Pies na smyczy, kierowca w jadącym aucie. Szokujące nagranie spod Warszawy
Spokojne niedzielne popołudnie w podwarszawskich Ząbkach zamieniło się w scenę, która zbulwersowała tysiące internautów. Materiał wideo, który lotem błyskawicy obiegł media społecznościowe, porusza nie tylko kwestię empatii wobec zwierząt, ale przede wszystkim surowe granice prawa karnego i drogowego.
- Cienka granica między „spacerem” a przestępstwem
- Paraliż na drodze i zagrożenie dla innych uczestników ruchu
- Policja już działa, czyli finał „spaceru” w Ząbkach
- Policjanci ustalili tożsamość sprawcy
Cienka granica między „spacerem” a przestępstwem
W polskim systemie prawnym zwierzę nie jest rzeczą, a jego ochrona przed nieuzasadnionym cierpieniem stanowi fundament ustawy o ochronie zwierząt. Incydent z Ząbek, gdzie starszy mężczyzna prowadził psa na smyczy, siedząc za kierownicą jadącego samochodu, wpisuje się w definicję zachowań skrajnie niebezpiecznych.
Z punktu widzenia etologii pies zmuszony do biegu w tempie narzuconym przez maszynę narażony jest na ogromny stres, przegrzanie oraz urazy mechaniczne układu ruchu. Co więcej, specyfika poruszania się w ruchu miejskim sprawia, że wystarczy jeden gwałtowny manewr, by zwierzę dostało się pod koła własnego opiekuna lub nadjeżdżającego z naprzeciwka pojazdu.

Ustawodawca definiuje znęcanie się jako świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień. Choć kierowcy często tłumaczą się „wygodą” lub własną niepełnosprawnością ruchową, która uniemożliwia tradycyjny spacer, organy ścigania rzadko przyjmują taką argumentację. Warto przypomnieć, że za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności, a w przypadkach szczególnego okrucieństwa nawet do lat 5.
Czy zmuszanie czworonoga do biegu asfaltową ulicą przy huku silnika można uznać za takie okrucieństwo? Dla wielu ekspertów odpowiedź jest twierdząca, gdyż zwierzę w tej relacji jest całkowicie uprzedmiotowione i pozbawione możliwości ucieczki przed zagrożeniem.
Paraliż na drodze i zagrożenie dla innych uczestników ruchu
Oglądając nagranie opublikowane przez profil Stop Cham, nie sposób pominąć aspektu bezpieczeństwa drogowego. Droga publiczna to nie poligon doświadczalny dla osobliwych metod wyprowadzania pupila. Kierowca, trzymając smycz przez otwarte okno, drastycznie ogranicza swoją zdolność do panowania nad pojazdem.
W sytuacjach awaryjnych, takich jak nagłe pojawienie się pieszego czy konieczność gwałtownego hamowania, osoba ta ma zajętą przynajmniej jedną rękę, co uniemożliwia wykonanie precyzyjnego manewru. To prosta droga do doprowadzenia do kolizji lub wypadku, w którym ucierpieć mogą postronni obywatele.
Na filmie z 18 stycznia wyraźnie widać, że z naprzeciwka poruszały się inne samochody. Każde szarpnięcie psa w stronę osi jezdni mogło wywołać u innych kierowców odruch obronny, skutkujący zjechaniem na pobocze lub zderzeniem czołowym. Policja w takich przypadkach dysponuje wieloma sankcji z Kodeksu wykroczeń.
Mowa tu przede wszystkim o artykule 86, który dotyczy spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Grzywna w takim przypadku może wynieść nawet 30 tysięcy złotych, a sąd ma prawo orzec zakaz prowadzenia pojazdów. To cena, którą może zapłacić każdy, kto stawia własny komfort ponad elementarne zasady współżycia społecznego i bezpieczeństwo innych.
Policja już działa, czyli finał „spaceru” w Ząbkach
Sprawa z podwarszawskiej miejscowości nie skończy się jedynie na fali hejtu w komentarzach. Reakcja organów ścigania była niemal natychmiastowa. Komenda Stołeczna Policji (KSP) już w niedzielę oficjalnie potwierdziła w serwisie X, że funkcjonariusze podjęli działania mające na celu ukaranie sprawcy.
"Działamy już w tej sprawie" – to krótki, ale wymowny komunikat, który ma uspokoić opinię publiczną domagającą się sprawiedliwości. Policjanci zabezpieczyli nagranie, które posłuży jako kluczowy dowód w postępowaniu. Identyfikacja właściciela pojazdu na podstawie numerów rejestracyjnych to w obecnych czasach jedynie formalność.
Zdarzenie to rzuca światło na szerszy problem traktowania zwierząt w Polsce. Mimo rosnącej świadomości społecznej wciąż zdarzają się przypadki, w których opiekunowie traktują psy jak dodatek do samochodu, a nie żywe istoty. Sytuacja z Ząbek prawdopodobnie trafi do prokuratury, która oceni, czy doszło do przestępstwa znęcania się. Niezależnie od wyroku karnego, kierowca musi liczyć się z wysokim mandatem karnym i punktami, które mogą uszczuplić jego uprawnienia do kierowania.
Ta lekcja ma być przestrogą dla wszystkich, którzy uważają, że „pomysłowość” na drodze nie ma swoich granic. Ostatecznie o losie starszego mężczyzny zadecyduje zebrany materiał dowodowy i ocena biegłych z zakresu weterynarii oraz ruchu drogowego.
Policjanci ustalili tożsamość sprawcy
Tożsamość mężczyzny, który dopuścił się tego skandalicznego czynu, została ustalona niemal natychmiast dzięki czujności świadków i wysokiej jakości nagrania, na którym widoczne były numery rejestracyjne pojazdu.
Funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie, podlegający pod strukturę KSP, potwierdzili, że za kierownicą siedział 72-letni mieszkaniec powiatu wołomińskiego. Mężczyzna tłumaczył, że pies (szczeniak) uciekł z posesji w momencie, gdy on na nią wchodził.
Z uwagi na stan zdrowia i problemy z poruszaniem, mężczyzna rozpoczął poszukiwania zwierzęcia swoim samochodem i odnalazł psa około 150 metrów od domu - podaje KSP.
Z relacji 72-latka wynika, że szczeniak bał się wejść do samochodu, dlatego zdecydował się go odprowadzić do domu w sposób widoczny na filmie.
Szczęśliwie to mało rozsądne zachowanie nie skutkowało żadną kolizją ani wypadkiem. Nikomu nic się nie stało, a pies cały i zdrowy dotarł z powrotem na posesję - podkreśliła KSP.
Ponadto policjanci przyjechali do domu mężczyzny, aby sprawdzić warunki, jakie zapewnia swoim zwierzętom. Na miejscu okazało się, że psy są zadbane, dobrze odżywione i mają dobre warunki. Ostateczna decyzja dotyczącą konsekwencji prawnych ma zostać podjęta wkrótce.