Tragiczny finał walki o życie. Nie żyje piąta ofiara pożaru strzelnicy na Ursynowie
Liczba ofiar śmiertelnych pożaru w strzelnicy przy ulicy Migdałowej wzrosła do pięciu osób. Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła, że zabezpieczone nagrania z kamer bezpieczeństwa dokumentują niezwykle gwałtowny przebieg zdarzenia, który uniemożliwił pracownikom bezpieczną ucieczkę z płonącego budynku.
Zmarł piąty pracownik ekipy remontowej
Piątą ofiarą tragedii okazał się 40-letni obywatel Polski, który przez kilkanaście dni walczył o życie w szpitalu. Mężczyzna nigdy nie odzyskał przytomności. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba, przekazał:
„1 kwietnia zmarła kolejna osoba pokrzywdzona w wyniku pożaru. To obywatel Polski. Mężczyzna ten nie odzyskał przytomności po zdarzeniu".
W sumie w pożarze ucierpiało sześciu pracowników ekipy remontowej. Życia pięciu z nich – obywateli Polski i Ukrainy w wieku od 33 do 49 lat – nie udało się uratować. Według informacji stacji TVN Warszawa, jedyny ocalały z wypadku to obywatel Ukrainy, którego stan zdrowia lekarze oceniają obecnie jako stabilny.
Monitoring zarejestrował moment wybuchu ognia
Szczegóły dotyczące dynamiki zdarzenia z 21 marca zostały ustalone dzięki analizie zapisów z kamer bezpieczeństwa. Zgodnie z relacją prokuratury, ogień rozprzestrzenił się w tempie, które zaskoczyło przebywające wewnątrz osoby.
„Został zabezpieczony monitoring z miejsca zdarzenia, na którym zostało zarejestrowane gwałtowne i nagłe rozprzestrzenianie się ognia” – przekazał rzecznik prokuratury, opisując zabezpieczony materiał dowodowy.
Płomienie błyskawicznie wydostały się na zewnątrz budynku, niszcząc zaparkowany pod strzelnicą samochód dostawczy oraz kontener na odpady.
Jak wynika z czynności podjętych na miejscu przez biegłych, skala zjawiska była na tyle duża, że doprowadziła do natychmiastowego odcięcia dróg ucieczki. Śledczy potwierdzili również zakończenie sekcji zwłok wszystkich pięciu ofiar tragedii.
Policja wyklucza obecność amunicji i broni
Mimo doniesień świadków o hukach przypominających wystrzały, Komenda Stołeczna Policji oficjalnie wykluczyła, aby w obiekcie znajdowały się materiały niebezpieczne. Jak przekazały służby tuż po zakończeniu akcji gaśniczej, na terenie strzelnicy w trakcie remontu nie było broni palnej ani amunicji.
Obecnie śledztwo koncentruje się na opinii biegłego z zakresu pożarnictwa, która ma wskazać bezpośrednią przyczynę pojawienia się ognia.
„Do chwili obecnej nie została ustalona wstępna przyczyna pożaru” – podkreślił prok. Skiba.
Prokuratura sprawdza teraz, czy podczas prac remontowych prowadzonych przez zewnętrzną firmę zachowano wszelkie procedury BHP. Dalsze kroki w sprawie zostaną podjęte po otrzymaniu pełnej ekspertyzy od powołanych specjalistów, co ma nastąpić w najbliższych tygodniach.