"Prawie pan po niej przejechał!” – minister sprawiedliwości nie zauważył pieszej [WIDEO]
W polskim internecie zawrzało po publikacji nagrania, na którym minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podczas prowadzenia samochodu i udzielania wywiadu wideo niemal wjeżdża w pieszą na pasach. Zdarzenie, zarejestrowane w programie „Duży w Maluchu”, pokazuje, jak rozproszenie uwagi za kierownicą może prowadzić do groźnych sytuacji. Choć tym razem obyło się bez tragedii, incydent rodzi pytania o bezpieczeństwo drogowe, odpowiedzialność publiczną i sensowność takich formatów medialnych – zwłaszcza gdy biorą w nich udział osoby na wysokich stanowiskach.
- Wywiady wideo podczas jazdy niosą ryzyko rozproszenia uwagi, co zwiększa prawdopodobieństwo wypadków drogowych
- Konieczne są jasne regulacje prawne zakazujące transmisji wideo z pojazdów w ruchu, by chronić wszystkich uczestników ruchu
- Politycy i celebryci powinni unikać takich praktyk, by nie dawać złego przykładu i nie narażać innych
Incydent z ministrem Żurkiem – co się wydarzyło?
Minister Waldemar Żurek zasiadł za kierownicą Fiata 126p w ramach programu „Duży w Maluchu”, prowadzonego przez Filipa Nowobilskiego. Podczas jazdy udzielał odpowiedzi na pytania, co zostało nagrane i opublikowane w internecie. W pewnym momencie auto przejeżdża przez przejście dla pieszych, gdy po lewej stronie na pasy wchodzi kobieta – minister nie ustąpił jej pierwszeństwa, co mogło skończyć się potrąceniem.
Nagranie szybko obiegło media społecznościowe i portale informacyjne. Prowadzący program zareagował słowami: „Przejechał pan prawie po tej pani!”, na co Żurek odpowiedział, że nie zauważył pieszej. Minister później skomentował sprawę, stwierdzając, że ocena należy do policji, która analizuje nagranie pod kątem ewentualnego wykroczenia – według taryfikatora mogłoby to oznaczać mandat 1500 zł i 15 punktów karnych.
Krakowska policja potwierdziła, że bada incydent, a minister wyraził gotowość do przyjęcia odpowiedzialności. Zdarzenie nie spowodowało obrażeń, ale stało się podstawą do szerszej dyskusji o odpowiedzialności osób publicznych za kierownicą.
Niebezpieczeństwa wywiadów podczas jazdy
Udzielanie wywiadów wideo w trakcie prowadzenia pojazdu to forma rozproszenia, porównywalna do korzystania z telefonu komórkowego. Badania pokazują, że nawet rozmowy przez zestaw głośnomówiący obniżają koncentrację kierowcy o kilkadziesiąt procent, a dodanie elementu wizualnego – jak patrzenie w kamerę – potęguje ryzyko.
W przypadku polityków sytuacja jest szczególnie problematyczna, bo nie chcą przerwać wypowiedzi, by nie wyjść na niekompetentnych. Bezpieczeństwo schodzi na dalszy plan, a priorytetem staje się dobre wrażenie.
Podobne praktyki w mediach społecznościowych, gdzie celebryci nagrywają relacje live z auta, prowadzą do realnych wypadków. Statystyki wskazują, że rozproszenie uwagi jest przyczyną co czwartego wypadku drogowego w Polsce.
- rozproszenie wzrokowe: patrzenie w kamerę zamiast na drogę,
- rozproszenie poznawcze: skupienie na odpowiedziach zamiast na otoczeniu,
- ryzyko dla pieszych: najbardziej narażeni w miejskim ruchu.
Potrzeba regulacji prawnych
Obecne przepisy zabraniają trzymania telefonu w ręku podczas jazdy, ale nie precyzują kwestii transmisji wideo. Incydent z ministrem Żurkiem pokazuje lukę w prawie – wywiady za kółkiem powinny być zakazane, podobnie jak inne formy rozproszenia.
To chroniłoby nie tylko samych prowadzących, ale i innych uczestników ruchu. W krajach jak Wielka Brytania czy USA podobne regulacje już istnieją dla komercyjnych transmisji.
Ministerstwo Sprawiedliwości, swoją drogą kierowane przez Żurka, niedawno mówiło o zaostrzeniu kar dla patokierowców – recydywistów. Teraz sam minister staje się przykładem, jak łatwo wpaść w pułapkę, co podkreśla potrzebę konsekwentnego egzekwowania zasad.
W idealnym świecie media same zrezygnowałyby z takich formatów, ale rzeczywistość pokazuje, że zasięg i klikalność wygrywają z rozsądkiem. Dlatego ustawowy zakaz wydaje się konieczny.
Szerszy kontekst i przykłady z świata
Incydenty związane z rozproszeniem za kierownicą nie są nowe. W 1988 roku w Wielkiej Brytanii radny lokalny podczas wywiadu telewizyjnego zapewniał o bezpieczeństwie drogi, gdy za jego plecami doszło do kolizji samochodów – nagranie stało się viralem i symbolem ironii.
W USA celebryci jak Anne Heche czy Caitlyn Jenner byli zamieszani w wypadki, choć nie bezpośrednio podczas wywiadów, to często z powodu rozproszenia. Przypadki youtuberów nagrywających live z auta kończą się tragediami – np. w 2018 roku streamer w Kalifornii spowodował wypadek, transmitując jazdę.
W Polsce podobne sytuacje zdarzają się wśród influencerów (jak Kacper Błoński i kolizja na motocyklu podczas transmisji), co prowadzi do kampanii edukacyjnych. Incydent Żurka wpisuje się w ten trend, pokazując, że nawet osoby odpowiedzialne za prawo mogą łatwo paść ofiarą własnych zaniedbań, co jest dość symptomatyczne dla polskiej polityki.
Źródło: Goniec.pl