Sławomir Mentzen był w Dubaju i zrobił to. Internauci wytykają mu jedno
Sławomir Mentzen, lider Konfederacji znany z ostrych wypowiedzi na temat imigrantów w Europie, jakiś czas temu chwalił się w mediach społecznościowych zdjęciami z wakacji w Dubaju. Polityk przedstawił to miasto jako symbol sukcesu gospodarczego, sugerując, że Polska mogłaby wyglądać podobnie, gdyby nie “wpływy socjalistów i mediów”. Jednak Dubaj, choć lśniący luksusem, kryje poważne problemy społeczne.
- Sławomir Mentzen opublikował 27 grudnia 2025 roku zdjęcie z Dubaju z komentarzem sugerującym, że Polska mogłaby tak wyglądać „gdyby nie wpływ socjalistów"
- W Dubaju 88-92% populacji stanowią imigranci, głównie z Indii, Pakistanu, Bangladeszu i Filipin – rdzenni mieszkańcy to zaledwie 8-12%
- Emirat funkcjonuje w oparciu o system kafala – sponsorowania pracowników przez pracodawców, który pozwala na konfiskatę paszportów, uniemożliwia zmianę pracy i jest krytykowany jako forma nowoczesnego niewolnictwa
Dubajskie fantasmagrie
Pod koniec grudnia 2025 roku Sławomir Mentzen udostępnił zdjęcia z Dubaju, chwaląc tamtejszą infrastrukturę, bezpieczeństwo i rozmach. Na jego profilach w mediach społecznościowych pojawiły się wpisy sugerujące, że Polska mogłaby wyciągnąć wnioski z sukcesu tej metropolii. Polityk podkreślał niskie podatki i sprawność działania państwa, które w krótkim czasie zamieniło piaski pustyni w globalne centrum finansowe.
Problem w tym, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej, podczas kampanii wyborczej, Mentzen regularnie ostrzegał przed „najazdem imigrantów” z krajów muzułmańskich i Azji. Przekonywał, że różnorodność kulturowa prowadzi do wzrostu przestępczości i upadku bezpieczeństwa na ulicach. Tymczasem Dubaj jest najbardziej jaskrawym przykładem miejsca, gdzie rdzenni mieszkańcy są mniejszością (ok. 10-12%), a miasto funkcjonuje wyłącznie dzięki milionom migrantów zarobkowych.

Ciemna strona luksusu: System Kafala
To, co Mentzen nazywa sprawnym zarządzaniem, dla wielu obserwatorów jest efektem bezwzględnej eksploatacji. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich funkcjonuje system kafala, który uzależnia status prawny pracownika od jego „sponsora” (pracodawcy). W praktyce oznacza to, że:
- pracodawca ma prawo zatrzymać paszport pracownika, uniemożliwiając mu opuszczenie kraju,
- zmiana miejsca zatrudnienia bez zgody obecnego szefa jest często niemożliwa i grozi deportacją,
- pracownicy fizyczni z Indii, Pakistanu czy Bangladeszu pracują w ekstremalnych temperaturach, często mieszkając w przeludnionych obozach na obrzeżach miasta.
Eksperci wskazują na głęboką hipokryzję w chwaleniu modelu, który opiera się na całkowitym braku ochrony socjalnej i prawnej dla najbiedniejszych. Podczas gdy Mentzen w Polsce walczy z biurokracją, w Dubaju zdaje się nie dostrzegać, że „porządek” wynika z braku jakiejkolwiek możliwości sprzeciwu ze strony tych, którzy ten luksus budują.
Wolność, ale tylko dla wybranych
Dla lidera partii mieniącej się „wolnościową”, Dubaj powinien być miejscem ideologicznie obcym. W Emiratach nie ma mowy o wolności słowa w zachodnim znaczeniu. Krytyka władzy, rodziny panującej czy religii państwowej kończy się natychmiastowym więzieniem. Media są pod ścisłą kontrolą państwa, a internet podlega cenzurze.
Równie uderzający jest kontrast w kwestii praw kobiet i wolności obyczajowej. Choć Dubaj jest najbardziej liberalnym z emiratów, wciąż obowiązują tam surowe przepisy oparte na szariacie. Publiczne okazywanie uczuć, seks pozamałżeński czy niektóre formy ubioru mogą prowadzić do problemów z prawem.
Dla polityka, który w Polsce mówi o wolności od państwa, zachwyt nad krajem, w którym państwo reguluje nawet to, co wolno robić w sypialni, wydaje się być rażącą niekonsekwencją.
Czy to tylko hipokryzja, czy brak wiedzy?
Dubaj nie jest sukcesem wolnego rynku, lecz kapitalizmu państwowego zasilanego miliardami z ropy naftowej. Bez tych funduszy niemożliwe byłoby utrzymanie zerowych podatków dochodowych przy jednoczesnym finansowaniu gigantycznych inwestycji publicznych.
Podsumowując, zachwyt Sławomira Mentzena nad Dubajem obnaża słabości jego narracji:
- chwali bezpieczeństwo w mieście pełnym imigrantów, choć w Polsce imigrantami straszy,
- docenia brak podatków, pomijając fakt, że budżet ZEA opiera się na zyskach z surowców, których Polska nie posiada,
- jako „wolnościowiec” ignoruje fakt, że Dubaj to autorytarna monarchia, w której wolności obywatelskie praktycznie nie istnieją.
Wydaje się, że dla lidera Konfederacji Dubaj stał się jedynie estetyczną makietą, która pasuje do jego wizji „nowoczesności”, o ile nie patrzy się na to, co dzieje się za fasadą luksusowych wieżowców.
Źródło: Goniec.pl