Niebywałe, jak zachował się reprezentant Polski podczas ceremoniii medalowej. Tego jeszcze nie było
Trzymał nerwy na wodzy do samego końca, choć po biegu nie krył rozczarowania własnym czasem. Ostatecznie jednak to nie subiektywne odczucia, a tabela wyników zdecydowała o wszystkim. Dla Władimira Semirunnija finał na 10 000 metrów podczas igrzysk w Mediolanie zakończył się momentem, który przejdzie do historii jego kariery.
- Finał 10 000 m w Mediolanie – kluczowy bieg Semirunnija
- Wyniki finału 10 000 m
- Ceremonia medalowa w Mediolanie – wyjątkowe selfie na podium
Finał 10 000 m w Mediolanie – kluczowy bieg Semirunnija
Rywalizacja na najdłuższym dystansie łyżwiarskim tradycyjnie budzi ogromne emocje. Bieg na 10 000 metrów to sprawdzian nie tylko szybkości, ale przede wszystkim wytrzymałości, taktyki i odporności psychicznej. W Mediolanie stawka była najwyższa – olimpijskie medale i miejsce w historii dyscypliny.
Władimir Semirunnij startował w ostatniej parze przed przerwą. Jego rywalem był reprezentant Holandii, Stijn van de Bunt. Już od pierwszych okrążeń było widać, że Polak narzuca tempo, z którym przeciwnik ma wyraźne problemy. Semirunnij kontrolował sytuację, choć pod koniec dystansu oznaki zmęczenia stawały się coraz bardziej widoczne – zarówno w jego ruchach, jak i w międzyczasach.
Po przekroczeniu linii mety zegar zatrzymał się na wyniku 12:39,08. Sam zawodnik nie był z tego czasu usatysfakcjonowany. W wywiadzie po biegu przyznał, że podczas treningów osiągał lepsze rezultaty, a w dniu startu presja zrobiła swoje. Wspominał również o wolnym lodzie, który – jak sugerował – nie pomagał w uzyskaniu optymalnej prędkości. Mimo tych zastrzeżeń sytuacja w klasyfikacji generalnej wciąż była otwarta, a ostateczne rozstrzygnięcia miały zapaść dopiero później.

Wyniki finału 10 000 m: srebro dla Władimira Semirunnija
Choć Semirunnij wygrał swoją parę, szybko stało się jasne, że walka o złoto może być poza jego zasięgiem. Najlepszy czas dnia uzyskał młody Czech, Metodij Jilek, który wcześniej sięgnął po srebro na dystansie 5000 metrów. Tym razem pojechał jeszcze lepiej – 12:33,43 – i wyraźnie zdystansował resztę stawki.
Za plecami Polaka uplasował się doświadczony, 41-letni Holender Jorrit Bergsma z wynikiem 12:40,48. Ostateczny układ podium zależał jednak od ostatniego biegu, w którym zmierzyli się Francuz Timothy Loubineaud oraz Norweg Sander Eitrem.
Na początku wydawało się, że któryś z nich może wyprzedzić Semirunnija i zepchnąć go z podium. Tempo było wysokie, a różnice czasowe minimalne. W drugiej części dystansu obaj jednak wyraźnie osłabli i nie zdołali poprawić wyniku Polaka. W ten sposób stało się jasne, że to właśnie on sięgnie po srebrny medal igrzysk olimpijskich w Mediolanie.
Ceremonia medalowa w Mediolanie – wyjątkowe selfie na podium
Ceremonia dekoracji przebiegła sprawnie i bez zbędnego przeciągania. Medale wręczała kubańska była lekkoatletka, oszczepniczka oraz członkini MKOl, María Caridad Colón Rueñes-Salazar. Zawodnicy odebrali gratulacje, a następnie wysłuchali czeskiego hymnu na cześć zwycięzcy.
Po oficjalnej części przyszedł czas na mniej formalny moment – wspólne, medalowe selfie na podium. Najpierw klasyczne „ugryzienie” krążka, a potem niespodziewany gest Semirunnija: zasłonił sobie medalem jedno oko, pozując w nieco żartobliwy sposób. Chwilę później Jorrit Bergsma poszedł jego śladem i wykonał identyczny gest.

Na twarzach medalistów wyraźnie było widać ulgę i radość. Choć sam Semirunnij nie był w pełni zadowolony ze swojego przejazdu, wynik końcowy mówił sam za siebie – srebro olimpijskie stało się faktem. Teraz, po sportowych emocjach i napięciu, przyszedł czas na świętowanie jednego z największych sukcesów w jego karierze.