Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Sąsiedzi ujawniają, co dzieje się ze sprawcą wypadku, w którym zginął poseł Litewka. "Żal było patrzeć"
Krzysztof Idziak
Krzysztof Idziak 13.05.2026 11:21

Sąsiedzi ujawniają, co dzieje się ze sprawcą wypadku, w którym zginął poseł Litewka. "Żal było patrzeć"

Sąsiedzi ujawniają, co dzieje się ze sprawcą wypadku, w którym zginął poseł Litewka. "Żal było patrzeć"
Fot. Wojciech Olkuśnik/East News, Policja Śląska/policja.gov.pl

Sławomir Z., podejrzany o spowodowanie śmiertelnego wypadku posła Łukasza Litewki, przebywa w izolacji domowej i zmaga się z poważnymi problemami. Jak informuje dziennik „Fakt", sąsiedzi mężczyzny nie potwierdzają obecności policyjnej ochrony, o której donosiły media. Prokuratura weryfikuje obecnie przeszłość zawodową 57-latka.

Zarzuty prokuratorskie i weryfikacja kariery kierowcy

Do tragicznego zdarzenia doszło 23 kwietnia na ulicy Kazimierzowskiej w Sosnowcu, gdzie Sławomir Z. zderzył się czołowo z samochodem Łukasza Litewki. 36-letni poseł zginął na miejscu. Kierowcy postawiono zarzuty, za które grozi mu do 8 lat więzienia.

Prokuratura Rejonowa w Dąbrowie Górniczej bada okoliczności, które doprowadziły do zjechania pojazdu z drogi. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, Bartosz Kilian, potwierdził w rozmowie z „Faktem", że śledczy przyglądają się kwalifikacjom zawodowym podejrzanego. 

„Informacje związane z karierą zawodową podejrzanego kierowcy są weryfikowane" - przekazał prokurator. 

Śledztwo obejmuje również doniesienia sugerujące, że mężczyzna mógł wcześniej utracić pracę jako kierowca zawodowy. Obrona Sławomira Z. stanowczo zaprzecza tym informacjom.

Sąsiedzi ujawniają, co dzieje się ze sprawcą wypadku, w którym zginął poseł Litewka. "Żal było patrzeć"
Miejsce wypadku | Policja Śląska/policja.gov.pl

Stan psychiczny podejrzanego i luki w pamięci

Adwokat Dariusz Kawalec, obrońca podejrzanego, alarmuje o bardzo złym stanie psychofizycznym swojego klienta. Według relacji opublikowanej przez „Fakt", 57-latek w pełni zdaje sobie sprawę z ogromu tragedii, którą spowodował, i czuje się osaczony przez opinię publiczną.

Co zaskakujące, mężczyzna nie pamięta dokładnego przebiegu zderzenia. 

„Mój klient twierdzi, że pamięta jazdę do pewnego czasu, a później już moment, w którym znalazł się obok drogi z rozbitym samochodem" - powiedział mecenas Kawalec. 

Adwokat ujawnił też, że Sławomir Z. obawia się swobodnego wychodzenia z domu, obawiając się agresywnych reakcji ze strony przechodniów i mieszkańców. Pytany o policyjną ochronę przyznaną podejrzanemu, pełnomocnik odmówił komentarza, powołując się na niejawny charakter tych informacji.

Dom zamknięty na cztery spusty. Jak żyje teraz Sławomir Z.?

Sąsiedzi ulicy, przy której mieszka podejrzany, opisują jego dom jako szczelnie zamkniętą twierdzę z zasłoniętymi roletami. W rozmowach z „Faktem" przyznają, że mężczyzna niemal w ogóle nie wychodzi na zewnątrz, a gdy już go widzą, jego wygląd budzi w nich współczucie. 

„Widziałem go na ławeczce przed domem. Był taki przygnębiony, aż żal było patrzeć na niego, wrak człowieka" - relacjonuje jeden z rozmówców gazety.

Jednocześnie mieszkańcy zaprzeczają doniesieniom o policyjnej ochronie budynku. 

„Nikogo z mundurowych tutaj nie widzieliśmy, nawet dzielnicowego" - podkreślają sąsiedzi. 

Rodzina Sławomira Z. konsekwentnie odmawia jakichkolwiek kontaktów z mediami.

Z ustaleń „Faktu" wynika, że po odebraniu prawa jazdy mężczyzna stał się całkowicie zależny od pomocy najbliższych, którzy przejęli na siebie troskę o codzienne funkcjonowanie 57-latka.

„Nie zabiłby człowieka". Żona i znajomi zabierają głos

Jak ustalił program „Uwaga" TVN, Sławomir Z. opuścił areszt po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 40 tysięcy złotych. W rozmowie z dziennikarzami głos zabrała jego żona, która jako możliwą przyczynę tragedii wskazała skrajne przemęczenie męża. Stanowczo broni go przed oskarżeniami o celowe działanie. 

„Mąż był przemęczony. Nie chciał tego zrobić. Nie zabiłby człowieka" - powiedziała kobieta.

Zupełnie inaczej zachowanie podejrzanego za kierownicą ocenia jego znajomy, cytowany w tym samym materiale. Według niego Sławomir Z. prowadził pojazd w sposób niebezpieczny i rozproszony, a otoczenie miało wcześniej sugerować mu wykonanie badań lekarskich. Słowa te rzucają nowe światło na okoliczności wypadku i mogą mieć istotne znaczenie dla śledztwa.

Sam podejrzany odmówił wystąpienia przed kamerą, tłumacząc się obawą przed społecznym napiętnowaniem. Reporterzy „Uwagi" ujawnili jednak, że w rozmowie poza kadrem 57-latek wielokrotnie zapewniał, że nigdy nie miał zamiaru nikogo skrzywdzić.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji