Janusz Kaczmarek przerywa milczenie. Kulisy spraw Leppera, Olewnika i tajemnica Iwony Wieczorek
Były szef MSWiA i prokurator krajowy Janusz Kaczmarek w rozmowie z serwisem Goniec.pl wraca do najgłośniejszych śledztw ostatnich dekad. Mówi o błędach popełnionych po śmierci Andrzeja Leppera, o dramatycznych zaniechaniach w sprawie Krzysztofa Olewnika i o granicach, których nie może przekroczyć, komentując zaginięcie Iwony Wieczorek.
Materiał powstał na podstawie programu “Nagi Kadr”.
- Były minister wskazuje na niezrozumiałą zwłokę w przeprowadzeniu sekcji zwłok Andrzeja Leppera, co – jego zdaniem – otworzyło pole do spekulacji
- W sprawie Iwony Wieczorek przyznaje, że posiada wiedzę objętą tajemnicą adwokacką, która uniemożliwia mu pełną wypowiedź
- Analizując śledztwo dotyczące porwania Krzysztofa Olewnika, mówi wprost o „błędnej i jedynej” wersji przyjętej przez śledczych – tezie o samouprowadzeniu
Wątpliwości wokół śmierci Andrzeja Leppera
Śmierć lidera Samoobrony do dziś budzi emocje i pytania, czy państwo zrobiło wszystko, by rzetelnie wyjaśnić jej okoliczności. Pytany, czy Andrzej Lepper mógł odebrać sobie życie, Kaczmarek podkreśla złożoność ludzkiej natury.
Z jednej strony – twardy polityczny gracz. Z drugiej – człowiek zmagający się z problemami osobistymi, chorobą syna i polityczną marginalizacją. Jednak – jak zaznacza były prokurator – kluczowe znaczenie miały pierwsze godziny po odnalezieniu ciała.
Największe kontrowersje budzi czas, jaki upłynął między odkryciem zwłok a sekcją. W sprawie dotyczącej byłego wicepremiera standardy powinny być najwyższe, a działania natychmiastowe.
– Śmierć ta powinna spowodować większą czujność i bardziej dogłębne, rzetelne podejście do śledztwa, a nie czekanie z sekcją kilka dni. Nie tłumaczy tego fakt, że w tym czasie był weekend – mówi Janusz Kaczmarek.
Jak dodaje, opóźnienie mogło mieć realne konsekwencje procesowe.
– Gdyby sekcja została przeprowadzona wcześniej, prawdopodobnie można byłoby ustalić więcej szczegółów. Dziś daje to pole do różnego rodzaju spekulacji – podkreśla.
Chodzi m.in. o możliwość wykrycia substancji, które z czasem ulegają rozkładowi. Brak szybkich działań sprawił, że hipotezy o udziale osób trzecich do dziś funkcjonują w debacie publicznej.
Iwona Wieczorek. Granica tajemnicy
Zaginięcie Iwony Wieczorek to jedna z najbardziej zagadkowych spraw w najnowszej historii polskiej kryminalistyki. Kaczmarek, mieszkający na Wybrzeżu, obserwował ją od początku, a później zetknął się z nią również zawodowo – już jako adwokat.
I właśnie ta rola wyznacza dziś granicę jego publicznych wypowiedzi.
– Moja wiedza jest w dużej mierze wiedzą medialną, poza tym fragmentem, który jest objęty tajemnicą adwokacką. W związku z tym nie jest możliwe, bym szerzej wypowiadał się na ten temat – zaznacza w rozmowie z Gońcem.
Były prokurator przyznaje, że posiada informacje wykraczające poza przekaz medialny, ale obowiązujące go przepisy nie pozwalają ich ujawnić.
Opierając się jednak na doświadczeniu w sprawach porwań, ocenia, że szanse na odnalezienie kobiety żywej są minimalne. Brak żądania okupu i wieloletnia cisza wskazują – jego zdaniem – na najczarniejszy scenariusz. Sceptycznie odnosi się również do teorii, że ciało mogłoby znajdować się w pobliżu miejsca zamieszkania zaginionej.
– Raczej skłaniałbym się ku wersji, że nie znajduje się ono w pobliżu jej domu – mówi.
Olewnik. „Błędna i jedyna wersja”
Najostrzejsze słowa padają w kontekście śledztwa dotyczącego porwania Krzysztofa Olewnika. Kaczmarek nadzorował sprawę jako prokurator krajowy na późniejszym etapie i zdecydował o jej przeniesieniu do Olsztyna. Dziś mówi wprost o fundamentalnym błędzie, który zaważył na całym postępowaniu.
– Pierwsza część tego postępowania polegała na przyjęciu błędnej wersji i hołdowaniu jej jako jedynej – że Krzysztof Olewnik żyje, a być może upozorował własne porwanie – wskazuje.
To założenie – jak podkreśla – sprawiło, że zlekceważono istotne ślady i nie podjęto zdecydowanych działań operacyjnych w kluczowym momencie. Rodzina została pozostawiona sama sobie, a sprawcy przez długi czas czuli się bezkarni.
Kaczmarek przypomina, że ta sprawa to nie tylko historia proceduralnych zaniedbań, lecz przede wszystkim dramat człowieka przetrzymywanego przez dwa lata w nieludzkich warunkach – przykutego do betonowej konstrukcji w studni.
– To były tortury – mówi Gońcowi.
Sprawa Olewnika stała się symbolem bezradności państwa i doprowadziła do zmian w procedurach dotyczących zaginięć i porwań.
Dziś, po latach, były minister wraca do tych spraw bez politycznych emocji, ale z wyraźnym przekonaniem, że błędy pierwszych godzin i dni śledztwa potrafią zaważyć na wszystkim.
Źródło: Goniec