Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Skandaliczne zachowanie uczniów w szkołach. Poseł Józefaciuk bije na alarm
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 10.02.2026 09:59

Skandaliczne zachowanie uczniów w szkołach. Poseł Józefaciuk bije na alarm

Skandaliczne zachowanie uczniów w szkołach. Poseł Józefaciuk bije na alarm
Marcin Józefaciuk, fot. EastNews

Coraz więcej polskich nauczycieli alarmuje: lekcje są przekazywane na żywo do internetu bez ich wiedzy i zgody. Uczniowie chowają telefony w piórnikach, na kolanach lub w innych miejscach, a w tle słychać głos pedagoga, widać fragmenty klasy, tablicę, a czasem nawet twarze innych dzieci. Widzowie z zewnątrz wysyłają “gifty”, piszą prowokacyjne komentarze i podjudzają do wybryków dla zasięgów. To nie pojedyncze incydenty, lecz masowy trend, który zmienia szkołę w plan transmisji na żywo. Porozmawiał z nami o tym poseł Marcin Józefaciuk, który nagłaśnia problem.

  • Naruszenie prywatności – nauczyciele i uczniowie są transmitowani bez zgody, co łamie ich prawo do wizerunku
  • Ryzyko kontaktu z nieznajomymi dorosłymi – transmisje oglądać może dosłownie każdy, w tym osoby o złych intencjach
  • Cyberprzemoc i eskalacja zachowań – presja publiczności online prowadzi do ośmieszania nauczycieli i prowokacji wśród uczniów

Ukryty telefon i transmisja non-stop

Zjawisko przybrało na sile w ostatnim czasie – szczególnie na TikToku. Wystarczy wejść na aplikację w godzinach lekcyjnych, by natknąć się na dziesiątki relacji na żywo prowadzonych prosto z polskich klas. Uczniowie chowają smartfony w piórnikach, ustawiają je na ławkach lub trzymają na kolanach. W tle słychać nauczyciela wyjaśniającego materiał, dzwonek, rozmowy kolegów. Czasem kamera uchwyci całą twarz pedagoga lub innych uczniów.

Nauczyciele często nie mają pojęcia, że są transmitowani. Kiedy już zauważą podejrzane zachowanie – uczeń ciągle patrzy w dół, śmieje się pod nosem lub coś szepcze – działają w próżni prawnej. Szkolne regulaminy zakazują używania telefonów, ale wobec globalnych platform są bezradne. Brakuje skutecznych narzędzi szybkiej reakcji i blokowania takich transmisji.

Presja czatu i prowokacje dla zasięgów

Najgroźniejszy jest wpływ widowni online. Pod wpływem giftów i lajków uczniowie eskalują zachowania. Dochodzi do ośmieszania nauczyciela, rzucania papierami, wygłupów – wszystko po to, by zyskać reakcje i wyświetlenia.

To klasyczny mechanizm cyberprzemocy grupowej. Presja publiczności sprzyja eskalacji – dziecko, które w normalnych warunkach byłoby spokojne, nagle robi rzeczy, na które nigdy by się nie odważyło. Nauczyciel staje się obiektem drwin, a czasem nawet wyzwisk w komentarzach.

Dodatkowo pojawia się ryzyko kontaktu z dorosłymi nieznajomymi. Transmisję może oglądać każdy – w tym osoby dorosłe o niejasnych intencjach. Brak realnej weryfikacji wieku na platformach sprawia, że dzieci poniżej 13 lat (a czasem nawet młodsze) prowadzą live’y, choć regulaminy tego zabraniają.

Czas na zdecydowane działania – co musi się zmienić?

O skali tego problemu i potencjalnych rozwiązaniach porozmawiał z nami poseł Marcin Józefaciuk:

- Ja jak najbardziej byłem i nadal jestem za zmianami, które były proponowane w zawetowanej ustawie przez pana prezydenta. Ona po części również dawała takie możliwości.

- Mówimy tutaj o transmisjach na żywo. Po zgłoszeniu przez nauczyciela to już nie jest live. Bardzo często takie transmisje po prostu znikają z internetu – chyba że ktoś je wcześniej zapisze i później udostępni jako materiał archiwalny. Musimy pamiętać, że jest to wycinek procesu dydaktycznego. Taki fragment nie pokazuje pełnego kontekstu sytuacji. Po pierwsze, godzi to w swobodę pracy nauczyciela oraz w ochronę nauczyciela jako funkcjonariusza publicznego w trakcie wykonywania obowiązków. Po drugie, przerzuca się w ten sposób sugestię, że nauczyciel robi coś niewłaściwego, podczas gdy w żadnym wypadku nie musi tak być.

