Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Non-fiction > Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Na jaw wyszły porażające fakty
Michał  Troszkiewicz
Michał Troszkiewicz 25.02.2026 22:33

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Na jaw wyszły porażające fakty

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Na jaw wyszły porażające fakty
zdjęcie poglądowe (fot. gorden murah surabaya/pexels)

45-latek trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Kilka tygodni później mężczyzna zmarł, a okoliczności jego leczenia stały się przedmiotem śledztwa prokuratury. Postępowanie wszczęto po anonimowym zawiadomieniu, w którym wskazano na możliwe nieprawidłowości podczas udzielania mu pomocy medycznej.

  • Trafił na SOR z  banalnym urazem, sprawa zakończyła się tragedią
  • Medycy złożyli anonimowe zawiadomienie. Chodzi o przebieg zabiegu
  • Kluczowe dowody w dokumentacji. Sekcja zwłok nie będzie możliwa

Trafił na SOR z banalnym urazem, sprawa zakończyła się tragedią

45-latek zgłosił się na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Był to prosty, rutynowy cel: nastawienie urazu i powrót do domu. Jak relacjonuje prokuratura oraz media, 10 stycznia mężczyzna trafił do placówki i tego samego dnia przeniesiono go na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej (OIOM), gdzie pozostał do 26 stycznia, a następnie trafił na oddział wewnętrzny. Dnia 2 lutego przewieziono go do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Legionowie, gdzie zmarł dzień później. Ciało zostało skremowane z upoważnienia matki, a pogrzeb odbył się 10 lutego.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód wszczęła w środę śledztwo w kierunku narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez niewłaściwą diagnostykę oraz leczenie, które miały doprowadzić do jego śmierci. Grozi za to kara do pięciu lat więzienia. Śledczy skupiają się na tym, jakie decyzje podejmowano podczas pobytu mężczyzny na SOR, i w jakich okolicznościach doszło do poważnego pogorszenia jego stanu zdrowia.

Jak wynika z zawiadomienia, które trafiło do prokuratury jeszcze wtedy, gdy pacjent żył, pracownicy oddziału zgłosili nieprawidłowości w czasie zabiegu. To właśnie zawiadomienie stało się podstawą do wszczęcia postępowania i szczegółowego zbadania dokumentacji medycznej oraz świadków zdarzenia.

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Na jaw wyszły porażające fakty
zdjęcie poglądowe (fot. Zakir Rushanly/pexels)

Medycy złożyli anonimowe zawiadomienie. Chodzi o przebieg zabiegu

Prokuratura podjęła działania po anonimowym zawiadomieniu podpisanym przez osoby przedstawiające się jako ratownicy medyczni pracujący na SOR-ze w Radomiu. Zawiadomienie to dotyczyło poważnych zarzutów wobec lekarza, który przeprowadzał zabieg znieczulenia. Według informacji zawartych w piśmie lekarz, który nie posiadał specjalizacji anestezjologicznej, miał samodzielnie podać znieczulenie ogólne bez udziału specjalisty anestezjologa oraz, co budzi ogromne wątpliwości nie podłączyć pacjenta do aparatury monitorującej podstawowe funkcje życiowe.

Z pisma wynikało, że lekarz, który nie był anestezjologiem, podał pacjentowi jakieś leki, co mogło skutkować pogorszeniem się jego stanu zdrowia i koniecznością umieszczenia chorego na OIOM-ie

- mówił dla PAP szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski.

Anonimowe pismo zawierało również oskarżenia dotyczące zachowania się lekarza wobec innych członków personelu. Według zawiadomienia, lekarz miał grozić personelowi, że jeżeli informacja o tym, co wydarzyło się w szpitalu, zostanie ujawniona, doprowadzi do ich zwolnienia z pracy. Te oskarżenia rzucają światło nie tylko na możliwe medyczne błędy, ale także na atmosferę pracy i relacje wewnątrz zespołu medycznego.

Kluczowe dowody w dokumentacji. Sekcja zwłok nie będzie możliwa

Śledztwo może napotkać trudności w ustaleniu bezpośredniej przyczyny śmierci 45-latka, ponieważ ciało zostało skremowane, co uniemożliwia przeprowadzenie sekcji zwłok i ocenę stanu wewnętrznego. 

Sprawdziliśmy, że w Prokuraturze Rejonowej w Legionowie nie było żadnych zgłoszeń co do tego pokrzywdzonego, nikt nie zawiadamiał o zgonie, nikt nie zwracał się o wydanie zgody na pochówek

-mówił Ołtarzewski

W tej sytuacji kluczowe będą dokumenty medyczne, które prokuratura zamierza przeanalizować.

Dopiero na tej podstawie ustalimy, kto, kiedy i jakie leki pacjentowi podawał

-dodał prokurator

Szpital oficjalnie nie komentuje szczegółów sprawy. Placówka poinformowała jedynie, że trwa postępowanie wyjaśniające, ale nie odpowiedziała na konkretne pytania dotyczące obecności anestezjologa, monitoringu pacjenta i szczegółów prowadzonego leczenia.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji