Nawrocki zapowiada "Konstytucję 2030". Konstytucjonalista: "Powołania nie miały oparcia w prawie"
Podczas uroczystych obchodów Święta Konstytucji 3 Maja na Placu Zamkowym, Prezydent RP Karol Nawrocki zapowiedział zainicjowanie prac nad nową ustawą zasadniczą – „Konstytucją nowej generacji roku 2030”. Inicjatywa ta, mająca w założeniu dostosować ustrój państwa do wyzwań nadchodzącej dekady, budzi jednak istotne kontrowersje wśród konstytucjonalistów. Porozmawiał o tym z nami jeden z nich - dr Marcin Krzemiński, konstytucjonalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Zapowiedź prezydenta dotycząca stworzenia „Konstytucji 2030” jako odpowiedzi na zmiany technologiczne i geopolityczne
- Wątpliwości prawne dotyczące statusu Rady Nowej Konstytucji w świetle art. 7 i art. 142 Konstytucji RP
- Analiza pojęcia „momentu konstytucyjnego” w kontekście głębokiej polaryzacji społeczno-politycznej
Inicjatywa „Konstytucja 2030” na Placu Zamkowym
Wystąpienie Prezydenta Karola Nawrockiego na Placu Zamkowym stało się punktem zwrotnym w dyskusji o kształcie polskiego ustroju. Prezydent argumentował, że obecna ustawa zasadnicza z 1997 roku nie przystaje do rzeczywistości ery cyfrowej, nowych zagrożeń dla suwerenności oraz dynamicznie zmieniającej się architektury bezpieczeństwa w Europie. Projekt „Konstytucja 2030” ma być, według założeń głowy państwa, dokumentem wyznaczającym standardy dla nowoczesnej administracji i wzmocnionej ochrony obywatela w świecie nowych technologii.
Powołanie Rady Nowej Konstytucji ma stanowić pierwszy, merytoryczny krok w stronę wypracowania szerokiego konsensusu. Prezydent podkreślił, że prace gremium powinny być inkluzywne i angażować różne środowiska, aby uniknąć zarzutów o partyjny charakter reformy. Wśród głównych postulatów nowej regulacji mają znaleźć się m.in.:
- uregulowanie statusu suwerenności cyfrowej i ochrony danych osobowych na poziomie konstytucyjnym,
- reforma systemu bezpieczeństwa narodowego w odpowiedzi na zagrożenia hybrydowe,
- doprecyzowanie relacji między prawem krajowym a unijnym w obszarach kluczowych dla interesu państwa.
Mimo ambitnych planów, polityczna realizacja tego zamierzenia stoi pod znakiem zapytania. Procedura zmiany konstytucji w Polsce jest wyjątkowo sztywna, wymagając większości 2/3 głosów w Sejmie oraz bezwzględnej większości w Senacie. W obecnej sytuacji parlamentarnej, bez poparcia szerokich sił opozycyjnych, każda inicjatywa legislacyjna o takim ciężarze gatunkowym pozostaje w sferze deklaracji politycznych, a nie realnych zmian prawnych.
Wątpliwości prawne wokół Rady Nowej Konstytucji
Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczące prezydenckiej inicjatywy wysuwa dr Marcin Krzemiński, konstytucjonalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ekspert podważa nie tylko celowość, ale przede wszystkim legalność powołanego gremium. Zwraca on uwagę na fundamentalną zasadę legalizmu, zgodnie z którą organy władzy publicznej mogą działać wyłącznie na podstawie przepisów prawa. Brak odpowiedniego umocowania Rady w systemie prawnym może rzutować na ważność wszystkich wypracowanych przez nią dokumentów.
– Od strony formalnej, w zasadzie nie wiadomo, czy ta rada w ogóle została powołana. Obawiam się nawet, że pod względem prawnym ona „wisi w powietrzu”. Nikt nikomu nie może zabronić spotykania się i rozmowy o projekcie zmiany konstytucji. Ale jeśli organizuje to organ władzy państwowej, jakim jest prezydent, to musi działać na podstawie i w granicach prawa (art. 7 Konstytucji) i powinien to zrobić zarządzeniem (art. 142 Konstytucji), które musi mieć podstawę ustawową i zostać ogłoszone w Monitorze Polskim. Nie znalazłem takiego zarządzenia i nie znam ustawy, która w ogóle by upoważniała prezydenta do wydania takiego zarządzenia. Wszystko więc wskazuje na to, że rada formalnie nie istnieje, a wczorajsze powołania nie miały oparcia w prawie. Nie jest to zbyt fortunny początek prac gremium, które ma opracowywać projekt najważniejszego aktu prawnego – punktuje Marcin Krzemiński.
Sytuacja ta budzi pytania o standardy legislacyjne stosowane w Kancelarii Prezydenta. Jeśli organ mający stać na straży konstytucji inicjuje prace nad jej nową wersją z naruszeniem obecnych procedur, pojawia się ryzyko podważenia autorytetu całego procesu reformy. W systemie demokratycznym transparentność i podstawa ustawowa są niezbędne, aby uniknąć zarzutu tworzenia bytów fasadowych, które nie posiadają realnej mocy sprawczej, a służą jedynie celom wizerunkowym.
Czy to jest realny „moment konstytucyjny”?
Trzecim filarem debaty jest kwestia gotowości społeczeństwa i klasy politycznej do zmiany fundamentów państwa. Prezydent Karol Nawrocki, uzasadniając potrzebę reformy, powołał się na tzw. moment konstytucyjny – sytuację wyjątkowego poruszenia lub kryzysu, który zmusza naród do przedefiniowania swojej umowy społecznej. Zdaniem głowy państwa, obecna sytuacja geopolityczna Polski stanowi właśnie taki moment.
Marcin Krzemiński krytycznie odnosi się do tej argumentacji, wskazując na brak podstawowych przesłanek do przeprowadzenia trwałej reformy ustrojowej:
– Prezydent uzasadniał powołanie rady m.in. nadejściem tzw. momentu konstytucyjnego. Nie wydaje mi się, abyśmy teraz mieli ponadpartyjne porozumienie co do konieczności zmian i ich kierunku – a na tym polega moment konstytucyjny. Scena polityczna i społeczeństwo są pęknięte na pół. Opracowana w ten sposób konstytucja nie będzie łączyła, ale będzie dzielić.
W opinii wielu obserwatorów życia publicznego, w tym Marcina Krzemińskiego, próba narzucenia nowej ustawy zasadniczej w warunkach silnego konfliktu może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Zamiast stabilizacji państwa, inicjatywa „Konstytucja 2030” może stać się kolejnym polem walki politycznej, co w obliczu wyzwań zewnętrznych osłabia spójność instytucjonalną Rzeczypospolitej. Wyzwanie, przed którym stoi Polska, wymaga bowiem nie tylko nowej treści przepisów, ale przede wszystkim powszechnej zgody co do ich legitymacji.
Źródło: Goniec.pl