Tragedia w Warszawie. Nastolatka nie wróciła z sylwestra. 28-latek usłyszał zarzut zabójstwa
Czasami najgorsze historie nie zaczynają się od krzyku, lecz od nagłego milczenia. Zniknięcie jednej osoby, kilka niespójnych informacji i rosnący niepokój bliskich mogą uruchomić lawinę wydarzeń, której finał bywa dramatyczny. Tak było w jednej z warszawskich dzielnic, gdzie pozornie zwyczajny początek stycznia szybko przerodził się w sprawę, która wstrząsnęła opinią publiczną.
- Jak rozpoczęła się sprawa i kto jako pierwszy zaczął szukać
- Co odkryli policjanci po wejściu do mieszkania
- Dlaczego śledztwo nabrało tempa i jakie zarzuty postawiono
Niepokój, który przerodził się w alarm
Rodzina młodej kobiety szybko zorientowała się, że coś jest nie tak. Po nocy sylwestrowej nie wróciła do domu i nie odbierała telefonu. Dla bliskich był to sygnał, że trzeba działać natychmiast. Matka zaczęła szukać córki na własną rękę, dzwoniąc do znajomych i do jej partnera – mężczyzny, z którym dziewczyna była związana od pewnego czasu.
Odpowiedzi, które otrzymywała, nie przynosiły ulgi. Partner twierdził, że odprowadził ją na przystanek i że potem kontakt się urwał. Taka wersja wydarzeń mogła brzmieć wiarygodnie, ale nie wyjaśniała, dlaczego dziewczyna nie pojawiła się w domu ani nie odezwała się do nikogo z rodziny. Z każdą kolejną godziną niepokój rósł.
Wkrótce do sprawy włączyły się służby. Policja rozpoczęła poszukiwania, ale prawdziwy przełom nastąpił po telefonie z zupełnie innej strony – od osoby, która w tej historii odegrała kluczową, choć dramatyczną rolę.
Makabryczne odkrycie w mieszkaniu
Na numer alarmowy zadzwoniła kobieta, która zgłosiła, że w jednym z mieszkań znajduje się nieprzytomna osoba. Gdy policja i ratownicy dotarli na miejsce, szybko okazało się, że sprawa jest znacznie poważniejsza. Lekarze mogli jedynie potwierdzić zgon młodej kobiety.
To, co zastali funkcjonariusze, było wstrząsające. Ciało zostało ukryte w taki sposób, który od razu sugerował próbę zatarcia śladów i zyskania czasu. Zamiast zwykłej tragedii śledczy zobaczyli scenę, która wskazywała na świadome działanie i próbę wprowadzenia wszystkich w błąd.
Mężczyzna, z którym dziewczyna była związana, został natychmiast zatrzymany. Wcześniej uspokajał rodzinę ofiary, twierdząc, że nie wie, co się z nią stało. Teraz okazało się, że jego wersja wydarzeń była daleka od prawdy.
Sekcja zwłok i decyzja prokuratury
Początkowo śledczy nie dysponowali jednoznacznymi dowodami, które pozwoliłyby bez wątpliwości stwierdzić, w jaki sposób doszło do śmierci młodej kobiety. Dopiero badania medycyny sądowej przyniosły kluczowe ustalenia. Sekcja zwłok wykazała, że nie był to ani wypadek, ani naturalny zgon.
Na podstawie tych wyników prokuratura zmieniła ciężar sprawy i postawiła 28-letniemu partnerowi ofiary najpoważniejszy z możliwych zarzutów. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu, co miało zapobiec ewentualnej próbie ucieczki lub utrudniania śledztwa.
Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Dla śledczych oznacza to, że będą musieli odtworzyć przebieg zdarzeń na podstawie dowodów: zapisów rozmów, wiadomości, zeznań świadków i analizy relacji, jaka łączyła parę. Szczególnie istotne będzie ustalenie, co działo się w noc sylwestrową i w kolejnych dniach, kiedy ciało ofiary było ukrywane.
