Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Polityka > Najpierw podał się do dymisji, a teraz ogłosił. "Idę na front"
Weronika Cibor
Weronika Cibor 29.11.2025 12:24

Najpierw podał się do dymisji, a teraz ogłosił. "Idę na front"

Najpierw podał się do dymisji, a teraz ogłosił. "Idę na front"
Fot. Facebook/Rzeczpospolita

Andrij Jermak, przez lata prawa ręka Wołodymyra Zełenskiego, odchodzi w najgorętszym momencie i zapowiada, że „idzie na front”. Brzmi jak gest bohatera? A może próba ucieczki przed politycznym ogniem? W Kijowie huczy od pytań.

Szara eminencja schodzi ze sceny

Jeszcze kilka dni temu to on nadawał ton dyplomatycznemu maratonowi, spotykał się z zachodnimi emisariuszami i słyszał pod swoim adresem: „bez Jermaka nic się nie ruszy”. Teraz sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Były już szef biura prezydenta złożył rezygnację po przeszukaniach przeprowadzonych w jego domu i gabinecie przez śledczych z NABU i prokuratury SAP. W krótkich, oszczędnych wiadomościach do dziennikarzy zapewniał o swojej niewinności i transparentności działań, ale to nie te słowa przebiły się do opinii publicznej — tylko jego zaskakująca deklaracja: „idę na front”.

To właśnie ta zapowiedź, rzucona chwilę po dymisji, wywołała w Kijowie konsternację i falę spekulacji. Komentatorzy zastanawiają się, czy to symboliczny gest, próba zmiany narracji po skandalu, czy zapowiedź faktycznego przejścia do służby wojskowej. Wszystko dzieje się w momencie wyjątkowo trudnym: Ukraina stara się utrzymać jedność elit, uspokoić zaniepokojonych sojuszników i jednocześnie prowadzić rozmowy o przyszłej architekturze bezpieczeństwa. W takich okolicznościach dymisja jednego z najbardziej wpływowych ludzi w państwie może mieć konsekwencje daleko szersze niż polityczne przetasowania.

Co będzie dalej?

Operacja „Midas”, 100 mln dolarów i polityczna burza

Sercem afery jest sektor energetyczny i państwowy Enerhoatom. Według NABU w ramach śledztwa „Midas” (kryptonim operacji ws. łapówek) rozbito wysokopoziomową siatkę wpływów, która pobierała „prowizje” od kontraktów – łącznie nawet ok. 100 mln dol. Pieniądze miały być „przepuszczane” przez tzw. back office, czyli biuro pośredniczące w legalizowaniu nielegalnych środków. To konkretne liczby, dokumenty i zatrzymania – do tej pory zarzuty usłyszało kilka osób, choć nazwiska trzymano długo w cieniu. Jermak nie jest formalnie podejrzanym, ale fakt, że śledczy weszli do miejsc z nim związanych, wystarczył, by pękła polityczna tama.

W tym wszystkim jest jeszcze timing. Zaledwie dni przed dymisją Jermak był twarzą rozmów o ścieżce do rozejmu i „ramach pokoju”, o których szeroko pisaliśmy na Goniec.pl – kiedy Kreml chłodził entuzjazm po genewskich konsultacjach, to właśnie Jermak firmował ukraiński przekaz o „postępie”. Teraz ten układ sił się rozsypał.

Co dokładnie powiedział Jermak?

„Idę na front”. Gest odwagi czy polityczna kalkulacja?

Słowa Jermaka padły w wiadomości do „New York Post” i szybko podchwyciły je ukraińskie media. „Jestem uczciwym człowiekiem” – dodał, narzekając na „brak wsparcia” ze strony tych, „którzy znają prawdę”. Brzmi jak klasyczny kontratak: zamiast tłumaczyć się z nalotu NABU, były szef kancelarii przerzuca opowieść na tory patriotyzmu. Źródła w Kijowie mówią wprost: to ruch, który ma odczarować wizerunek „szarej eminencji” i przykryć dyplomatyczne tarcia. Jednocześnie to cios dla Zełenskiego – Jermak był jego filtrem do świata i krajowych elit; od lat „najbliżej prezydenta”, jak notuje BBC i ukraińskie redakcje.

Dla obrazu zewnętrznego sprawa jest równie drażliwa. Zachodni partnerzy przeglądają faktury, a nie deklaracje – i właśnie dlatego „Midas” tak boli. Antykorupcyjna ofensywa Kijowa ma dowodzić, że państwo działa, nawet gdy sprawa dotyka najwyższych pięter. Problem w tym, że w polityce percepcja bywa ważniejsza niż protokoły. Reuters przypomina, że skandal wybuchł, gdy kraj zmaga się z blackoutami, a obywatele tracą cierpliwość. Stąd ironiczny paradoks: walcząc z korupcją, Ukraina jednocześnie odsłania swoją wrażliwość.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News