Dramatyczny pożar. Cała Biedronka w ogniu. Nagle runął dach. Strażacy byli w środku
Sobotni poranek w jednym z dolnośląskich miast został gwałtownie przerwany przez nagłe zdarzenie, które w krótkim czasie doprowadziło do eskalacji zagrożenia i uruchomienia procedur kryzysowych. Na miejsce skierowano ogromne siły ratownicze, a przebieg akcji szybko pokazał, że nie będzie to rutynowe działanie. Warunki atmosferyczne oraz dynamika zdarzeń stworzyły wyjątkowo trudne środowisko pracy dla służb.
- Pożar, który w kilka minut wymknął się spod kontroli
- Oblodzona pułapka i dramat podczas akcji ratunkowej
- Wielka mobilizacja służb i niepewna sytuacja na miejscu
Pożar, który w kilka minut wymknął się spod kontroli
Do pożaru doszło w sobotę, 1 lutego 2026 roku, w godzinach przedpołudniowych. Zgłoszenie, które wpłynęło do służb ratunkowych, początkowo dotyczyło ognia widocznego w obrębie obiektu handlowego. Pierwsze zastępy straży pożarnej pojawiły się na miejscu niemal natychmiast, jednak już w chwili rozpoznania sytuacji było jasne, że skala zagrożenia jest poważna.
Ogień bardzo szybko objął znaczną część konstrukcji, a szczególnie newralgiczny okazał się dach budynku. W ciągu kilku minut od rozpoczęcia działań doszło do gwałtownego załamania konstrukcji, co diametralnie zmieniło przebieg akcji. Zawalenie dachu spowodowało nagły wzrost intensywności pożaru i uniemożliwiło prowadzenie działań w dotychczasowym zakresie.
W takich sytuacjach dowódcy zmuszeni są do natychmiastowej zmiany taktyki – z działań bezpośrednich na obronne. Oznacza to koncentrację nie na ratowaniu samego obiektu, ale na ochronie otoczenia, zapobieganiu rozprzestrzenianiu się ognia oraz zapewnieniu bezpieczeństwa ratownikom. W praktyce pożar objął niemal cały budynek, a płomienie były widoczne z dużej odległości.
Oblodzona pułapka i dramat podczas akcji ratunkowej
Ogień nie był jedynym zagrożeniem, z jakim musieli mierzyć się strażacy. Niskie temperatury sprawiły, że ogromne ilości wody używane do gaszenia natychmiast zamarzały na nawierzchni wokół obiektu. Chodniki, asfalt i place manewrowe w krótkim czasie zamieniły się w śmiertelnie niebezpieczne lodowisko.
To właśnie ten czynnik doprowadził do groźnych zdarzeń w trakcie akcji. Dwóch strażaków, poruszających się w ciężkim umundurowaniu ochronnym, poślizgnęło się na oblodzonej nawierzchni. Upadki były na tyle poważne, że konieczna była interwencja medyczna. Jeden z ratowników doznał urazu barku, drugi kontuzji stawu skokowego.
Choć obrażenia nie zagrażają ich życiu, incydent ten pokazuje, jak ekstremalnie trudne są warunki prowadzenia działań ratowniczo-gaśniczych zimą. Strażacy muszą jednocześnie walczyć z żywiołem, dbać o stabilność konstrukcji, uważać na toksyczny dym, a przy tym poruszać się po nawierzchni, która z każdą minutą staje się coraz bardziej niebezpieczna.
Zamarzająca woda utrudnia także logistykę – dostęp do sprzętu, hydrantów i dróg ewakuacyjnych jest ograniczony, a każda zmiana pozycji wiąże się z ryzykiem kolejnego wypadku.
Wielka mobilizacja służb i niepewna sytuacja na miejscu
Skala zdarzenia wymusiła zaangażowanie ogromnych sił ratowniczych. Do walki z żywiołem skierowano ponad 20 zastępów straży pożarnej z kilku powiatów, w tym specjalistyczny sprzęt wysokościowy, autodrabiny oraz podnośniki. Działania prowadzone są jednocześnie z wielu stron, a na miejsce nieustannie docierają kolejne jednostki wsparcia.
Strażacy pracują w bardzo trudnych warunkach – wysoka temperatura, gęsty dym oraz niestabilna konstrukcja budynku sprawiają, że akcja jest długotrwała i nieprzewidywalna. Zawalone elementy dachu tworzą zwały palnych materiałów, które mogą tlić się przez wiele godzin, a nawet ponownie doprowadzić do rozwoju ognia.
Na obecnym etapie nie można jeszcze mówić o pełnym opanowaniu sytuacji. Służby podkreślają, że pożar może się nadal rozwijać, zwłaszcza w trudno dostępnych przestrzeniach konstrukcyjnych. Dopiero po całkowitym ugaszeniu ognia możliwe będzie rozpoczęcie czynności dochodzeniowych, które pozwolą ustalić przyczynę zdarzenia.
Dla mieszkańców Polkowic to jedno z najpoważniejszych zdarzeń ostatnich lat. Akcja gaśnicza może potrwać wiele godzin, a skutki pożaru będą odczuwalne jeszcze długo – zarówno pod względem strat materialnych, jak i organizacyjnych. Dla strażaków to kolejny dowód, że każda interwencja może w jednej chwili przerodzić się w walkę nie tylko z ogniem, ale i z ekstremalnymi warunkami, które nie wybaczają najmniejszych błędów
