"Amerykanie jak Rosjanie". Ekspert nie gryzł się w język
Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa przeszły do zdecydowanej ofensywy geostrategicznej. Waszyngton rzucił wyzwanie dotychczasowemu porządkowi świata, narzucając twarde warunki rywalom z Pekinu i Moskwy. Krzysztof Wojczal, ekspert ds. geopolityki, zabrał głos w tej sprawie w wywiadzie dla naszego portalu.
- Dominacja na zachodniej półkuli: Interwencja w Wenezueli to sygnał, że wpływy Chin i Rosji w Ameryce Łacińskiej dobiegły końca
- „Make Europe Great Again”: Waszyngton dąży do budowy silnej militarnie Europy, która pozostanie jednak zależna od USA w kwestiach politycznych i energetycznych
- Blokada Chin: Pekin pozostaje niezdolny do inwazji na Tajwan ze względu na całkowite uzależnienie od morskich dostaw surowców, kontrolowanych przez US Navy
Amerykański „rewolwer” i nowa doktryna Monroe
Interwencja w Wenezueli nie była jedynie lokalną operacją, lecz elementem szerszego planu usunięcia obcych mocarstw z Ameryki Łacińskiej. Zabezpieczenie tego obszaru ma kluczowe znaczenie strategiczne – rozmieszczenie tam wrogich systemów rakietowych stanowiłoby bezpośrednie zagrożenie dla wybrzeży USA oraz swobody operowania floty w rejonie Kanału Panamskiego.
Krzysztof Wojczal zauważa, że to, co wydarzyło się w Wenezueli, jest lekcją dla całego świata:
- Amerykanie zrobili w Wenezueli to, co Rosjanie chcieli osiągnąć w Kijowie w 2022 roku. Zrobili dokładnie to, o czym marzą Chińczycy w kontekście Tajwanu, a czego boją się zrealizować z różnych względów.
Działanie to miało charakter demonstracji siły. Jak podkreśla ekspert:
- To miało być tak sugestywne, głośne, szokujące i tak perfekcyjnie przeprowadzone, aby sama amerykańska presja polityczna była później niezwykle skuteczna i nie wymagała kolejnego użycia siły.
Wenezuela, zmuszona do zerwania kontaktów z Pekinem i Moskwą, stała się symbolem powrotu do rozszerzonej doktryny Monroe. Waszyngton jasno komunikuje, że Rosja i Chiny nie mają już wstępu na zachodnią półkulę.

Plan Trumpa na Stary Kontynent: Silna Europa pod egidą USA
Wbrew obiegowym opiniom, nowa amerykańska strategia nie traktuje Europy jako wroga, lecz jako region wymagający gruntownej przebudowy. Waszyngton oczekuje, że państwa europejskie zaczną przeznaczać co najmniej 5% PKB na zbrojenia. Pozwoliłoby to Amerykanom na przesunięcie ciężaru sił konwencjonalnych na Daleki Wschód.
Ekspert wyjaśnia to pozornie sprzeczne podejście:
- Amerykanie uważają, że Europa jest słaba, ale chcą, żeby była silna.
W tej wizji Europa ma stać się potężnym wsparciem militarnym, pozostając jednocześnie pod amerykańskim parasolem nuklearnym i w pełnej zależności od dostaw energii z USA. Trump stosuje tu metodę faktów dokonanych i wysokiej licytacji, co widać było nawet w kontrowersyjnych propozycjach dotyczących terytoriów zależnych:
- Zalicytował wysoko, dając do zrozumienia: jeśli nie kupimy Grenlandii, to ją podbijemy. Przekaz był jasny: i tak nie macie szans, wcześniej czy później ją zajmiemy, bo chcemy całej Grenlandii.
Rzeczywista izolacja Rosji
Podczas gdy w sferze dyplomatycznej Trump wykonuje gesty, które mogą sugerować chęć porozumienia z Kremlem, realne działania jego administracji systematycznie osłabiają pozycję Putina. W ciągu ostatniego roku Rosja utraciła wpływy w Syrii, została wyparta z mediacji na Kaukazie, a jej infrastruktura energetyczna jest skutecznie neutralizowana.
Waszyngton wykorzystuje zaangażowanie Kremla na Ukrainie, aby przejmować rosyjskie strefy wpływów w Azji Środkowej. Krzysztof Wojczal ocenia skalę tej degradacji surowo:
- Rosjanie zostali w ostatnich 12 miesiącach tak rozegrani, że w mojej ocenie w ciągu ostatnich pięciu lat nie utracili tak znaczących wpływów na całym świecie.
Dlaczego Chiny nie zaatakują Tajwanu?
Mimo eskalacji napięć w Cieśninie Tajwańskiej, Chiny znajdują się w pułapce zależności. Pekin sprowadza aż 90% potrzebnej ropy i gazu drogą morską, która jest pod niemal całkowitą kontrolą US Navy i jej sojuszników (Japonii, Australii i Korei Południowej). Dodatkowo chińska gospodarka, oparta na eksporcie na Zachód, jest skrajnie wrażliwa na sankcje.
Analizując potencjał wybuchu konfliktu, Wojczal stwierdza krótko:
- Chińczycy są zbyt zależni, by decydować się na rozpoczęcie wojny.
Jednocześnie ekspert ostrzega przed złudnym poczuciem bezpieczeństwa w relacjach z autorytaryzmami, przypominając, że:
- Państwa totalitarne dotychczas nie potrzebowały żadnych pretekstów – jeśli chciały użyć siły, po prostu to robiły.
Źródło: Goniec.pl