Władimir Semirunnij zdobył medal i zwrócił się do Karola Nawrockiego. Padły zaskakujące słowa
W Mediolanie odbyły się emocjonujące zawody łyżwiarstwa szybkiego, które przyniosły polskim kibicom kolejne powody do radości. Władimir Semirunnij zdobył srebrny medal na dystansie 10 000 metrów, dołączając do grona polskich medalistów olimpijskich. Jego sukces jest owocem wieloletnich treningów i determinacji, a emocje związane z rywalizacją były niezwykle intensywne.
- Władimir Semirunnij zdobywa srebrny medal olimpijski w łyżwiarstwie szybkim
- Emocje i wysiłek podczas rywalizacji na 10000 m w Mediolanie
- Polska, dom i dalsze plany młodego medalisty
Władimir Semirunnij zdobywa srebrny medal olimpijski w łyżwiarstwie szybkim
Semirunnij po zakończeniu swojego biegu pozostawał w napięciu, oczekując na ostateczne wyniki.
– Myślę, że to była najdłuższa godzina i najdłuższe ostatnie siedem rund. Naprawdę. Było mi strasznie gorąco w kasku, czułem ogromne zmęczenie – opowiadał Władimir Semirunnij podczas wywiadu z “Faktem”.
W tym czasie emocje udzielały się również jego trenerowi, który przeżywał rywalizację razem z zawodnikiem. Dla Semirunnija liczyło się jedno – nie patrzeć na tablicę wyników i skoncentrować się na własnym występie. Młody zawodnik podkreślał, że możliwość reprezentowania Polski ma dla niego ogromne znaczenie.

Emocje i wysiłek podczas rywalizacji na 10000 m w Mediolanie
Srebro zdobyte na igrzyskach to dla Semirunnija nie tylko wyróżnienie, ale również symbol ciężkiej pracy.
– Dobrze smakuje – mówił, próbując medal. – Jest ciężki. Bardzo ciężki. Dosłownie i w przenośni. Kiedy stałem z medalem, musiałem oprzeć rękę, a później nawet o bramkę, bo on naprawdę waży. Ale ten ciężar to też symbol pracy, którą włożyłem w ten wynik. To były lata treningów i wyrzeczeń – wyjaśniał.
Mimo ogromnego wysiłku i stresu, zawodnik zachował spokój i pozytywne nastawienie. Już teraz myśli o kolejnych wyzwaniach i kolejnych startach.
– Na każdych zawodach celem jest złoty medal. Zobaczymy, co będzie za cztery lata. Myślę, że to szybko minie i znów będę walczył – mówił w rozmowie z “Faktem”.
Polska, dom i dalsze plany młodego medalisty
Semirunnij nie kryje swojej wdzięczności wobec Polski, która dała mu szansę na rozwój kariery sportowej.
– Polska. Zawsze mówię: Polska – odpowiadał na pytanie o swój dom.
Spytany o czas, w którym uciekł z Rosji i kiedy Polska wyciągnęła do niego pomocną dłoń, Semirunnij podkreślił swoją wdzięczność, dziękując prezydentowi Karolowi Nawrockiemu oraz wszystkim, którzy wsparli go w realizacji marzeń i zdobyciu medalu.
– Jestem bardzo wdzięczny, że mogę zdobywać medale dla Polski i że właśnie to zrobiłem. Dziękuję panu prezydentowi i wszystkim, którzy mi pomogli w realizacji mojego celu i marzenia. Dziękuję za zaufanie. To bardzo dużo dla mnie znaczy. Chciałem też pokazać, że moje słowa nie są rzucane na wiatr. Powiedziałem, że zdobędę medal i zrobiłem to. Mam polski paszport, ale najważniejsze jest to, że ludzie mówią: "jesteś nasz". I to czuję.
Semirunnij mieszka w Tomaszowie Mazowieckim, ale treningi odbywa również w Zakopanem i innych miejscach sprzyjających sportowi. W przyszłości nie wyklucza przeprowadzki, zawsze jednak kieruje się możliwościami treningowymi i komfortem życia.
Medal dedykuje sobie, ale myśli także o bliskich, których długo nie widział.
– Tak. Z mamą nie widziałem się już półtora roku. Teraz, po medalu, nie będzie problemu, żeby to zorganizować. Chciałbym spotkać się z nimi choćby na tydzień, może gdzieś wyjechać na wakacje. I zrobię to – mówił, podkreślając znaczenie rodziny w swoim życiu.
Na zakończenie Semirunnij podziękował polskim kibicom:
– Dziękuję każdemu, kto we mnie wierzył. Nic nie poszło na marne. To, co mówiłem, że zrobię – zrobiłem. Dziękuję wszystkim kibicom, którzy oglądali i trzymali za mnie kciuki. To bardzo dużo dla mnie znaczy – stwierdził.
