w obrocie. Odpowiedź na pytanie o opóźnienie decyzji kontrolnych wciąż pozostaje jednak niepełna.
Źródło: Biznes Info