Dlaczego 18-latki tańczą w klubach go-go? Dziennikarka sprawdziła to na własnej skórze
Rozbierają się w nocnych klubach, myją szpitalne podłogi za głodowe stawki lub sprzedają rękodzieło, by starczyło na leki. Karolina Rogaska, dziennikarka tygodnika „Newsweek” i autorka książki o pracy seksualnej w Polsce, wchodzi w role, o których społeczeństwo woli na co dzień zapomnieć. Jej wcieleniowe reportaże obnażają nie tylko hipokryzję Polaków, ale przede wszystkim systemową znieczulicę elit politycznych, dla których los wykluczonych to żaden kapitał wyborczy.
Praca pod przykrywką to jedno z najbardziej ryzykownych narzędzi w arsenale dziennikarza. Wymaga nie tylko warsztatu, ale też ogromnej odporności psychicznej i fizycznej. Karolina Rogaska na własnej skórze sprawdza, jak wygląda codzienność osób zepchniętych na margines debaty publicznej, udowadniając, że rzeczywistość rzadko przypomina paski informacyjne w telewizji.
– Czym innym jest rozmawiać z ludźmi i pytać o ich perspektywę, a czym innym samemu przeżyć te emocje – tłumaczy dziennikarka w programie Gońca “Nagi Kadr”. – Trzeba na przykład rozebrać się przed zupełnie obcym mężczyzną i być pociągającą, zachowując przy tym kontrolę. Zyskujemy dzięki temu drugą perspektywę, której często nie widzą osoby tkwiące w danym środowisku od lat.
Tabu nocnego życia
Zatrudniając się w klubie go-go, reporterka chciała odczarować stereotypy narosłe wokół branży erotycznej. Opinia publiczna i politycy z łatwością ferują wyroki, stygmatyzując tancerki, dominy czy eskortki. Tymczasem dla wielu kobiet to często rozpaczliwa, lecz skuteczna ucieczka przed dysfunkcyjnym, nierzadko przemocowym otoczeniem domowym.
– Praca w tym zawodzie jest dla nich nierzadko szansą na wyrwanie się z rodziny, w której na przykład było dużo alkoholu – zauważa Rogaska. – Zaczynają bardzo młodo, mając osiemnaście lat, po to, by móc się jak najszybciej usamodzielnić. Praca w sklepie nie daje takich możliwości zarobkowych.
Doświadczenie to uzmysłowiło jej również skalę społecznej hipokryzji. Jak sama podkreśla, ludziom niezwykle łatwo przychodzi mieszanie tych kobiet z błotem i odrzucanie ich z kręgów rodzinnych, choć krytycy nigdy nie musieli mierzyć się z dramatycznymi wyborami ekonomicznymi, przed którymi stoją tancerki.
Szpitalna hierarchia pogardy
Reportaż wcieleniowy to jednak nie tylko kontrowersyjne środowiska nocne. Rogaska zatrudniła się również jako salowa, demaskując realia polskiego systemu ochrony zdrowia. Odkryła świat, w którym pracownicy na najniższym szczeblu – bez których szpitale stanęłyby z powodu braku higieny – są systematycznie odzierani z godności i elementarnych praw pracowniczych.
– Mnóstwo salowych w Polsce nie ma umów o pracę – punktuje reporterka. – Są zatrudniane przez agencje zewnętrzne, pracują na umowach zlecenia, nie mając prawa chociażby do urlopu, a do tego funkcjonują za minimalną krajową.
Najbardziej wstrząsający okazał się jednak klasowy podział personelu medycznego. Podczas gdy lekarze i pielęgniarki dysponowali komfortowymi pokojami socjalnymi, salowe musiały zadowolić się przerwą w uwłaczających warunkach.
– Musiałyśmy jeść w brudowniku, czyli miejscu, gdzie składuje się mopy i środki do czyszczenia – wspomina ze smutkiem. – Ta struktura w szpitalu jest tak zhierarchizowana, że personel sprzątający często nie jest w ogóle traktowany podmiotowo. One niestety do tego przywykły, dla nich stało się to całkowicie normalne.
Bieda, o której politycy milczą
Najbardziej palącym problemem, który wyłania się z tekstów Rogaskiej – docenionej m.in. w prestiżowym konkursie „Twarze Ubóstwa” – jest rosnące rozwarstwienie społeczne. Narracja o dynamicznie rozwijającej się gospodarce boleśnie zderza się z rzeczywistością seniorów i osób w kryzysie bezdomności, często zmuszonych do wybierania między ciepłym posiłkiem a wykupieniem leków. Osiemdziesięcioletnie kobiety dziergające czapki, by dorobić na bazarze kilkanaście złotych do głodowej emerytury, to obraz, z którym polskie państwo wciąż sobie nie radzi. Co gorsza, decydenci zdają się tego problemu nie zauważać.
– O takich sprawach, jak na przykład afera z kryptowalutami, chętnie i głośno mówią nasi zarządzający politycy, niezależnie od opcji – ocenia surowo dziennikarka. – A kiedy komuś jest trudno w życiu, nawet jeśli takich osób są w Polsce setki tysięcy, to raczej się milczy. Na tym po prostu nie zbije się kapitału politycznego i wyborczego.
Historie wydobyte na światło dzienne przez Karolinę Rogaską przypominają, że prawdziwą rolą mediów nie jest powielanie rządowych sukcesów, lecz bycie głosem tych, którym ten głos systemowo odebrano. W kraju, w którym debata publiczna kręci się wokół słupków poparcia i politycznych przepychanek, oddanie sprawiedliwości „niewidzialnym” obywatelom pozostaje dziennikarstwem najwyższej i najpotrzebniejszej próby.