Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Dziwne zachowanie Hołowni. Nagle przerwał obrady: "To ja bym poprosił na piśmie"
Anna Badurska
Anna Badurska 12.02.2026 15:55

Dziwne zachowanie Hołowni. Nagle przerwał obrady: "To ja bym poprosił na piśmie"

Dziwne zachowanie Hołowni. Nagle przerwał obrady: "To ja bym poprosił na piśmie"
Szymon Hołownia, fot. KAPiF

Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu doszło do incydentu, o którym będą mówić wszyscy. Szymon Hołownia, znany ze swojego błyskotliwego języka, stanął w obliczu niespodziewanego gestu posła Popielarza, co doprowadziło do serii zdarzeń, jakich mury przy Wiejskiej dawno nie widziały.

  • Tajemniczy dokument trafił w ręce Marszałka tuż po zejściu z mównicy Olgi Semeniuk-Patkowskiej
  • Szymon Hołownia domaga się „zaświadczenia na piśmie” 
  • Jaką tajemnicę skrywa odpowiedź z Komendy SOK w Lesznie, którą przytoczył Marszałek?

Poważna atmosfera w Sejmie. Nagle padły te słowa

Atmosfera w sali plenarnej gęstniała z każdą minutą wystąpienia minister Olgi Semeniuk-Patkowskiej. Gdy tylko parlamentarzystka opuściła mównicę, doszło do sceny, która natychmiast przykuła wzrok wszystkich fotoreporterów. Poseł Popielarz energicznym krokiem podszedł do stołu prezydialnego i wręczył Szymonowi Hołowni tajemniczą kartkę.

Nikt nie wiedział, co zawiera dokument, ale reakcja Marszałka była błyskawiczna. Zamiast schować pismo do teczki, postanowił on wykorzystać tę chwilę, by w swoim stylu odpowiedzieć na szeptane pod jego adresem uwagi. To, co wydarzyło się chwilę później, kompletnie zmieniło nastrój w budynku parlamentu.

– Pan poseł Popielarz mi powiedział, że jestem bystry. Nie wiem czym zasłużyłem sobie na taki komplement, ale dziękuję serdecznie. Pan poseł Kaleta potwierdza – mówił Hołownia, a na jego twarzy malował się charakterystyczny, zagadkowy uśmiech.

Marszałek, czując, że ma uwagę całej sali, nie zatrzymał się, wprawił tym samym obserwatorów w niewątpliwie dobry humor. Zamiast przejść do porządku dziennego, zaczął kreślić wizję... cyklicznych kontroli własnej inteligencji.

Dziwne zachowanie Hołowni. Nagle przerwał obrady: "To ja bym poprosił na piśmie"
Posiedzenie Sejmu 12.02.2026 Fot. Redakcja

„Będę się stawiał co 3 miesiące”. Absurdalna prośba Marszałka

Czy można udowodnić inteligencję dokumentem? W polskiej rzeczywistości biurokratycznej papier jest często ważniejszy od faktów. Po wtrąceniu posła Kalety, siedzącego na sali, o konieczności opieczętowania takiego dokumentu, Hołownia postanowił uderzyć w te właśnie struny, kontynuując dialog z posłem Popielarzem i domagając się oficjalnych dowodów na swoją „bystrość”.

Marszałek wysunął propozycję, która brzmi jak scenariusz z najlepszej komedii. Nie poprzestał na zwykłym podziękowaniu. On chciał dowodów „na twardo”.

– To ja bym poprosił na piśmie, dobrze? Będę się stawiał co 3 miesiące na potwierdzenie, żeby mieć zaświadczenie. Bardzo dziękuję Panie pośle – rzucił z uśmiechem.

Gdy z sali dobiegły kolejne głosy, w tym wspomniane wtrącenia posła Kalety, Hołownia nie wytrzymał i wybuchnął krótkim śmiechem. To właśnie wtedy padło zdanie, które idealnie podsumowuje polską „papierologię”:

Bez pieczątki to nic nie jest ważne. Zaraz się przekonamy, będziemy pieczętować swoje wystąpienia – dodał, wskazując na mównicę i sugerując, że sejmowa biurokracja właśnie weszła na zupełnie nowy poziom.

Tajemnicze pismo z Leszna. Finał anegdoty, który zwalił z nóg

Najmocniejszy akcent tej wymiany zdań miał jednak dopiero nadejść. Zanim Marszałek dopuścił do głosu kolejną osobę, postanowił podzielić się z posłami osobistym wspomnieniem dotyczącym Służby Ochrony Kolei.

To właśnie w tym momencie na jaw wyszło, skąd u Hołowni takie przywiązanie do urzędowych potwierdzeń cech intelektualnych. Okazuje się, że Marszałek ma w swojej szufladzie dokument, którego mógłby mu pozazdrościć niejeden polityk.

– Miałem kiedyś takie doświadczenie z komendy okręgowej SOK w Lesznie. Komenda Okręgowa SOK w Lesznie jest zdania, że jest Pan człowiekiem inteligentnym. Otrzymałem takie pismo w odpowiedzi na moje zażalenie – wyznał z rozbrajającą szczerością.

Po krótkim, rozchodzącym się echem w sali śmiechu, Hołownia uciął temat i od razu zaprosił kolejną osobę do mównicy. Jedno jest pewne: dzisiejsza sesja udowodniła, że w polskim parlamencie nawet komplement może stać się początkiem zabawnego spektaklu. Na sali plenarnej też przecież potrzebna jest odrobina humoru.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji