Smutek wśród Niemców po konkursie duetów. Gwiazdor na koniec zwrócił się do Polaków
Dramatyczne zakończenie poniedziałkowego konkursu duetów w Predazzo wywołało falę emocji wśród kibiców i samych zawodników. Niemiecki skoczek, który w kontrowersyjnych okolicznościach otarł się o podium, w rozmowie z portalem WP SportoweFakty szczerze ocenił decyzję jury. Jego słowa skierowane bezpośrednio do polskich fanów rzucają zupełnie nowe światło na przebieg tej pechowej rywalizacji. Po tym co zrobił, zrobiło się głośno nie tylko w Niemczech, ale i na całym świecie.
- Gorycz porażki i mocne słowa Raimunda
- Niewykorzystane szanse na uratowanie konkursu
- Szacunek dla Polaków i ducha fair play
Polacy zdobyli srebrny medal w Predazzo. Wszystko po odwołanym konkursie
Poniedziałkowy konkurs duetów zakończył się w atmosferze skandalu i wielkiego rozczarowania dla ekipy Niemiec. Jury, walcząc z gwałtowną śnieżycą i silnym wiatrem, zdecydowało o odwołaniu finałowej serii i uznaniu wyników po drugiej rundzie. Taka decyzja odebrała Niemcom szansę na walkę o podium, na którym ostatecznie stanęli Austriacy, Polacy oraz Norwegowie.
Różnica między trzecim a czwartym miejscem wyniosła zaledwie 0,3 punktu, co w świecie skoków narciarskich jest dystansem niemal niezauważalnym. Niemieccy fani nie kryli wściekłości, widząc, jak brązowy medal wymknął się ich ulubieńcom z rąk przez decyzję administracyjną.
Gorycz porażki i mocne słowa Raimunda
Philipp Raimund, który był jednym z głównych aktorów tego widowiska, w bardzo emocjonalny sposób skomentował zachowanie sędziów.
Powinni byli kontynuować. To byłby najbardziej ekscytujący konkurs w historii. Pokazałem, że dałem radę. To po prostu okropne. Tyle rzeczy poszło nie tak. Mogli poczekać 15 minut. Ale jury decydują - przyznał z rozżaleniem w głosie.
25-letni skoczek czuł, że został pozbawiony szansy na udowodnienie swojej wyższości na skoczni. Mimo ogromnej frustracji starał się zachować profesjonalizm, podkreślając jednocześnie, że ranga zawodów i włożony w nie trud zasługiwały na dokończenie trzeciej serii rywalizacji.
Niemcy rozgoryczeni. Padły bardzo mocne słowa
Zdaniem reprezentanta Niemiec organizatorzy dysponowali narzędziami, które mogły uratować sportowy charakter imprezy. Raimund wskazał na konkretne błędy, takie jak brak przykrycia torów najazdowych czy zbyt sztywne trzymanie się procedur czasowych. Jego zdaniem obniżenie belki startowej oraz skrócenie czasu czerwonego światła pozwoliłoby na sprawne przeprowadzenie skoków mimo trudnej aury.
Największy żal wśród Niemców budzi fakt, że intensywne opady śniegu ustały niemal natychmiast po oficjalnym ogłoszeniu wyników. Skoczek przyznał jednak, że nie zna szczegółów dotyczących ograniczeń transmisji telewizyjnej, co mogło być kluczowym czynnikiem wpływającym na ostateczny komunikat jury o zakończeniu rywalizacji.
Głos w sprawie słabych warunków zabrał również Andreas Wellinger. Niemiec nawiązał do skoku Kacpra Tomasiaka, który musiał walczyć z naprawdę wymagającymi warunkami atmosferycznymi. W przypadku skoku Polaka bez pardonu przyznał.
Nie miał żadnych szans. Może jury powinno poczekać i puścić ostatnią serię w równych i dobrych warunkach - wspomniał o skoku Tomasiaka.
Na sam koniec Niemiec zwrócił się do Polaków. Piękny gest
Mimo osobistego dramatu Philipp Raimund zachował się jak prawdziwy mistrz, doceniając klasę swoich najgroźniejszych rywali. Szczególne słowa uznania skierował do polskiego duetu, chwaląc Pawła Wąska za jego niesamowity wkład w sukces oraz Kacpra Juroszka za stabilność przez całe igrzyska.
Austriacy wykonali dziś niesamowitą robotę – dodał, uznając sportową wyższość triumfatorów.
Na zakończenie rozmowy poprosił o przekazanie serdecznych pozdrowień wszystkim polskim kibicom, czym zyskał ogromną sympatię w kraju nad Wisłą. Ta dojrzała postawa pokazuje, że nawet w obliczu ogromnego rozczarowania można zachować klasę i szczerze docenić trud oraz sukcesy sportowych przeciwników.