FBI wchodzi do domu reporterki „Washington Post”. Zabrano laptopy i telefon
W środę rano FBI wkroczyło do domu reporterki The Washington Post, Hannah Natanson. Agenci przeszukali jej mieszkanie w Wirginii i zajęli elektronikę. Akcja budzi ogromne emocje – to rzadki i wyjątkowo agresywny krok wobec dziennikarza.
- Hannah Natanson nie jest podejrzaną ani celem śledztwa – potwierdziła to sama gazeta i agenci na miejscu
- Zajęto: telefon, dwa laptopy (w tym służbowy), smartwatch Garmin
- Przeszukanie dotyczyło kontrahenta rządowego Aurelio Perez-Lugones, oskarżonego o nielegalne przetrzymywanie materiałów niejawnych
Kim jest Hannah Natanson?
Hannah Natanson pracuje w The Washington Post od 2019 roku. Początkowo zajmowała się edukacją, później przeszła na tematykę dotyczącą administracji federalnej.
W ostatnich miesiącach stała się jedną z najważniejszych reporterek opisujących przebudowę rządu za prezydentury Donalda Trumpa. Skupiała się na masowych zwolnieniach, presji na pracowników i zmianach w federalnych agencjach.
W grudniu 2025 roku opublikowała osobisty tekst „I am The Post’s ‘federal government whisperer’”. Opisała w nim, jak w ciągu roku nawiązała kontakt z 1169 nowymi źródłami – głównie obecnymi i byłymi urzędnikami federalnymi.

Co dokładnie się wydarzyło 14 stycznia 2026?
Wczesnym rankiem FBI pojawiło się w domu Natanson, reporterka była na miejscu podczas przeszukania.
Agenci zajęli jej telefon komórkowy, dwa komputery (osobisty i służbowy) oraz smartwatch Garmin. Przedstawiciele The Washington Post podkreślają, że zarówno Natanson, jak i gazeta nie są celem śledztwa.
Śledztwo koncentruje się na Aurelio Perez-Lugones – kontrahencie z dostępem do tajnych informacji, oskarżonym o bezprawne wynoszenie dokumentów niejawnych (m.in. znaleziono je w jego lunchboxie i piwnicy).
Dlaczego akurat przeszukanie domu dziennikarki?
To bardzo nietypowy krok – w USA nawet w sprawach o wycieki tajnych informacji rzadko stosuje się przeszukania domów reporterów. Prawo z 1980 roku generalnie chroni materiały dziennikarskie przed takimi działaniami, chyba że sam reporter jest podejrzany o przestępstwo.
Administracja twierdzi, że Perez-Lugones kontaktował się z Natanson i przekazywał jej materiały niejawne. Prokurator generalna Pam Bondi napisała na X, że akcja była prowadzona na wniosek Pentagonu i ma chronić bezpieczeństwo narodowe.
The Washington Post i związki dziennikarskie podkreślają, że można było użyć łagodniejszych metod – na przykład wezwania do wydania materiałów – zamiast bezpośredniego najścia na dom.
Reakcje – od oburzenia do obrony administracji
Redaktor naczelny The Washington Post Matt Murray nazwał akcję „ekstraordynaryjną i agresywną”. Gazeta jest w stałym kontakcie z Natanson, służbami i prawnikami.
Związki dziennikarskie (m.in. Washington Post Guild, Reporters Committee for Freedom of the Press) mówią wprost o „ataku na wolność prasy” i „efekcie mrożącym” dla źródeł. Obawiają się, że urzędnicy będą bali się kontaktować z mediami.
Z kolei administracja Trumpa i dyrektor FBI Kash Patel podkreślają, że nie będzie tolerancji dla wycieków zagrażających bezpieczeństwu kraju i żołnierzom. Sprawa pozostaje w toku – wiele szczegółów jest wciąż nieznanych.
Źródło: Goniec.pl