- Nie widzę uzasadnienia dla nagrywania fragmentów lekcji bez podstawy prawnej. To część procesu dydaktycznego – nie wiemy, co działo się wcześniej ani jaki był szerszy kontekst. Taki materiał bardzo łatwo zmanipulować. Dodatkowo często padają nazwiska, dane wrażliwe czy informacje prywatne. Tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca.

- Jeżeli mówimy o usuwaniu lub blokowaniu takich materiałów, uważam, że jak najbardziej powinno to następować, ponieważ jest to niebezpieczne. Państwo ma obowiązek reagować w interesie publicznym. Takie transmisje nie sprzyjają zrozumieniu specyfiki zawodu nauczyciela. Nie chodzi tu o „krycie” kogokolwiek, ale o kontekst. To tak, jakby z długiej rozmowy na ważny temat wyciąć dziesięć sekund i na tej podstawie oceniać całość.

Co może zrobić nauczyciel, a co powinna zrobić szkoła?

I dalej:

- Nie widzę również podstaw prawnych do dokonywania takich nagrań. Jeżeli zostały wykonane bez podstawy prawnej, trudno wyobrazić sobie, aby państwo nie miało możliwości ich usunięcia lub zablokowania. 

- Jeżeli nauczyciel widzi, że uczeń nagrywa transmisję i wiadomo, kto to robi, ma określone możliwości działania. Może poprosić o wyłączenie urządzenia, wezwać rodzica, zażądać wglądu w materiał czy poprosić o jego usunięcie. Jednak problem jest głębszy: co dzieje się w domu ucznia, że wpada on na pomysł nagrywania lekcji?

- Jeżeli uczeń traktuje nagranie jako formę notatki, powinien porozmawiać o tym z nauczycielem. Jeżeli robi to dla popisu lub by kogoś ośmieszyć, należy zadać pytanie o funkcję wychowawczą rodziny. W takich przypadkach powinna być możliwość wglądu w sytuację rodzinną przez sąd rodzinny, ponieważ może to być rodzina dysfunkcyjna, na granicy patologii, która nie szanuje ani systemu hierarchicznego, ani wcześniej uzgodnionych zasad.

- Wszystko zależy również od zasad obowiązujących w danej szkole, na przykład od tego, czy obowiązuje zakaz używania telefonów komórkowych. Odpowiadając na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę wiele aspektów. Kluczowy jest cel działania ucznia. Jeżeli nagrywa dla siebie, aby się uczyć, reakcja powinna być inna. Jeżeli robi to, by zwrócić na siebie uwagę, może to oznaczać, że tej uwagi brakuje mu w domu i w ten sposób woła o pomoc. Takimi sytuacjami należy się zająć.

- Szkoła ma pewne możliwości reagowania, jednak często są one ograniczone. Każdy wniosek o wgląd w sytuację rodziny może spotkać się z kontrwnioskiem oskarżającym nauczyciela. W praktyce nauczyciel bywa w takiej sytuacji na słabszej pozycji. Dlatego wystąpiłem do wszystkich klubów parlamentarnych z pomysłem projektu powołania rzecznika praw nauczyciela i pracowników oświaty. Potrzebne jest ciało, które będzie stało na straży ich praw.

- Wiele praw bywa w takich sytuacjach naruszanych. Nie możemy dopuścić do tego, aby w instytucji publicznej, do której rodzice posyłają dzieci z przekonaniem, że jest bezpieczna, dochodziło do zagrożeń. Widzimy również przypadki z zagranicy, gdzie dochodzi do sytuacji zagrażających bezpieczeństwu. Nie mówię wyłącznie o skrajnych przypadkach, ale o realnym ryzyku.

- Publiczne pokazywanie sal lekcyjnych może oznaczać ujawnianie informacji o ich układzie, zabezpieczeniach czy wyposażeniu, co potencjalnie stwarza zagrożenie. Tymczasem uczniowie często myślą, że robią coś dla rozrywki czy dla popularności, a w rzeczywistości albo próbują zwrócić na siebie uwagę, albo świadomie podejmują działania, które mogą być na granicy prawa lub niezgodne z prawem.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji