Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Horror bez szczęśliwego zakończenia. Klątwa utrzymana, Polska przegrywa ze Szwecją
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 31.03.2026 22:47

Horror bez szczęśliwego zakończenia. Klątwa utrzymana, Polska przegrywa ze Szwecją

Horror bez szczęśliwego zakończenia. Klątwa utrzymana, Polska przegrywa ze Szwecją
Horror bez szczęśliwego zakończenia. Klątwa utrzymana, Polska przegrywa ze Szwecją, fot.KapiF

Kto by pomyślał - bez obrony nie da się wygrać meczu. Reprezentacja Polski walczyła, szarpała, próbowała, ale nie wystarczyło, Szwedzi strzelili więcej bramek, w tym ostatnią pod sam koniec. Szwecja 3:2 Polska. Koniec marzeń, koniec emocji, koniec… Roberta Lewandowskiego?

  • Droga do finału i niespodzianki w składzie
  • Renesans Karola Świderskiego
  • Nietrafione pomysły Jana Urbana - klątwa utrzymana

Droga do finału i niespodzianki w składzie

Droga obu ekip do tego etapu wiodła przez czwartkowe półfinały, w których podopieczni Jana Urbana pokonali na PGE Narodowym Albanię 2:1, natomiast Szwedzi wygrali na wyjeździe z Ukrainą 3:1.

Dla drużyny gospodarzy wtorkowy mecz miał wymiar niezwykle prestiżowy, ponieważ stanowił bezpośrednią szansę na rewanż za finał baraży o mundial z 2022 roku. Cztery lata temu to na Stadionie Śląskim w Chorzowie reprezentacja Polski triumfowała 2:0, ostatecznie pozbawiając Szwedów wyjazdu do Kataru. Tym razem kluczowy atut własnego boiska leżał po stronie naszych rywali, co – jak pokazuje historia – stanowi dla polskiej kadry ogromną przeszkodę psychologiczną i sportową.

Sytuację skomplikowała dodatkowo statystyka kalendarzowa  – reprezentacja Polski w całej swojej historii nigdy nie wygrała meczu rozgrywanego 31 marca, notując dotychczas jeden remis i aż trzy porażki. Dzisiejsze starcie na Strawberry Arena w Solnie to był mecz zatem mecz, który niósł za sobą pewne obciążenie mentalne dla obu stron.

Jeżeli ktoś myślał, że Jan Urban po ostatnich manewrach z Oskarem Pietuszewskim nagle przestanie ryzykować, przeliczył się jak pewien polski piłkarz w kasynie. 

I Jan Urban też ponownie się przeliczył. Postawiono na niesztampowy skład i niesztampową taktykę. Najciekawszymi zmianami w składzie było wypróbowanie Przemysława Wiśniewskiego i Karola Świderskiego.

A taktyka swoją nieprzewidywalność opierała najwidoczniej na tym, że Anthony Elanga kryty był przez powietrze - okazało się to średnim pomysłem i zawodnik Newcastle United po podaniu Yasina Ayari'ego pokonał Kamila Grabarę już w 19. minucie przepięknym strzałem w samo okienko, a my musieliśmy odrabiać straty.

Dobra ofensywa i beznadziejna defensywa

Szwedom odpowiedział Nicola Zalewski. 24-latek, który nie mógł zagrać w poprzednim spotkaniu, zdecydowanie zaznaczył swoją obecność. W 33. minucie w dość niepozornej sytuacji zszedł do środka, myląc defensywę gospodarzy i oddał strzał - lecąca w światło bramki piłka niebezpiecznie skozłowała na murawie, po czym niefortunnie prześlizgnęła się po rękach interweniującego Nordfeldta i ostatecznie wpadła do siatki. Remis. Poza tym, Zalewski grał naprawdę mądrze z piłką - czasami wdał się w pojedynek, innym razem przetrzymał lub wycofał. Gorzej było w defensywie: wszakże to jego stroną poszła akcja, po której straciliśmy (słusznie czy nie - inna sprawa) drugą bramkę.

