Jeździ Teslą za pół miliona, gdy klienci stracili dorobek życia. Kulisy upadku Cinkciarza
Mężczyzna ścigany czerwoną notą Interpolu mieszka w Chicago. Jeździ luksusową Teslą za pół miliona złotych i, jak z goryczą relacjonują jego klienci, żyje dokładnie tak, jakby absolutnie nic się nie stało. W tym samym czasie w Polsce tysiące ludzi wciąż czeka na zwrot oszczędności swojego życia.
Wizyta w Chicago i groźba zamiast pieniędzy
Jeden z poszkodowanych klientów platformy Cinkciarz.pl twierdzi, że odnalazł prezesa spółki, Marcina P., w Chicago. Mężczyzna stracił w internetowym kantorze równowartość domu – ponad 178 tysięcy dolarów. Pieniądze utknęły w dwóch przelewach, które miały posłużyć na zakup nieruchomości w stanie Ohio. To nie była jednorazowa anomalia. Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się u niego już w sierpniu 2024 roku, kiedy transfer 5 tysięcy dolarów zaczął się niepokojąco przeciągać.
Z relacji klienta wynika, że w lutym 2025 roku zdobył numer do Marcina P. Rozmowę, którą nagrał dla prokuratury, trudno nazwać biznesową. Na pytanie: „Kiedy odda mi pan pieniądze?”, usłyszał w słuchawce: „Proszę dzwonić do prokuratury. Ja panu niczego nie zabrałem”. A gdy zdesperowany dopytywał, kto w takim razie przywłaszczył jego 178 tysięcy, padła absurdalna riposta: „Ja straciłem dwa miliardy dolarów, jakby”.
Klient nie odpuścił. Ustalił adres w Chicago, pojechał na miejsce z potwierdzeniami przelewów i zapukał do drzwi. Doszło do konfrontacji. Marcin P. próbował zamknąć drzwi, a w trakcie ostrej wymiany zdań rzucił: „Uważaj, bo ci głowę ukręcę” – i to jest celowy eufemizm z mojej strony. Finał? Jeszcze tego samego dnia klient otrzymał telefon od amerykańskiej policji. Zamiast odzyskać oszczędności, dostał zakaz zbliżania się do człowieka, który te oszczędności przetrzymuje.
Cała historia dostępna tutaj:
Anatomia upadku: 178 milionów w próżni
Ta chicagowska historia wyciąga na powierzchnię dramat, który rozgrywa się od ponad półtora roku. Śledztwo obejmuje już ponad 8000 poszkodowanych, a szacowane straty to co najmniej 178 milionów złotych – i to tylko oficjalne dane. Cinkciarz.pl, który startował około 2010 roku jako prosty, tani kantor internetowy, z czasem przerodził się w potężną strukturę Konotoxia Holding. Tysiące transakcji dziennie, ekspansja do USA, aura technologicznego sukcesu.
Pierwsze rysy pojawiły się w 2023 roku w postaci opóźnień. W 2024 sytuacja wymknęła się spod kontroli – pieniądze po prostu przestały wracać do właścicieli. Przełomem była interwencja Komisji Nadzoru Finansowego, która uznała, że spółka nie chroni środków klientów. Dziś Marcin P. zrzuca winę na KNF, twierdząc, że to ingerencja urzędników zniszczyła prawidłowo działający biznes. Dodaje też, że przekazał ponad 1300 dokumentów, których – jego zdaniem – nikt nawet nie przeanalizował.
Czerwona nota, która (nie) działa
Machina sprawiedliwości w Polsce ruszyła. Na początku 2025 roku zatrzymano główną księgową Monikę J., która przyznała się do winy, oraz członka zarządu Roberta G. Z kolei w lutym 2026 roku w ręce służb wpadły kolejne cztery osoby z kierownictwa. Zarzuty są potężne: udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa, nierzetelne prowadzenie ksiąg i pranie pieniędzy. Wszyscy jednak pozostają na wolności, objęci dozorem i kaucjami od 10 do 200 tysięcy złotych.
A główny bohater? Od połowy 2025 roku jest ścigany listem gończym, a później czerwoną notą Interpolu. I tu zderzamy się z brutalną rzeczywistością prawną. Czerwona nota to nie automatyczny nakaz aresztowania, a jedynie międzynarodowa „prośba”. Ostateczna decyzja leży po stronie Stanów Zjednoczonych. Choć poszkodowani alarmują FBI i amerykańskie urzędy migracyjne, na razie nie przyniosło to efektu. Marcin P. nadal swobodnie porusza się po Illinois.
Złudne nadzieje dla oszukanych
Mamy w tej układance jeszcze jeden, wyjątkowo ponury element. W grudniu 2025 roku sąd wyznaczył syndyka dla spółki. Problem polega na tym, że majątku do podziału jest po prostu niewiele. To oznacza jedno: nawet jeśli wieloletnie procesy zakończą się skazaniami, większość z 8000 poszkodowanych prawdopodobnie nigdy nie odzyska pełnych kwot.
Mamy więc system, w którym prezes upadłego imperium finansowego jeździ luksusowym autem po Chicago, nie przyznaje się do winy i odgrywa ofiarę systemu. A z drugiej strony są ludzie, którzy przez tygodnie słuchali o „błędach systemowych”, a dziś nie mają za co spłacić kredytu czy utrzymać rodziny. Śledztwo trwa, lista poszkodowanych rośnie, a odpowiedzi wciąż brakuje.
Źródło: Goniec