Decyzja podjęta bez udziału Polski. Prof. Jureńczyk odsłania kulisy gry o wojska USA
Podczas dyplomatycznej wizyty na Litwie prezydent Karol Nawrocki zadeklarował pełną gotowość Polski do przyjęcia amerykańskich żołnierzy, którzy wycofywani są z terytorium Niemiec. Głowa państwa zapowiada przekonywanie prezydenta Donalda Trumpa do zatrzymania tych sił w Europie. O potencjalnych konsekwencjach takiego ruchu porozmawiał z nami doktor habilitowany Łukasz Jureńczyk, profesor uczelni i kierownik Katedry Polityki Bezpieczeństwa Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.
- Polska dysponuje gotową infrastrukturą logistyczną umożliwiającą natychmiastowe przyjęcie wycofywanych zza Odry amerykańskich kontyngentów wojskowych
- Prezydent USA Donald Trump oficjalnie dopuszcza bezpośredni transfer wycofywanych wojsk do Polski
- Doktor habilitowany Łukasz Jureńczyk z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy ocenia, że decyzja Waszyngtonu zapadła autonomicznie i relokacja ta nie uderza w polsko-niemieckie relacje sojusznicze
Deklaracja w Wilnie i odpowiedź z Waszyngtonu
Podczas majowej wizyty na Litwie prezydent Karol Nawrocki zadeklarował, że w przypadku faktycznej redukcji amerykańskiego personelu zbrojnego w Niemczech, strona polska dysponuje pełnymi zdolnościami do absorpcji tych wojsk. Głowa państwa publicznie podkreśliła, że Rzeczpospolita wybudowała już odpowiednią infrastrukturę logistyczną i mieszkaniową, która pozwala na szybkie wdrożenie operacyjne nowych sił. Nawrocki zapowiedział podjęcie bezpośrednich negocjacji z prezydentem Donaldem Trumpem, definiując jako priorytet zatrzymanie armii amerykańskiej w strukturach obronnych Europy.
Działania polskiej dyplomacji stanowią odpowiedź na bieżące rozstrzygnięcia administracji waszyngtońskiej. W pierwszych dniach maja 2026 roku Pentagon ujawnił plany modyfikacji stacjonowania sił zagranicznych. Zakres zmian operacyjnych obejmuje:
- wyprowadzenie z terytorium Republiki Federalnej Niemiec grupy 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy w perspektywie od 6 do 12 miesięcy,
- analizę możliwości przeprowadzenia bezpośredniego transferu wojsk do Polski, co w ubiegłym tygodniu oficjalnie uprawdopodobnił Donald Trump,
- wyegzekwowanie zobowiązań od partnerów europejskich w związku z dotychczasowymi zaniechaniami Berlina w osiąganiu wymaganych nakładów na zbrojenia.
Inicjatywa zlokalizowania zagranicznych komponentów w Polsce ma poparcie wszystkich ośrodków polskiej władzy wykonawczej. Podczas branżowej konferencji Defence24 Days w Warszawie, premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski potwierdzili, że rząd stale zabiega o maksymalną obecność wojskową USA nad Wisłą. Przedstawiciele Rady Ministrów podkreślają strategiczną konieczność umieszczania sił odstraszania w odległości zaledwie 250 kilometrów od realnych stref działań zbrojnych i obszarów podwyższonego ryzyka militarnego.

Nowa rola państw wschodniej flanki
Ewentualna rewizja dyslokacji amerykańskich jednostek determinuje konieczność zdefiniowania na nowo europejskiej struktury odstraszania. Dynamiczną sytuację analizuje doktor habilitowany Łukasz Jureńczyk:
– Prezydent, przy pełnym wsparciu ze strony MSZ i MON, powinien zabiegać w USA, aby wycofywane siły z Niemiec nie opuściły Europy. Potencjalne rozmieszczenie ich na wschodniej flance NATO, w tym w Polsce, byłoby korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa całej Europy, w tym przede wszystkim Europy Środkowo-Wschodniej.
Uzasadnieniem dla wdrożenia stałego przesunięcia infrastruktury sprzętowej na wschód jest definitywna i twarda zmiana parametrów wektorów rosyjskiego zagrożenia. W ujęciu geostrategicznym państwa dawnego bloku wschodniego stanowią obecnie główną oś terytorialnej ochrony.
– Współczesne uwarunkowania są zupełnie inne niż te z okresu zimnej wojny, kiedy Niemcy były państwem frontowym. Dziś rolę takich państw pełnią kraje bałtyckie i Polska, a na północnej flance przede wszystkim Finlandia. Niemcy powinny zatem pogodzić się ze stopniowym przenoszeniem punktu ciężkości sojuszniczego stacjonowania sił do tych państw, aby właśnie wzmocnić spójność sojuszniczą.
Relacje wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego
Skokowe powiększenie amerykańskiego garnizonu zbrojnego w granicach Rzeczypospolitej nierzadko interpretowane jest jako czynnik konfliktogenny uderzający bezpośrednio w interesy i wiarygodność Republiki Federalnej Niemiec. W optyce faktów i procedur dyplomatycznych redukcja etatów żołnierzy jest wyłącznie pochodną decyzji rządu federalnego Stanów Zjednoczonych. Profesor Łukasz Jureńczyk wyjaśnia genezę tych procesów, stanowczo odrzucając tezę o podkopywaniu jedności Sojuszu przez Warszawę.
– Decyzja dotycząca wycofania jednostek z Niemiec została podjęta samodzielnie przez administrację amerykańską, bez udziału Polski, tak więc nie ma tu mowy o osłabianiu przez Polskę więzi sojuszniczej i spójności europejskiej.
Nadrzędnym celem państw europejskich pozostaje powstrzymanie całkowitego transferu tysięcy uzbrojonych żołnierzy i wyspecjalizowanych wozów bojowych z powrotem na kontynent północnoamerykański. Fizyczne zatrzymanie zaplecza wojskowego w Europie opłaca się bowiem każdemu państwu członkowskiemu, redukując ogólne ryzyko rozszerzenia rosyjskiej inwazji na terytorium Paktu. Taka taktyka zmusza sojuszników do obrania wspólnego kursu lobbingowego.
– Teraz w interesie zarówno Warszawy, jak i Berlina i innych stolic europejskich powinno leżeć, aby siły te nie opuściły Europy, co będzie działaniem na rzecz pogłębienia solidarności sojuszniczej.
Źródło: Goniec.pl