Wyrok w sprawie śmiertelnego wypadku na quadzie w Myszkowie. Wdowa zapowiada apelację
Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał 42-letniego Dariusza B. na pięć lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku na quadzie. Jak podają policyjne komunikaty oraz dziennik „Fakt”, wyrok wywołał sprzeciw rodziny ofiary, która nie zgadza się z argumentacją sędziego. Bliscy zmarłego zapowiadają zaskarżenie orzeczenia do wyższej instancji.
Przebieg wypadku na ulicy Sikorka
Do zdarzenia doszło 17 lipca ubiegłego roku około godziny 22:00 w Myszkowie. Według ustaleń Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie Dariusz B. kierował quadem, którym przewoził swojego sąsiada, 45-letniego Sebastiana K., oraz jego dziewięcioletniego syna. W pewnym momencie kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w przydrożne drzewo na ulicy Sikorka. Żaden z uczestników jazdy nie miał na głowie kasku.
Wskutek odniesionych obrażeń wewnętrznych Sebastian K. zmarł w szpitalu tydzień po wypadku. Jego dziewięcioletni syn doznał licznych złamań i urazów wewnętrznych. Przybyłe na miejsce służby ratunkowe zastały poszkodowanych poza pojazdem, co początkowo utrudniło ustalenie, kto w chwili wypadku siedział za kierownicą.

Ekspertyzy i zarzuty prokuratury
Prokuratura Rejonowa w Myszkowie oskarżyła Dariusza B. o spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości i pod wpływem amfetaminy, czemu kierowca początkowo zaprzeczał. Biegli wykazali, że quad jechał o 35 km/h za szybko. Ostatecznie mężczyzna przyznał się do winy, a przed procesem przeprosił rodzinę zmarłego.
„Chciałbym cofnąć czas. Wiem, że już nie da się życia przywrócić memu sąsiadowi, wspaniałemu koledze, jest mi bardzo przykro z tego powodu” – oświadczył oskarżony na łamach „Faktu”.
Decyzja sądu i wymiar kary
Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał Dariusza B. na pięć lat pozbawienia wolności. To najniższa kara, jaką sąd mógł orzec w tej sprawie, choć prokuratura domagała się siedmiu lat więzienia. Sędzia Marek Zachariasz zdecydował też o dożywotnim zakazie prowadzenia pojazdów oraz zasądził nawiązki w wysokości 50 tysięcy złotych dla wdowy i 100 tysięcy dla rannego dziewięciolatka.
Przewodniczący składu orzekającego surowo ocenił postawę oskarżonego.
„Kompletnie zdyskredytował się pan jako kierowca, pan nie może już wsiąść za kierownicę” – uzasadniał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
Stanowisko stron i zapowiedź apelacji
Sędzia uznał, że do wypadku doszło za „przyzwoleniem” dorosłych.
„To wszystko działo się na oczach matki dziecka, to wręcz odruch bezwarunkowy, naturalny odruch matki, by dziecko nie jechało” – argumentował sędzia Zachariasz.
Słowa te oburzyły Annę K.
„Mnie nie było w tym czasie na podwórku. Byłam w domu. Wyszłam, gdy odjeżdżali. Co miałam zrobić?” – relacjonowała „Faktowi”.
Apelację zapowiedziała pełnomocniczka wdowy, adwokat Agnieszka Kubiak-Wierzbicka.
„Moja klientka nie wiedziała, że panowie noszą się z takim zamiarem” – podkreśliła adwokat.
Zapowiedziała przy tym walkę o zmianę wyroku w sądzie okręgowym.