Robert Lewandowski także zdecydowanie mógł się podobać. Dobrze wyglądał z piłką, co jest pewną nowością w ostatnim czasie. Pomagał w różnych sektorach boiska, zanotował kilka odbiorów, celnie i mądrze podawał, stanowił fundament naszej ekipy. Tak powinien wyglądać lider. Zabrakło tylko tego, z czego rozliczamy go najczęściej - bramki.

Niestety, poważnie zawodziła defensywa dowodzona przez Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora. Zbyt łatwo stracona pierwsza bramka była niepokojącym emblematem tego, co czekało nas dalej. Jeżeli nie sprzyja sędzia, to tyły muszą być stabilne, a tego zabrakło, co znalazło swoje brutalne odzwierciedlenie w 44. minucie, tuż przed zejściem do szatni. Szwedzi wywalczyli rzut wolny na dogodnej wysokości. Do piłki podszedł Benjamin Nygren i posłał ostre, mocno rotowane dośrodkowanie na bliższy słupek bramki strzeżonej przez Kamila Grabarę.

Do centrowanej piłki jako pierwszy dopadł szwedzki stoper Gustaf Lagerbielke. Obrońca gospodarzy zdołał wyprzedzić polskiego bramkarza i precyzyjnym strzałem głową skierował futbolówkę do siatki, odbierając nam nadzieję aż do drugiej połowy.

Renesans Karola Świderskiego

Przywrócił ją zawodnik, który przedtem nie potrafił się - zgodnie z oczekiwaniami - odnaleźć na boisku. Karol Świderski, uprzednio niemogący znaleźć porozumienia z Robertem Lewandowskim, tracący piłkę, nawet blokujący plecami strzały własnych kolegów - to on wbił piłkę do siatki. Dośrodkowywał Cash, piłki w zamieszaniu dotknął jeszcze Kamiński, potem spadła pod nogi Zalewskiego, a ten podał właśnie do Świderskiego, który miał przed sobą pustą bramkę. Od 55. minuty znów się cieszyliśmy tym spotkaniem.

Nietrafione pomysły Jana Urbana - klątwa utrzymana

Niestety, klątwa Polaków nie została przełamana. Musiało tak być. Nie mogliśmy wygrać tego spotkania, dając w prezencie dwie bramki rywalowi i pomagając w zdobyciu trzeciej.

Szwedzi przeprowadzili groźną akcję, która zakończyła się mocnym strzałem. Kamil Grabara zdołał obronić to pierwsze uderzenie, ale piłka niefortunnie wróciła pod nogi Szwedów. Nastąpiła błyskawiczna dobitka i tym razem uratowało nas obramowanie bramki. Do trzech razy jednak sztuka - w tym zamieszaniu nasi obrońcy nie zdołali wybić futbolówki. Do odbitej piłki jako pierwszy dopadł znakomicie ustawiony Viktor Gyökeres. Strzałem z bliska wpakował ją do siatki. I tyle. Koniec.

Trudno stwierdzić, co powinien czuć polski kibic i kogo obwinić. Sędziego? Znajdą się podstawy. Obronę? Znajdą się podstawy. Trenera? Znajdą się podstawy. Kłamstwem byłoby zawyrokowanie, że naszym piłkarzom nie zależało. Części na pewno tak. Oddaliśmy w sumie 15 strzałów, 9 z nich było celnych. Wracaliśmy regularnie do gry. To nie był mecz w stylu niegdysiejszej reprezentacji Polski, która załamywała się po stracie bramki.

To jednak niczego nie zmienia.

Koszmar stał się jawą - Szwecja jedzie do Ameryki. Defensywa, która cudem przetrwała Albanię, nie wystarczyła na Szwecję. Tego się obawiano i to się wydarzyło. Szkoda tylko Roberta Lewandowskiego. Wszyscy chyba wiemy, co się teraz stanie.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji