Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Rozrywka > Od zagadkowych zaginięć po rozmowy ze zmarłymi. Kulisy pracy Marka Szwedkowskiego, polskiego medium
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 16.03.2026 13:14

Od zagadkowych zaginięć po rozmowy ze zmarłymi. Kulisy pracy Marka Szwedkowskiego, polskiego medium

Od zagadkowych zaginięć po rozmowy ze zmarłymi. Kulisy pracy Marka Szwedkowskiego, polskiego medium
Fot. Goniec

Marek Szwedowski jako czternastolatek doświadczył śmierci klinicznej – zdarzenia, które na zawsze zburzyło jego dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości i obudziło w nim nadzwyczajne zdolności. W programie “Nagi Kadr” opowiedział o trudnych początkach, współpracy ze służbami śledczymi oraz swojej obecnej misji: niesieniu ulgi tym, którzy stracili najbliższych.

Doświadczenie z granicy światów

Wszystko zaczęło się od dramatycznej diagnozy: ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Czternastoletni Marek trafił do warszawskiego szpitala w stanie krytycznym, z gorączką przekraczającą 40 stopni. Przełom nastąpił podczas bolesnego zabiegu pobierania płynu rdzeniowo-mózgowego. Chłopiec usłyszał w głowie specyficzne trzaski, a chwilę później – z perspektywy sufitu – patrzył na własne ciało i spanikowany personel walczący o jego życie.

Szpitalna sala szybko ustąpiła miejsca innej rzeczywistości. Nastolatek znalazł się na nieopisanie pięknej, barwnej łące, czując wolność od fizycznego bólu. Tam dostrzegł postać przypominającą średniowiecznego mnicha, od której usłyszał zaskakujące słowa.

– Usłyszałem, że na dole popełnili błąd, że mam wracać – wspomina Marek Szwedowski.

Wybudził się po trzech dniach śpiączki. Lekarze byli zdumieni – pacjent był w doskonałej formie, a po śmiertelnie groźnej chorobie nie został najmniejszy ślad. Medycyna uznała to za cud, ale dla Marka był to dopiero początek nowej, trudnej drogi.

Wizje w ciemni i pierwsze śledztwo

Powrót do szkolnej ławki okazał się niemożliwy. Dawne ambicje straciły sens, a rówieśnicy i psycholodzy nie potrafili zrozumieć chłopca, który operował dorosłą logiką i widział rzeczy niedostępne dla innych.

– Mój świat po wyjściu ze szpitala zmienił się o 180 stopni – podkreśla medium.

Swoje zdolności potwierdził w technikum fotograficznym. Pracując w ciemni przy wywoływaniu zdjęć pogrzebowych, zaczął słyszeć precyzyjne przekazy dotyczące osób na fotografiach. Kluczowy moment nastąpił jednak podczas spaceru w okolicach Palmir. Marek natrafił na krzyż upamiętniający zaginionego przed laty przyrodnika. Wieczorem usłyszał natarczywy głos proszący o odnalezienie. Po dwóch dniach poszukiwań na bagnach rzeczywiście odnalazł ludzki szkielet. To wydarzenie zdeterminowało jego przyszłość.

Mroczna strona daru i niesłuszny areszt

Dorosłość przyniosła współpracę z agencjami detektywistycznymi. Szybko jednak okazało się, że dar jasnowidzenia budzi nieufność organów ścigania. Najbardziej dramatyczny incydent dotyczył wizji zamachu terrorystycznego na pokładzie samolotu do USA. Zamiast wdzięczności za ostrzeżenie, Szwedowski został zatrzymany. Służby specjalne potraktowały go jak podejrzanego; był przesłuchiwany przez prokuraturę i przetrzymywany na lotnisku.

Wolność odzyskał dopiero po interwencji amerykańskiej ambasady. Traumatyczne przejścia oraz obcowanie z brutalnymi morderstwami sprawiły, że wycofał się ze ścisłej współpracy z państwowymi służbami.

Akt miłości zamiast ciekawości

Dziś Marek Szwedowski skupia się na pomocy rodzinom w żałobie. Przez dekadę nawiązał około pięciu tysięcy kontaktów ze zmarłymi. Najtrudniejsze są spotkania z rodzicami, którzy stracili dzieci. Przekazywanie im intymnych szczegółów, znanych tylko rodzinie, wywołuje wstrząs, ale ostatecznie przynosi ukojenie.

Nie robię tego z ciekawości. To akt uspokojenia, akt miłości do drugiej osoby – wyjaśnia w rozmowie z Gońcem.

Jego misją jest teraz budowa ośrodka pomocowego, w którym osoby po stracie otrzymałyby wsparcie psychologiczne i duchowe.

Nierozwiązana zagadka z Rewala

Mimo wielu sukcesów, w pamięci medium wciąż tkwi sprawa, która budzi w nim poczucie bezsilności – zaginięcie dwójki nastolatków z ośrodka w Rewalu. Choć prywatna ekipa z georadarem odnalazła w ziemi szczątki ubrań pasujące do garderoby chłopców, oficjalne śledztwo utknęło w martwym punkcie. Szwedowski do dziś wspomina opieszałość organów i bagatelizowanie dowodów, które mogły przynieść przełom.

Spokój w obliczu końca

Czterdzieści lat obcowania ze śmiercią sprawiło, że Marek Szwedowski przestał się jej bać. Postrzega „drugą stronę” jako naturalny stan wolności od chorób i ziemskich trosk. Zmarłych nazywa „zwycięzcami”, którzy zrzucili ciężar egzystencji. Choć jego dar bywa wyczerpujący, nie zamieniłby swojego życia na inne. Kontakt z duszami daje mu satysfakcję i – co najważniejsze – pozwala ratować żyjących przed tragicznymi decyzjami.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji